Wojciech Kajtoch Homepage





Wstęp

Introduction to Solaris

Historia Literatury Polskiej

Historia Literatur Obcych

Językoznawstwo Prasoznawcze

   Fan i Idol
   Problem warunków...
   Czasopisma...
   Rola języka
   Jezyk graczy
   Młodzież edukuje..
   Świat prasy...
   Co to jest zin?
   Językowy...


O Poezji

Życiorys

Spis Publikacji
Wojciech Kajtoch

Językowy dowcip alternatywistów



Przedmiotem opisu jest specyficzne poczucie humoru występujące w języku tzw. "zinów". Materiał zaczerpnięto po części także z tak zwanych "art-zinów" (o ambicjach artystycznych, wydawanych też przez literacką młodzież), zwłaszcza zaś z czasopism punkowych i anarchistycznych. Przede wszystkim dlatego, że było go tam najwięcej, a także z tego względu, że inne subkultury młodzieżowe zasadniczo nie odznaczają się zbyt subtelnym dowcipem. Humor skinów politycznych jest przyciężkawy i dość jednostronny tematycznie (karykatura: spotyka się dwu Żydów w jarmułkach i chałatach. Jeden dzierży teczkę z napisem "Unia Wolności" drugi - "ZChN"), obrońców praw zwierząt stać najwyżej na bardzo zaangażowaną satyrę (karykatury: niedźwiedź dokonuje homoseksualnego gwałtu na złapanym w sidła myśliwym; świnia z toporem goni rzeźnika lub skina - faszystę), bliscy satanizmu metalowcy w ogóle nie pragną być śmieszni, zaś metalowcy od satanizmu dalecy odznaczają się humorem tak specyficznym i makabrycznym, że należy opisywać go osobno.
Punk natomiast (lub inny anarchizujący młody człowiek), będąc indywidualistą zbuntowanym dosłownie przeciwko wszystkiemu, z zasady jest wyczulony na absurdalność, niezborność, fałszywą logikę tego, co go otacza i co pragnąłby zastąpić "rzeczywistością alternatywną" - pozbawioną głupich, "dorosłych" hierarchii i zasad. A w każdym razie cechy absurdalności, niezborności, fałszywej logiki opisywanemu światu nadaje.
Że zaś (jak głosi i Arystoteles, i Bohdan Dziemidok) różnorodne, zwłaszcza przejawiające wewnętrzne sprzeczności (lub znajdujące się w sprzeczności z elementami konsytuacji) odejścia od normy śmieszą, rzeczywistość traktowana jako nienormalna przez podmiot ją opisujący jest śmieszna (jeśli oczywiście nie jest przerażająca, jeśli owe "nienormalności" nie są zbyt groźne). Co więcej - jako taka właśnie - wymaga owa rzeczywistość charakterystyki przeprowadzonej przystającym do niej, komicznym językiem.
O komizmie języka używanego na łamach alternatywnej prasy można mówić dwojako. Klasyfikując napotkane komiczne wyrazy, wyrażenia i zdania albo ze względu na tematy, których dotyczą, albo ze względu na formę.
Omawiając satyryczny aspekt punkowo-anarchizującego dowcipu stwierdzić wypada, że służy po pierwsze do atakowania tych instytucji, które starają się naszego alternatywistę wychować lub utrzymać w ryzach. Przede wszystkim - szkoły. Stąd złośliwe parodie lektur szkolnych, jak np. taki fragment
Natenczas Wojski chwycił na chrząstkach / przypięty swój: nos barani, długi, cętkowany, kręty jak wąż / Gaśniczy strażaka Sama. Oburącz do ust go / Przycisnął i śpiki wycisnął. / Wzdął policzki jak bania, w oczach żółcią / Zabłysnął, zsunął wpół powieki, / Wciągnął nos wpół brzucha i do płuc / Wessał z niego cały zapas ducha. / W gardle smród bucha, a on na wszystkich chucha. / Umilkli wszyscy, stali skini zadziwieni / Żółtością, gęstością, dziwną harmonią / Zieleni. ***1.
Nawet mocniejszy efekt komiczny można osiągnąć przez krótsze a celne przekręcenie znanego cytatu, choćby z Mickiewiczowskiej "Pani Twardowskiej": Siedzą, piją, lulki ćpają. Taka forma punkrockowej oazy . [O muzykach pewnej kapeli]; albo inwokacji do "Pana Tadeusza": Ilu wśród ludzi jest cymbałów, ten tylko się dowie, kto będzie sobie zawracał głowę nazwami, sloganami, ideami, szufladkami czy innymi bzdurami . Bądź na przykład tytułu wiersza Marii Konopnickiej ( Jasiuu nie doczekał ).
Wyższy, akademicki poziom edukacji musieli natomiast rozpocząć autorzy następującego traktatu zaczerpniętego z art-zina "A to ci dopiero...":
Efekt ciupciania możemy bez zbędnych dywagacji określić jako jedną z najczęstszych wartości (oczywiście przejmujemy znaczenie wartości od Znanieckiego). Samo ciupcianie też jest wcale częstą wartością. Relatywnie, indywiduum staje się przedmiotem czynności, więc wartością. Skutki stwierdzenia tego znacznie rozszerzają nam zakres wartości powiązanych z ciupcianiem. Ergo, możemy tu rzec, że: ciupcianie i nic więcej. [...]
Ciupcianie wpływa przez indywidua lub grupy na rozmaite kompleksy kulturowe, nieraz zupełnie nie powiązane z kompleksem kulturowym, utworzonym wokół ciupciania, tworząc stadium rozwoju larwalnego ogólnoświatowej kultury ciupciania, która, kurwa...
Obiektami ataku lub wyśmiania bywa: rodzina (np. wierszyk z Kącika Młodego Alkoholika : Kocham lato /, bo wtedy piję z tatą ), Kościół i religia, państwo i policja, kapitalizm, tradycyjna obyczajowość (dla punków - tzw. seksizm), firma MacDonald, konkurencyjne subkultury, pilnujący wejścia na koncerty, kontrolerzy biletów.
Punk, anarchista i w ogóle alternatywista potrafi również śmiać się z samego siebie i w ogóle odnosi się wrażenie, że parodiuje z upodobaniem każdy tekst kultury, który zna i który ma wyraziste i względnie stałe właściwości, jak np.: slogan reklamowy (nazwa kapeli: Żegnaj próchnico ), ogłoszenie parafialne ( Jutro zebranie kółka różańcowego, pielgrzymka do.... A przy okazji tanio sprzedam mercedesa 3000, rok prod. 1994. Wiadomość Ksiądz Zenon. Bóg zapłać ), filmu (np. mroczne, brudne git-cham-city to przecież miasto Batmana - Gotham). A jak nie parodiuje - to używa jako ośmieszającego narzędzia. I tak znani z piosenki Andrzeja Rosiewicza "chłopcy radarowcy" zmienili się w złośliwe określenie młodzieży prawicowej: chłopcy narodowcy .

***

Język, jako społeczna instytucja w wysokim stopniu ustrukturowana i znormatywizowana także wspaniale do komicznego ośmieszenia się nadaje, co alternatywiści zauważyli i stąd w ich czasopismach można napotkać większość chwytów zarejestrowanych w klasycznym opracowaniu prof. Danuty Buttler: "Polski dowcip językowy".
Jak wiadomo, wyróżniła ona wśród językowych zjawisk wywołujących śmiech po pierwsze dowcipy słowne reprezentujące mechanizm ogólnokomiczny, wspólny różnym zjawiskom wywołującym śmiech ***2, a wśród nich:
1) Te wykorzystujące komizm powtórzenia lub nagromadzenia (tj. przerostu lub przesady), do których należą: konstrukcje eliptyczne (karykaturujące) i nagromadzenia: paralelizmów syntaktycznych, powtórzeń leksykalnych i innych składników danego rodzaju.
2) Te wykorzystujące komizm kontrastu i niespodzianki, jak nieoczekiwane kontrasty i inne dysonanse stylistyczne. Przy czym ogólnie dowcip stylistyczny należy rozumieć jako taki, w którym nie ulega zmianie ani kształt, ani sens elementów słownych, zostaje natomiast przekroczona sfera ich zwykłego, pozażartobliwego zastosowania ***3, w rezultacie czego występować może równoczesna obecność cech: stylu wysokiego i trywialnego, mówionego i książkowego, swojskości i zapożyczeń a także kontrast treści i formy (równoczesna obecność języka charakterystycznego dla estetycznie sprzecznych sobie gatunków piśmiennictwa). Niespodzianki stylistyczne mogą zaś tworzyć np. wszelkie dysonansowe stylistycznie wtrącenia lub pointy.
Kontrastowanie stylów jest nieomal pierwszą narzucającą się cechą interesujących nas wydawnictw. Autorzy z upodobaniem przerywają frazy patetyczne czy brzmiące oficjalnie wulgaryzmami lub potocyzmami - np. zabawiać się w personalne utarczki, przypierdalanki słowem ; niniejsza wypocina (bądź na odwrót - w ciąg wyrażeń dobitnie potocznych wtrącają wyraz wiążący się ze stylem wysokim lub specjalistycznym - np. pragniemy unikać jałowego pieprzenia, przerostu formy nad treścią ; zmarznięci kumple obciągają jabola, fanatycy boskiego trunku ).
Możliwe jest także kontrastowanie nastrojowości: z początku nostalgicznie i (ze względu na personifikację) żałośliwie brzmi np. taki wierszyk wegetariański: Gdzieś daleko rzeźniczy nóż / Wbija się w ciało nieletniej świnki / Ktoś bezlitośnie morduje ją / Byś mógł wpierdolić swą porcję szynki - więc tym mocniejszy jest efekt ostatniego wersu.
Ten ostatni przykład przekonuje, że komiczne oddziaływanie kontrastu potęguje się, gdy zostanie uzupełnione efektem niespodzianki. Osiągnięty wówczas zostaje efekt szczególnie niespodziewanej pointy (tym bardziej niespodziewanej, im bardziej odmiennej w swych sensach i stylistycznej formie od poprzedzających ją zdań), takiej, jak np. w następującym fragmencie wywiadu z "kapelą":
Czy możemy jeszcze coś zrobić, by uchronić ziemię od zagłady ekologicznej?
Możemy pomalować trawę w ogródku na zielono, usiąść na dupie, otworzyć piwo z puszki i czekać aż coś pierdolnie.
Pointa bywa jeszcze mocniejsza, gdy wyliczenie początkowo ma charakter poważny:
Miłość to wiara, zaufanie, wytrwałość. To jedność i poszanowanie. To rodzaj pozytywnego paraliżu mózgu, że jest ktoś, dla kogo warto coś robić, to coś mistycznego, niematerialnego. Miłość to po prostu Halina Frąckowiak.
Kontrast - tym razem nie stylistyczny a znaczeniowy - może występować w zinach i na przestrzeni połączeń wyrazowych, tworząc wyrażenia ze swej istoty oksymoroniczne ( Wiara ... próbowała w miarę dużo zdemolować ; Demonstracja nie była rejestrowana, psy [tj. policjanci] grzeczne i miłe ).
Z kolei efekt spiętrzenia, nagromadzenia (dającego na koniec wrażenie karykatury) występuje np. w kwestii:
Tyle pytań. Rzeknij kilka ciepłych słówek dla naszych miłych parafian.
Uwaga parafianie, mówię do was ciepłe słówka: gorąco, ciepło, Afryka, słońce, żar, wrzątek, pocić się, parzyć, gotować, przypiekać, kaloryfer, piec hutniczy.

Nagromadzono tu, na dodatek stopniując, wyrazy i wyrażenia związane z wysoką temperaturą i odczuwaniem gorąca. Inny przypadek karykaturalnego nagromadzenia cech (tym razem - odrażających) spotykamy w tej oto charakterystyce: Arkady Firlej - nie mylić z Fiedlerem - był dupowatym ogryskiem z wrzodami na zawietrznej i krostą poporodową na winklu.

Szczególną uwagę wypada zwrócić na to, że alternatywiści, pisząc swoje gazety, posługują się dowcipem słownym reprezentującym mechanizm ogólnokomiczny opartym nie tylko na spiętrzeniu i kontraście, ale i na innych mechanizmach ogólnokomicznych (będę wymieniał te mechanizmy za Bohdanem Dziemidokiem). Występują więc w ich prasie formy komiczne, których istnienia Danuta Buttler nie eksponuje.
Niektóre z interesujących nas teraz wypowiedzi odsłaniają więc specyfikę zinowego humoru. Inne - wskazują raczej na przemiany, które w ciągu ostatniego ćwierćwiecza (książka prof. Buttler ukazała się w 1974 roku) zaszły w oficjalnej, pisanej odmianie polszczyzny.
Sądzę, że do tych pierwszych należą liczne nazwy zespołów muzycznych i czasopism, których to nazw komiczny charakter - ogólnie rzecz biorąc - wynika z pogwałcenia przy ich tworzeniu zasad prakseologicznych. Są to nazwy, które w sposób jawny nie nadają się do oznaczania swych desygnatów, jak np. te będące wyrażeniami normalnie oznaczającymi zjawiska, instytucje, przedmioty, teksty kultury przeciętne i prozaiczne ( Awaria kontenera, Bachor Zine, Dziąsło, Krótki kaszel, Ławka w parku, Mała ulicznica, Po goleniu, Spalony garnek, Sedes, Brudy, Rolniczy kwadrans, Spółdzielnia inwalidów, Zacier, Nienormalni obywatele, Zgniłe banany ). Można rzec, że są to nazwy ironiczne, gdyż przecież punki nie uważają swego sposobu życia i gustów za prozaiczne i przeciętne.
Wrażenie ironiczności pogłębia się, gdy nazwy dodatkowo nawiązują do dziedzin życia wulgarnych i niskich ( Gluty z Kalkuty, Kuciapa, Mały Masturbator, Kastracja ,) - co zresztą ma związek z ideologią tej subkultury - lub niskich, wulgarnych i potocznych sposobów mówienia ( Park sztywnych, Gównoprawda, Napierdalator, Taki syf że gnój ). Nawiązania te mogą zaowocować groteską ( Latające odchody ).
Drugą grupę nazw tworzą te równocześnie i aprakseologiczne, i alogiczne - złożone z wyrażeń wyrwanych z kontekstu ( Mamusiu ratuj, Sierp Ludwika, Zły bednarz ), czysto absurdalnych ( Brytan od nowa, Nie niszczmy jamniczka ), lub składających się z wyrazów tworzących osobliwe połączenia ( Betonowe skarpetki, Garbate aniołki, Schizofreniczna prostytutka, Siwe włosy łonowe Elżbiety Dzikowskiej, Szybkie banany ). Niekiedy dołącza się komizm czysto językowy ( Wkrent, Zespół Dałna ), obecny i w niektórych przykładach wyżej wymienionych. O nim jednak - za chwilę.
Nie podejmuję się natomiast orzekać, na ile akurat tylko dla zinów (a nie także dla "dorosłych" lub innych, komercyjnych "młodzieżowych" czasopism) są specyficzne takie wynotowane formy komiczne jak:
1) Gwałcące logiczne normy, niedorzeczne dialogi nacechowane brakiem związku między replikami rozmówców, typu:
- Co sądzicie o takich grupach jak FWZ?
- Nie sądzimy nic, bo rodzice nie pozwalają się nam zadawać z obcymi;

czy też:
- Tym razem spytaliśmy, czy potrzebny jest nowy kościół
- Oczywiście, przecież mam kuzyna, koguta i żyrandol.

2) Łamiące normy prakseologiczne i zasadniczo oparte na nieporozumieniu (a jeśli uwzględniać formalne ich cechy - i na, oczywiście przez prof. Buttler analizowanej, komicznej homonimii) dialogi, w których odpowiedź uwzględnia inny (niż w intencji pytającego) odcień znaczeniowy któregoś z wyrażeń tworzących pytanie:
- Skąd w waszym składzie dziewczyna?
- Z Chrzanowa, prawda że to dziwne.
ewentualnie;
- O czym są wasze teksty, utożsamiacie się z jakimś ruchem?
- Utożsamiamy się z Ruchem Chorzów

3) Porównania, gdzie efekt komiczny jest oparty na zestawianiu zjawisk z natury odległych lub niewspółmiernych ***4, jak na przykład formy graficznej (ocenianego zina) z lekcją religii ( wyszło to bardziej jałowo niż pogadanka katechety na tematy bieżące ) lub wartości logicznej i żeńskich narządów płciowych ( ideologiczna bzdura, szeroka jak kuciapa u Mańki ).
Z kolei do dwóch na raz ogólnoestetycznych mechanizmów uzyskiwania efektu komicznego, czyli wprowadzania niezgodności między pozorem a tym, co się za nimi kryje , tj. między złudzeniem a rzeczywistością oraz wprowadzania niezgodności między normalnym przeznaczeniem przedmiotu a jego nowym, zaskakującym wykorzystaniem ***5 zdają się nawiązywać powiedzonka, w których język jest po prostu tematem. Należą do nich "fałszywe etymologie" (np. Kącik Melomana - tego co zbiera mele ["mela" = "ślina"], albo: tylko klerasil uchroni cię od kleru oraz skróty, lub utworzone od nich określenia, których rozszyfrowanie kłóci się ze znaczeniem ogólnie przyjętym lub narzucającym się na pierwszy rzut oka. Komiczny jest skrótowiec literowy PRL , gdy oznacza: prezerwatywy ratują ludzkość , albo - zdający się być utworzonym od angielskiego "O.K." - okejowiec , skoro znaczy: otwarty katolik .

W wymienianych wyżej zjawiskach upatruję pewną nowość dla pisanej, oficjalnej polszczyzny. Przede wszystkim dlatego, że trudno sobie wyobrazić czasopismo dwadzieścia, trzydzieści lat temu (a więc w okresie nie tylko cenzuralnej, ale i czysto redaktorskiej, ścisłej kontroli) ryzykujące podobne eksperymenty. Tym bardziej unikano by i tych, które zaraz będę opisywać.
Najdrastyczniejszymi przykładami napotkanych w zinach komicznych zjawisk są groteskowe (tj. - dalej cytując Dziemidoka - wykraczające poza bardzo szeroko pojmowaną sferę prawdopodobieństwa do dziedziny fantastyki ***6 odmiany karykaturujących wyolbrzymień, w rodzaju tej, obecnej w dialogu:
- Boicie się, udzielając tego wywiadu?
- Nie, teraz już nie, baliśmy się, udzielając poprzedniego. Strach nam ściskał dupy, aż mrużyliśmy oczy.

lub w takim opisie pocałunku:
Wsunęła mi język do gęby, aż go w dupie poczułem,
czy w przytaczanej już nazwie kapeli: Latające odchody .
Gdybyśmy usiłowali wyobrazić sobie dosłownie sytuacje tu przedstawione skonstatowalibyśmy ich skrajne nieprawdopodobieństwo. Są one fantastyczne w sposób wyzywający - to pierwszy element ich groteskowości. Po drugie - zauważmy - dwa pierwsze przykłady są językową realizacją obrazu skrajnie deformującego ciało ludzkie, które nagle zyskuje niesamowitą plastyczność. To drugi element groteski. Po trzecie, kojarzą z sobą elementy rzeczywistości (odchody - wznoszenie się) lub ciała ludzkiego (zad - oczy, usta) o skrajnie przeciwstawnych, całkiem "niskich" i dość "wysokich" konotacjach kulturowych. Ta ich cecha świadczy, że reprezentują dosadną, ale niesłychanie starą, jarmarczną, czy - jakby to rzekł Michaił Bachtin - karnawałową odmianę komizmu.
Podsumowując: obecność takich zjawisk komicznych w - bądź co bądź - publikacjach o dosyć sporym zasięgu (najpoczytniejsze z zinów ukazują się w nakładach około tysiąca egzemplarzy; w latach 1990-1995 OBP UJ zarejestrował około 800 tytułów) świadczy o powrocie do polszczyzny oficjalnej groteskowo-karnawałowego komizmu, dość długo (co najmniej od końca II wojny światowej) w niej nieobecnego. Zresztą nie tylko ziny o tym zaświadczają - także inne wydawnictwa w rodzaju periodycznych i nieperiodycznych zbiorów niejednokrotnie bardzo "pieprznych" kawałów i śmiesznych powiedzonek, tygodnika "Nie", niektórych pism miłośników gier komputerowych (np. "Gamblera") itd.

***

Danuta Buttler wyróżniła również wśród komicznych zjawisk językowych dowcip językowy drugiego rodzaju - w ścisłym sensie (swoiście językowy, nieprzekładalny na inne dziedziny komizmu), obejmujący: A) komiczne modyfikacje i neologizmy B) dowcipy o tradycyjnych składnikach leksykalnych, wykorzystujące nijako naturalne możliwości językowe *** 7.
Grupa pierwsza (A) obejmowała m. in. dokonywane w celach komicznych:
1) Zmiany formy graficznej wyrazu (np. ekstrawagancje ortograficzne czy narzucanie wyrazom swojskim obcej postaci graficznej i na odwrót).
2) Modyfikacje formy fleksyjnej słowa (polsko-obce hybrydy fleksyjne, narzucanie niewłaściwych form odmiany, zamiana tradycyjnej końcówki na inną).
3) Modyfikacje postaci słowotwórczej wyrazu (złożenia, upodobnienia leksykalne (tj. okazjonalne kontaminacje), dekompozycje i kalambury).
4) Modyfikacje związków frazeologicznych (komizm wynika ze zmiany tradycyjnego składu słownego lub struktury połączenia), w tym: upodobnienia frazeologiczne, defrazeologizacje, frazeologiczne kontaminacje i elipsy.
5) Neologizmy słowotwórcze (dotychczas niespotykane, choć utworzone poprawnie; tworzone za pomocą formantów o stałym zabarwieniu żartobliwym; tworzone doraźnie i nie będące realizacją regularnych typów słowotwórczych, oraz różne formacje tworzone przez analogie).
6) Żartobliwe neologizmy frazeologiczne (strukturalnie tradycyjne o zmodyfikowanym znaczeniu, systemowe lub analogiczne).
7) Żartobliwe neosemantyzmy.
Grupa (B) obejmowała zwłaszcza komiczne wykorzystywanie hominimii i polisemii, transpozycji, powtórzeń paralelnych.
Jak widać, dla potrzeb żartu można wykorzystywać w zasadzie wszystkie warstwy języka.
Struktury języka są względnie stałe, dlatego zaiste godnym byłoby uwagi, gdyby zdobyli się alternatywiści na stworzenie form komicznych wychodzących poza powyższe zestawienie. Niemniej odnotować należy bardzo szerokie wykorzystanie przez nich istniejących w strukturze języka możliwości "uruchamiania" komizmu oraz obecność w zinach form złożonych, wykorzystujących parę takich możliwości na raz, a zwłaszcza takich wyrazów i związków frazeologicznych, które wykorzystują przy tym ogólnokomiczne możliwości nie tylko kontrastu lub niespodzianki, ale i karykatury, trawestacji, dosadnej groteski.

W drugiej części artykułu dokonam przeglądu co ciekawszych napotykanych w zinach językowych śmieszności. W jego ramach wymienię:
ad. A1) Ekstrawagancje ortograficzne typu: Qrva czy QQ na muniu, pisanie słów polskich "z angielska" ( strashliwie - tzn. i "straszliwie" i "w stylu trash"; Epic - tzn. "a pic" - nazwa kapeli, The Qrthe - tzn. "the kurde" - tytuł zina), pisanie - "z francuzka" (kapela Dupą ). Efekt komiczny stąd tu wynika, że kontrastuje "uczona" litera "Q" bądź pisownia obca z nader swojsko-dosadną treścią polską. Wartymi przywołania przykładami są: nazwa kapeli Gocha samoha, gdzie błąd ortograficzny lub - jeśli z drugiej strony spojrzeć - brak cudzysłowu i spacji ("Gocha samo "h"") wprowadzają zamierzoną dwuznaczność oraz tytuł zina Dupa , gdzie końcowe "a" pisane jest dużą literą i otoczone kółeczkiem, a więc stanowi logo "anarchia". W sumie daje to rodzaj rebusa.
Ad. A2) Podobny, komiczny efekt kontrastu między swojskim i dosadnym a uczonym i obcym występuje w przypadku polsko-obcych hybryd fleksyjnych, gdzie "niskim" słowom polskim dodaje się końcówki angielskie: Rykers (tj. "ci, którzy ryczą" - nazwa kapeli), The Skurwysyns (także kapela); niemieckie ( dialogen, bazgrolen & głupolen ), włoskie ( ramolo - od "ramol"), czasem hiszpańskie, rosyjskie itd.
Ad A3) Pod dostatkiem jest w zinach zabaw słowotwórczych.
- Mamy tu komiczne dekompozycje. Np. nazwę Radia Maryja złośliwie rozbito na radio Ma Ryja . Żartobliwie rozbijając słowo "redakcja" na Red-Akcja uczyniono z niej polsko-angielskie zestawienie podkreślające lewicowo-anarchistyczny profil zina. Specyficzny wiersz:
Zwy
.........miotuj

stał się dziełem poezji konkretnej (kształt zapisu jest graficznym obrazem treści).
- Występują polsko-obce hybrydy słowotwórcze typu Pyrlandia (= "kraina pyr", tj. poznańskie), Poleland, Trójmiasto-city , niekiedy połączone z ekstrawagancką ortografią ( cocacolonizacja ) lub z upodobnieniem leksykalnym ( redfucktor = "redaktor" + "to fuck").
- Złożenia typu "Mózgojad" (tytuł zina), dupopodobny, chujobudka, nazimłoty (skini); osobno chcę odnotować dadaistyczno-karnawałowe w duchu formy: rzygotrysk (analogiczna do "wodotrysku") i rzygogrzmoty (do "wodogrzmoty").
- Oparte na zmianie czasem jednej głoski upodobnienia leksykalne, nijako kumulujące znaczenia wyrazu modyfikowanego ze znaczeniem wyrazu użytego do modyfikacji (a czasem i innych wyrazów podobnie brzmiących). Mam na myśli konstrukcje typu tej, uzyskanej w złośliwym wierszyku: kler nas nie wyHIVa, chroni nas prezerwatywa ( wyHIVa = "wykiwa" + "wychowa" + "sprowadzi na nas zakażenie wirusem HIV"), tytule zina: "Obsrywator" (= "ten, kto obsrywa" + "obserwator"), nazwie kapeli: Defakacja ("defekacja" + utworzone od nieprzyzwoitego, angielskiego "tu fuck" młodzieżowe "fakaj się" czyli "odp... się, idź się onanizować"). Jak widać, w komicznym koncentrowaniu nieprzyzwoitości dorównują te konstrukcje rosyjskim "triochetażnym matom".
Tego typu zabawy nabierają czasem charakteru niesłychanie złośliwych karykatur, jak przekręcenie: Hare Moszna (zamiast Hare Kriszna) wykorzystujące ogólnokomiczny mechanizm jednego z typów komicznych pomniejszeń - trawestowania ( polegającego - jak pisze Dziemidok - na poniżaniu, degradowaniu i wulgaryzowaniu cech zjawisk, które uważane są za wartościowe, godne szacunku lub nawet wzniosłe i święte ***8. Należy podkreślić karnawałowo-groteskowy charakter tego językowego wybryku, kojarzącego sferę religijnego - co prawda obcego kulturze polskiej, ale jednak - sacrum z okolicami dosłownie "poniżej pasa".
Ad 4) Zdarzają się zawierające kontrast, niespodziankę, przesadę śmieszne bądź śmieszne i dosadne modyfikacje:
- Związków frazeologicznych ( Czołg o smutnym wyrazie lufy zamiast "smutnym wyrazie twarzy", ryj w ryj zamiast "twarzą w twarz").
- Nazw (kapela Trybuna brudu [ punk = m. in. angielskie "śmieć", "coś marnego, lichego"] zamiast "Trybuna Ludu""; wielka orkiestra świątecznej przemocy zamiast Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy),
- Utartych zwrotów (niezbyt uprzejme: życzę niepowodzenia nawiązujące do uprzejmie zdawkowego "życzę powodzenia").
Niekiedy modyfikacje połączone są z niezrozumieniem tych zwrotów, jak w wypadku takiej uwagi muzyka o składzie swojej kapeli: Bolek garki a Młody - łabędzi wrzask. Co miało znaczyć, że "Bolek gra na perkusji, a Młody pięknie śpiewa", ale nie znaczyło, bo muzyk niepotrzebnie nawiązał do wyrażenia "łabędzi śpiew", nie wiedząc, że znaczy ono nie "piękny" a "ostatni".
Za bardzo udany paradoks można natomiast uznać połączenie: Przepraszam, że żyję, już więcej się to nie powtórzy .
Występuje także sytuacja, kiedy dane zdanie staje się dowcipne (na mocy komizmu niespodzianki) dzięki temu, że - będąc w pierwszej chwili odbieranym jako absurdalne - tłumaczy się jednak, gdy czytelnik się zorientuje, że zawiera ono aluzję do utartego powiedzonka. Jest tak w wypadku następującej odpowiedzi na pytanie o samopoczucie muzyków: Gramy dużo i szczęśliwie, i jesteśmy bezdzietni (nawiązuje ona do "żyli długo i szczęśliwie i mieli dużo. dużo dzieci")
Ad. A5) Na wymienienie zasługują i płody słowotwórczej weny alternatywistów (neologizmy). Niektóre zupełnie absurdalne (kapela: Przyczłapy do bulgatora ), inne utworzone prawidłowo, lecz jednak komiczne jak zdrobnienia: chujstewko, kutasina, mięśniaczek, naziołek, lub zgrubienia: japiszon . Sądzę, że na ich komicznym charakterze ważą analogie ich brzmienia i sposobu odmiany z wyrazami o wyrazistej (a - w stosunku do interesującego nas wyrazu - kontrastowej) treści i emocjonalnej zawartości.
Zatrzymajmy się nad etymologią słowa naziołek . Podobnie jak i w wypadku "mięśniaczka" mamy tu do czynienia z podwójną operacją słowotwórczą "nazi" - "naz'-ol" - "naz'-o{l}ł-ek" ("mięso" - "mięsień" - "mięśniak" - "mięśniaczek"), co czyni wyraz "zdrobnieniem zgrubienia" i wprowadza kontrast komiczny. Na dodatek słowo to wywołuje określone asocjacje: nie brzmi "naziolek" ("mały naziol") a "naziołek" ze względu na podobieństwo brzmienia do "matołek". Nieszkodliwość i głupota tego drugiego czyni z epitetu "naziołek" coś bardzo bolesnego dla kogoś, kto - jak skin - pragnie być silnym, wyjątkowym, świadomym. Na podobnej zasadzie ukuto pozostałe wymienione określenia: japiszon (oznaczające bogatego i nowoczesnego, młodego biznesmena, utworzone od słowa japi , a asocjujące z "małpiszonem", "gapiszonem"), kutasina (przypominające "biedaczynę", "psinę" itd.).
Z kolei wewnętrzny kontrast między swoistością a obcością czyni śmiesznym utworzonego na wzór pewnego typu nazw narzędzi lub wykonawców czynności napierdalatora (analogicznie do "regulatora", "redaktora", "wibratora", "depilatora" etc.). Podobnie kontrastowe wrażenie sprawia policyjny piesek oznaczający jednak nie "małego psa służbowego", a małego i nieszkodliwego policyjnego psa - tj. policjanta.
Ad A6), A7) Na koniec wspomnę o żartobliwych neologizmach frazeologicznych (np. rzewne palanty ) i neosemantyzmach. Szczególnie udaną, groteskowo-karnawałową złośliwością (łączącą w sobie cechy i neosemantyzmu, i archaizmu, i formy będącej skutkiem pozornie prawidłowej odmiany) wydał mi się stolec Polski (tj. Warszawa).

***

Jak więc widzimy, alternatywiści humorystycznej walki z samą strukturą języka nie byli w stanie wygrać, nowych form komizmu czysto językowego raczej nie wymyślili. Sądzę jednak, że - odnotowany już powyżej - "wkład" ich humoru językowego (jak i w ogóle języka) w zmiany zachodzące w ostatnich latach w pisanej oficjalnej ***9 polszczyźnie jest na tyle istotny, że warto było uczynić ten humor tematem szkicu.

Przypisy

***1. Przykłady zaczerpnięto z: "Bunkier. Punk Zine - Lębork" 1995 nr 9; "Ex oriente lux. Światło ze wschodu zin'e", 1994 nr 1; "Farsz" 1995 nr.1; "Gzum i Łomiarz". Punk zine" nr 3 (1994); "In God We Trust" 1(1995); "Lampa i Iskra Boża" 1995 nr.9; "Mać Pariadka. Anarchistyczny Magazyn Autorów" 1995 nr 6-8 i 1995 nr 12; "Mamkły Mampazury. Pismo Frontu Wyzwolenia Zwierząt" 1994 nr 2-3, "Pasażer" 1995 nr 8; "Rewia Kontrsztuki" nr 3 (1993); "Za naszą i waszą wolność " nr. 2.
***2. Por. Danuta Buttler: "Polski dowcip językowy", Warszawa 1974 s. 65-6.
***3. Cyt. D. Buttler: "Polski dowcip językowy", s. 95.
***4. Cyt. Bohdan Dziemidok: "O komizmie", Warszawa 1967, s. 67.
***5. Cyt. B. Dziemidok: "O komizmie", s. 72.
***6. Cyt. B. Dziemidok: "O komizmie", s. 63.
***7. Zob. D. Buttler: "Polski dowcip językowy", s. 66.
***8. Cyt.: B. Dziemidok: "O komizmie", s. 63.
***9. Terminu "oficjalna odmiana polszczyzny" (albo: "polszczyzna oficjalna") używam w znaczeniu użytym w pracy Walerego Pisarka: "Polszczyzna oficjalna na tle innych odmian" w: "Współczesna polszczyzna mówiona w odmianie opracowanej (oficjalnej)", pod red. Zofii Kurzowej i Władysława Śliwinskiego, Kraków 1994.


Uwaga: artykuł ten wydrukowano w: Proza, proza, proza... (opowiadania, fragmenty, eseje, notatki), tom 4 , wybór, wstęp i redakcja Wojciech Kajtoch, Kraków 1998, Związek Literatów Polskich - Oddział w Krakowie, ss. 476, tu: s. 335-346 (Razem z artykułem Obok "bruLionu" - tematy i prądy najmłodszej prozy polskiej tworzy większą całość p.t.: Ze świata zinów );