Wojciech Kajtoch Homepage





Wstęp

Introduction to Solaris

Historia Literatury Polskiej

Historia Literatur Obcych

   Socrealizm jako...
   ,,Zarażenie śmiercią''...
   Wstęp do...
   Moje spotkanie...


Językoznawstwo Prasoznawcze

O Poezji

Życiorys

Spis Publikacji
Wojciech Kajtoch

Moje spotkanie z "Kandydem" Woltera


"Kandyd czyli optymizm" (1759) opornie poddaje się analizie. Trzeba się liczyć z następującymi faktami:
• Silnym zakorzenieniem utworu w poglądach epoki. Wolter, zawołany polemista, chętnie formułował myśli pisząc "przeciw". Niełatwo dziś stwierdzić "przeciw czemu", stąd pobieżna analiza objąć może tylko część bogatej materii dzieła.
• Podwójną genezą tekstu. Jest on następstwem kryzysu filozoficznego, który w latach 1755-1759 przydarzył się wkraczającemu w starość Wolterowi; z drugiej strony - to riposta w polemice z Janem Jakubem Rousseau. Stąd skomplikowanie problematyki powiastki, której sceny to rozstrzygały problemy własne autora, to ośmieszały Rousseau (lub innych myślicieli), a na koniec podlegały trzeciej, artystycznej logice.

1.

W krótkim okresie Wolter zetknął się z serią bolesnych wydarzeń. W 1749 r. zmarła jego przyjaciółka - Emilia du Chatelet. Następnie zrywa się przyjaźń z Fryderykiem II. Filozof choruje. Pierwszego listopada 1755 r. wskutek trzęsienia ziemi ulega zniszczeniu Lizbona. Kilka miesięcy później wybucha wojna siedmioletnia. Wobec nawału osobistych i europejskich nieszczęść późniejszy autor "Kandyda" musi znów przemyśleć najważniejsze ogniwa swego systemu. Wszak jego (oraz całej deistycznej i optymistycznej wersji filozofii wieku) podstawą było twierdzenie, że natura jest porządkiem fizyczno-moralnym, że świat jest racjonalny, zbudowany wedle prawideł rozumu, więc dostępny poznawczo (B24) ***1 , jest w nim wyrażony zamysł intelektualny i moralny, który każdy fragment całości i całość samą czyni sensowną (j.w.). Zbiorowe i indywidualne życie ludzkie, będąc częścią sensownej natury - też miało mieć sens.
Racjonalność świata wyraża się w działaniu w nim praw uniwersalnych i tylko ich. Przypadek zasadniczo nie istnieje. Prawa te, aczkolwiek aktualnie niedokładnie znane, są poznawalne - choć może "nie do końca", bo absolutna wiedza dana jest nie człowiekowi - a Bogu. Prawidłowość, racjonalność i moralność świata gwarantuje jego Stwórca - Istota Najwyższa. Tajemniczy, niepoznawalny Bóg przejawia się w ładzie natury, działaniu jej uniwersalnych praw i tylko tu.
Człowiek też jest racjonalny. Jak w pozornym bezładzie przyrody przejawia się jedność rządzących nią praw - tak i w pozornym chaosie zachowań ludzkich znać niezmienną w czasie i przestrzeni, powszechną i jedną człowieczą naturę. Dobrą - gdyż jest częścią moralnego wszechświata. Niedoskonałości homo sapiens są tylko jego cechami swoistymi. Postępowanie człowieka, określone przez racje jego natury i informacje biegnące od zmysłów, nie przekracza granic zakreślonych przez prawa Uniwersum - ale równocześnie jest też wolne. Kwestia mechanizmu umożliwiającego tę wolność była dla Woltera zresztą niejasna jak i naczelne zagadnienia metafizyki, ale wierzył, że to, co niedostępne ludzkiemu poznaniu nie jest bezrozumnym losem, obszarem kaprysu czy przypadku (...) Konsekwencją etyczną sceptycyzmu była afirmacja (B32).

A jakie w tym bezobłocznym obrazie przeznaczyć miejsce złu? Przed kryzysem, o którym mowa, Wolter skłaniał się ku dwojakiemu rozwiązaniu tej kwestii.
Pierwsze polegało na zaprzeczeniu istnienia zła i pokrewne było konceptom Anthony'ego Shaftesbury, Aleksandra Pope, a przede wszystkim Gottfrieda Leibniza. ***2. Istotą pomysłu, który miał godzić doświadczenie życiowe (wskazujące, że nie wszystko jest takie miłe) z optymistyczną wizją było uznanie wszelkiego zła za coś, co ostatecznie służy dobru, zatem - tak naprawdę - złem nie jest, jak nie jest nim chirurgiczny zabieg: bolesny lecz przywracający zdrowie. (Dobre skutki zła jednak nie zawsze są dostrzeżone i stąd złudzenie, że zło istnieje naprawdę.) Nic więc dziwnego, że w słynnym fragmencie "Zadiga" (1748) dziwny Pustelnik po dokonaniu morderstwa zmienia się w anioła i tłumaczy wstrząśniętemu bohaterowi: Dowiedz się, że ten młody człowiek, któremu Opatrzność skręciła kark, byłby zamordował swoją ciotkę za rok, a ciebie za dwa lata. (...) Ludzie (...) sądzą o wszystkim nie wiedząc nic (...) nie ma zaś złego, z którego by się nie rodziło dobro (...) nie ma na świecie przypadku: wszystko jest próbą lub karą, albo nagrodą, albo przewidywaniem. (P66-67) ***3.
Drugie rozwiązanie co prawda przyznawało rzeczywisty byt złu, ale bagatelizowało tegoż zła doniosłość. Jeśli nie wszystko jest dobre, wszystko jest znośne (P87) - głosiło zakończenie "Widzenia Babuka" (1746). Wolter wyróżniał trzy rodzaje zła: - metafizyczne, wynikające z niedoskonałości wszystkiego w stosunku do Boga; - fizyczne, polegające na cierpieniu i śmierci nieodłącznych od życia, związanych z działaniem praw natury; - moralne, związane z posiadaną przez człowieka możliwością wyboru, wolną wolą. Z tym ostatnim rodzajem Wolter całe życie walczył i - choć świadom trudności - pozostawał optymistą co do wyniku swych starań. To zło nie jest wszak założone w ludzkiej naturze; wynika z fanatyzmu i ciemnoty. Wystarczy ludzi oświecić, zmienić nawyki, zlikwidować rozsadniki zabobonu takie jak np. Kościół. Zło metafizyczne było nieuniknione - lecz w praktyce nie niebezpieczne. Słaby natomiast punkt (powszechnie zresztą i od lat przyjętego) podziału tkwił w pojęciu zła fizycznego.
Można uznać, że służy ono ładowi, porządkowi, moralności, że istnieje racja jego istnienia, że cierpienie i śmierć można dobrem wyjaśnić (zwłaszcza gdy jest się sceptykiem świadomym tego, że dobre strony złych wydarzeń mogą być nam nie znane), ale tylko wtedy, gdy widzi się, że istnienie człowieka jest znośne i - tak naprawdę - nic mu ze strony Uniwersum nie zagraża. Cóż jednak stanie się, gdy zaistnieje fenomen, który zda się świadczyć o tym, że natura nie jest życzliwa człowiekowi? Trzęsienie ziemi w Lizbonie, kiedy zginęło całe miasto (nie lepsze ani nie gorsze od innych) - i występni, i cnotliwi - stało się dla Woltera i wielu filozofów epoki (wedle trafnego określenia Bronisława Baczki) filozoficznym trzęsieniem ziemi ***4. Mogło dowodzić, że w stosunkach człowiek - Kosmos możliwe są i pesymistyczne ewentualności. Ta, że świat jest miejscem absurdu, skandalu moralnego, bezsensu i przypadku, a nie - życzliwą ludziom, prawidłową, Bożą budowlą; albo ta, że prawa rządzące wszechświatem i ich gwarant co prawda istnieją, ale nie są moralne.
Wolter zanadto był człowiekiem epoki, aby teodycei nie odbudować - i zbyt wielkim był sceptykiem, aby w końcu nie pozostawić innym dociekań o miejscu zła we wszechświecie. W każdym razie wiadomym jest, że wywołany trzęsieniem ziemi (i innymi czynnikami o których wyżej) kryzys zaowocował u Woltera tym, że stanowczo odżegnał się od sposobu rozwiązywania kwestii uwidocznionego w "Zadigu", od hasła wszystko jest dobre ***5. Wiadomo też, iż był to kryzys ciężki. W "Poemacie o trzęsieniu ziemi w Lizbonie" (1756) filozof pisał: Bóg w swoim ręku ima łańcuch wszystko krępujący, / Ale Bóg wszechmocny nie jest łańcuchem skrępowany. / On sprawiedliwym, oraz on dobrym; jest miłosiernym. / Lecz czemuż nędzni tyle cierpiem pod Bogiem sprawiedliwym? / Oto trudność, którą rozwiązać wprzód trzeba było. / Zapierać się nieszczęść, próżne na ich niszczenie lekarstwo, i dalej: Doskonałości Istnosć najwyższa - być złego przyczyną, / Ani tez być kto inny nie mógł bez niej złego sprawcą. / Przecież to złe jest rzeczywiste..., a następnie: Lub winowajcą był człek, a Bóg karze plemię jego, / Lub samowładnym jest Bóg ogólnego jestwa, rozległości. / Lecz bez litości, gniewu, na wszystko obojętny, spokojny / Przyrodzenia pierwsze, przedwieczne ustawy wypełnia. / Albo materia pierwiastkowa i niekształtna, / Wraz nieposłuszna swemu stwórcy ma w sobie wistoczoną / Burzliwość niesforną, równie jak ona konieczną. / Albo doświadcza nas Bóg (...) / Cokolwiek człek obierze, drżyć mu trzeba w niepewności. / Wszystko przed nim skryte; wszystkiego lękać się musi. / Niemą, natura głuchą: zapytujemy się próżno. / Przemówienia Boga trza do rodu ludzkiego. ***6.
"Poemat..." był nie tylko poetycką polemiką z myślą Leibniza czy Pope'a. Wyrażał głębszy niepokój. Przypuszczenia, że sprawcą zła może być Bóg, lub że On (a zatem cały wszechświat) może traktować obojętnie człowieka, wywracały fundamenty oświeceniowego optymizmu.

2.

Ale znajomość opisanej problematyki intelektualnej nie pozwala dotrzeć do wszystkich treści "Kandyda", choć jest on świadectwem kryzysu i jego przezwyciężenia. Powstanie powiastki wiąże się też z wydarzeniem anegdotycznym: otóż Rousseau, otrzymawszy egzemplarz "Poematu..." i widząc tego biednego człowieka (tj. Woltera) przywalonego, aby tak rzec, pomyślnością i sławą, jak gorzko wciąż deklamuje przeciw nędzom życia i znajduje ustawicznie, iż wszystko jest złe, powziął - jak pisze w "Wyznaniach" - szalony pomyśl, aby udowodnić mu, że wszystko jest dobre ***7. Stosunki między filozofami były już napięte od czasu słynnego listu Woltera - odpowiedzi na nadesłaną przez autora "Rozprawę o pochodzeniu nierówności między ludźmi" (1750). Wolter wtedy wyraźnie sobie z pracy Rousseau zażartował ***8 i sprzeciwił się zaliczaniu nauk, sztuk i literatury do czynników paczących pierwotną naturę ludzką.
A więc, w tzw. "Liście o Opatrzności" (1756) Rousseau, deklarując pełną solidarność z Wolterem w zwalczaniu zła moralnego, bronił tradycyjnego poglądu o zasadniczym nieistnieniu zła fizycznego - różnorodnymi argumentami:
a) Konkretnie dotyczącymi lizbońskiego trzęsienia ziemi. Straty, które przyniosło - pisał - są przykładem właśnie moralnego zła, odpowiada za nie człowiek, który zbudował miasto. Gdyby nie ten wytwór cywilizacji zginęłoby mniej ludzi. Ponadto nie jest pewne, czy ofiary nie cierpiałyby bardziej - żyjąc.
b) Ogólnofilozoficznymi. Ponieważ materia obdarzona wrażliwością, a nie znająca cierpień jest sprzecznością, więc zło fizyczne jest nieuniknione w każdym systemie, którego częścią jest człowiek. A zatem problem (...) bynajmniej nie polega na tym, dlaczego człowiek nie jest doskonale szczęśliwy, ale dlaczego istnieje. (L522) ***9. Istnienie to zaś na pewno jest dobre. Ponadto prawdziwość tezy wszystko jest dobre można wywieść z natury Boga.
c) Uzasadnieniami szczegółowymi, np. że: l) w życiu ludzkim jest więcej szczęścia niż niedoli, bo ludzie na ogół wolą żyć niż nie żyć ***10; 2) ludzie prości, nie skażeni cywilizacją, ambicjami i roszczeniami, są szczęśliwi ***11; 3) rachunek dobra i zła w całości trwania istoty czującej (L537) bilansować trzeba uwzględniając życie wieczne; 4) coś złego dla jednostki może być dobre dla grupy; 5) brak stwierdzenia dobrych skutków wydarzenia świadczy tylko o naszej niewiedzy.
Dużo miejsca poświęcił Rousseau polemice z antydeterministycznymi pomysłami ze wstępu do poematu, o którym była mowa. Wolter zanegował tam koncepcję tzw. "łańcucha bytów" głoszącą, że każdy element świata i wydarzenie historii ma konieczne miejsce w boskim ładzie. Wolter, chcąc uratować ogólną wizję uporządkowanego świata a jednocześnie "zrobić w nim miejsce" na zło fizyczne, wysunął tezę o istnieniu i prawidłowości, i przypadku w Uniwersum. To nieprawda, że, gdyby światu odjąć choćby jeden atom, świat nie mógłby istnieć (L527) - twierdził, przytaczając jako argument fakt nieistnienia w przyrodzie kształtów regularnych. Toż z historią: Gdyby na matce Cezara nie dokonano cesarskiego cięcia, Cezar nie obaliłby republiki i nie zaadoptowałby Oktawiana (...) To jednak, czy Cezar splunął w lewo czy w prawo (...) nie odmieniłoby z pewnością w niczym układu ogólnego. Istnieją więc takie wydarzenia, które mają skutki i takie, które ich nie mają. (...) Niektóre wydarzenia pozostają bez następstw (...) Taki jest więc ogólny porządek świata, że porządku ogniw łańcucha nie zakłóci nigdy (...) mniejsza czy większa nieregularność. (L530-531)
Koncepcja ta oburzyła Rousseau. Jego zdaniem nie można twierdzić, że istnieje czynność pozbawiona początku i skutki pozbawione przyczyn , bo to sprzeciwiałoby się wszelkiej filozofii (L528). Przypadek nie istnieje. Pozorne anomalie przyrodnicze to wynik działania nie znanych nam praw. Zawsze istnieją następstwa zdarzeń. Z początku są może niedostrzegalne, lecz później łączą się, by spowodować ważne wydarzenia (L530). Widzę mnóstwo dostatecznych racji, z których względu nie może być obojętne dla losów Rzymu, czy Cezar spoglądał w prawo czy w lewo i spluwał w tę lub w tamtą stronę idąc do senatu tego dnia, kiedy spotkać go miała kara. (L531)

Powyższy zarzut Rousseau okazał się doniosły w skutkach dla powiastki, określił ważną cechę jej świata przedstawionego: panuje tu ścisły determinizm. Wszystko się łączy, przypadków brak. Ale skutkiem tego fabuła jest całkiem nieprawdopodobna. Oto np. następujące drobne wydarzenia dały poważny rezultat: uratowanie się Panglossa z rąk inkwizycji. Miano go spalić, ale padał deszcz i powieszono. Kat był niewprawny, lina mokra, źle zawiązano węzeł, chirurg, który wykupił ciało "nieboszczyka" pierwszym cięciem ocucił niedobitego, itd... ***12. Podobne łańcuszki faktów można wyróżnić w losach każdej postaci, a losy te w rezultacie obrażają zmysł zdrowego rozsądku; tak jakby Wolter mówił Rousseau: "Sądzisz, że nie ma przypadków?! - No to masz świat, gdzie naprawdę ich nie ma!". Na dodatek nieustannie ironizuje się tu na temat przypuszczeń, że występujące w przyrodzie i życiu ludzi ciągi przyczynowo-skutkowe są moralne. Np. gdy holenderski okręt, którego kapitan okradł Kandyda - tonie wskutek starcia z Hiszpanami, nie ma to nic wspólnego ze sprawiedliwością, bo z kapitanem giną też niewinni ***13.
Ponadto bezpośrednio zaatakowano w "Kandydzie" jeszcze przynajmniej dwa stwierdzenia z "Listu...":
1) Że rzadkość samobójstw świadczy o zasadności optymizmu. - Wolter ripostował historią staruszki, gdzie również rozważano kwestię samobójstwa, ale podkreślając częstotliwość zjawiska i to, że ludzie - nawet niesamowicie cierpiąc - mogą się nań nie decydować ***14.
2) Że ludzie prości są szczęśliwi. - Wolter wykazał swemu krytykowi, że nie należy sądzić po pozorach - na przykładzie historii brata Żyrofla i Pakity, którzy tylko wyglądali na szczęśliwych ***15.
Śmieszyło również Woltera zdziwienie Rousseau, że oto on - ubogi i nieznany - musi pocieszać bogatego i sławnego mistrza. "Zawsze i często bezzasadnie komuś wydaje się, że jest nieszczęśliwszy niż inni" - pada odpowiedź w "Kandydzie" ***16.
Spośród "rodzynków" polemicznych - rozrzuconych po powiastce - wyodrębnijmy jeszcze fragmenty, które co prawda nie odnoszą się bezpośrednio do "Listu...", ale ogólnie krytykują myśl Jana Jakuba. Wolter zdaje się co prawda zgadzać z tym, że zasadniczo natura ludzka jest dobra. Jasno to widać w postaciach przedstawicieli kultur prymitywnych. W zakończeniu przygody z Uszakami nie zjedli wszak oni Kandyda i Kakamby, bo byłoby to niesprawiedliwe. Zważmy jednak jak paradoksalny to przykład. No i nawet przyznający rację Wolter był złośliwy. Koniec końców pierwotna natura jest dobra, skoro ci ludzie nie tylko mnie nie zjedli, ale podjęli serdecznie upewniwszy się, że nie jestem jezuitą. (P125) -stwierdza z ulgą Kandyd.
Dobro pierwotnej natury nie zmienia jednak nieszczęsnego bytu ludzi cywilizowanych, a konsekwentny "powrót" do niej jest niemożliwy. Czym byłby - pokazują miłostki kobiet Uszaków z małpami. Za odzyskanie pierwotnego dobra trzeba by - być może - zapłacić nie tylko cywilizacją, ale i człowieczeństwem. I nie wiadomo, czy w pierwotnej naturze ludzkiej tylko dobro się kryje. Szczęśliwy koniec omawianej przygody poprzedzają dramatyczne chwile oraz tyrada Kakamby o tym, że i prymitywne ludy zadają cierpienie i śmierć.
Podtrzymał też Wolter swoje zdanie w kwestii pożyteczności niektórych cywilizacyjnych wynalazków potępianych przez Rousseau jako psujący człowieka balast (w innych wypadkach zresztą przyznając szwajcarskiemu filozofowi rację). Dowodzi tego selekcja wynalazków cywilizacyjnych przeprowadzona w rozdziałach XVII i XVIII, przy okazji opisu społeczeństwa Eldorado - idealnego i równocześnie "prymitywnego"; mieszkańcy tego kraju mieli być przodkami Inków i jako tacy pozostawać - mimo znacznych przecież osiągnięć - "bliżej natury" niż Europejczycy.
Oto w Eldorado nie ma: religii objawionej i instytucji kultu (wyznawana jest postulowana przez Woltera religia naturalna ) sił zbrojnych; etykiety dworskiej świadczącej o wyalienowaniu władzy (król jest władcą patriarchalnym, poddani mają doń swobodny dostęp, rządzi mocą autorytetu i zgodnie z prawem, ale samowładnie i stanowczo); instytucji wymiaru sprawiedliwości i więziennictwa. Ograniczone jest tu znaczenie pieniądza, darmowe są podstawowe dobra. Natomiast rozwijają się: sztuka (stolica zbudowana jest ze smakiem, w uroczystościach uczestniczą muzycy); nauki podstawowe - zwłaszcza ścisłe (pałac nauk); technika (opis machiny)
. Dodam na końcu, że dla Woltera oczywistym prawem naturalnym jest wolność i równość ludzi. W pełnej zgodzie z Rousseau piętnuje nierówność stanów (nie mylić z majątkową, przeciw której nic nie miał). Groteskowe sprzeciwy brata Kunegundy wobec jej małżeństwa z Kandydem nie pozwalają w to wątpić ***17

. 3.

Właściwą spójność fabule "Kandyda" nadają wydarzenia początkowo układające się w prowadzoną obrazowymi środkami polemikę nie tylko z Rousseau, lecz z optymizmem filozoficznym przez Rousseau bronionym, zaś następnie - w wywód prowadzący czytelnika w stronę pewnych wniosków egzystencjalnych. Akcja zatem rozpada się na dwie części: pierwszą (obejmującą dzieje bohatera od wygnania po napotkanie okrutnie okaleczonego Murzyna i utratę baranów z Eldorado w rozdz. XIX), kiedy to Kandyd ***18 święcie wierzy w naukę mistrza Panglossa, że nasz świat jest najlepszym ze światów oraz drugą - gdy nasz bohater jednak zmienił zdanie i wraz z Marcinem krąży po Europie w poszukiwaniu Kunegundy i Kakamby, usiłując jednocześnie znaleźć receptę na utrzymanie równowagi psychicznej w świecie takim, jaki naprawdę jest.
Przypatrzmy się części pierwszej. Już na drugiej stronie cytowanego wydania, jawnie lekceważąc wymogi "decorum" zaznajamia się czytającego na uwłaczających powadze tematu przykładach z tezami Leibniza i innych "optymistów": Pangloss (...) dowodził wprost cudownie, że nie ma skutku bez przyczyny i że na tym najlepszym z możliwych światów zamek (...) pana barona jest najpiękniejszym z zamków (...) . Dowiedzione jest (...) że nic nie może być inaczej; ponieważ wszystko istnieje dla jakiegoś celu, wszystko z konieczności musi istnieć dla najlepszego celu. (...) Nosy są stworzone do okularów, dlatego mamy okulary. (P92) - i dalej w tym duchu. No i wraz z wygnaniem Kandyda z zamku rozpoczyna się akcja. Zgodnie z wymogami gatunku powiastki filozoficznej prezentacja łańcucha następujących po sobie wydarzeń nie służy rozrywce (jak w powieści przygodowej), ani charakterystyce duszy bohatera (jak w powieści psychologicznej), ani opisowi danego społeczeństwa w określonych czasach (jak w utworze realistycznym). Są te wydarzenia obrazowymi wykładnikami argumentów przeciw wyjściowej tezie (abstrahuję od innych, omówionych już polemicznych wypadów Woltera).
Przeciw Leibnizowi od razu wytoczony zostaje najdobitniejszy przykład zła moralnego: wojna. Mimochodem pokazawszy, ile w realnym świecie znaczy wolność jednostki ***19 - Wolter z lubością opisuje okrucieństwa wojny siedmioletniej, podkreślając fakt posiadania przez wojnę statusu instytucji społecznej; zaznacza więc, że nie wskazuje przeczącego optymizmowi wyjątku, lecz o sprzyjanie moralnemu złu oskarża europejską cywilizację. Opis części przygód staruszki (pojmanie przez piratów, oblężenie Azowa) kontynuuje ten wątek myślowy i rozszerza działanie stwierdzonej prawidłowości na cywilizacje prymitywniejsze. Wojna - przypomnijmy - będzie znana nawet nieomal zwierzęcym Uszakom. Rozdział III przynosi (niejednokrotnie potem powtórzony) argument następny: fanatyzm religijny. Rozdziały IV i V przytaczają przykłady zła fizycznego: syfilis ***20 i trzęsienie ziemi. Żałośnie brzmią próby znalezienia wystarczającej racji tych fenomenów (tj. dobra, któremu służyłyby). Równie głupio - zastosowanie do wyjaśniania realnych nieszczęść ściśle deterministycznej logiki ***21. Uznając zapewne w/w przykłady za przytłaczające - Wolter dalsze argumentowanie rzeczywistego istnienia zła fizycznego zarzuci i tropić będzie kolejne absurdy cywilizacji (fanatyzm, ciemnotę, nierówność wobec prawa, nierówność stanową itd.) w epizodach: z inkwizycją, z miłostkami inkwizytora i Żyda, i in.
Wskazawszy na zło fizyczne i wnoszone przez cywilizację zło moralne Wolter - jak już wspominaliśmy - na koniec opatruje zastrzeżeniem i tezę o czystości pierwotnej natury ludzkiej. Co prawda rozstrzyga kwestię w duchu optymistycznym, ale pozostawia też możliwość wysnucia pesymistycznych wniosków - koniec epizodu z Uszakami jest wszak ironiczny, a więc dwuznaczny. Gdyby zaś natura ludzka była skażona, należałoby zaprzeczyć istnieniu zła moralnego wynikającego z wolnej woli, całe zło świata uznać za fizyczne (więc założone w planie Twórcy) i przyznać rację manichejskim sądom o równej potędze Dobra i Zła.
Nad drugą częścią "Kandyda" zawiśnie więc cień skrajnie pesymistycznego, manichejskiego poglądu. Jego tezy (podobnie jak przedtem tezy Leibniza) znów poda się na samym początku, aby je potem skrytykować i przezwyciężyć. Gdyby manicheizm był słuszny - na ziemi nie dałoby się żyć, Kandyd nie znalazłby recepty na bytowanie - a przecież ją znajduje. Wybiegliśmy jednak do przodu. Na razie Wolter podsumuje rozważania z części pierwszej "Kandyda" utopijnym rozdziałem o Eldorado, gdzie jest to wszystko, czego naszemu światu brakuje.
Wywód myślowy drugiej części zaczyna się więc od tyrady Marcina: Obejmując wzrokiem ten świat albo raczej światek myślę, ze Bóg wydał go na łup jakiejś złośliwej istocie (...). Nie widziałem miasta, które by nie pragnęło zagłady sąsiedniego miasta, rodziny, która by nie chciała wygubić innej. Wszędzie słabsi dławią w sobie nienawiść do możnych, przed którymi pełzają, możni zaś patrzą na nich jak na barany, z których sprzedaje się wełnę i mięso. Milion regularnych morderców, przeciągając z jednego końca Europy na drugi, praktykuje z całą systematycznością mord i łupiestwo, (...) w miastach zaś, które rzekomo zażywają pokoju (...) zawiść, troska i zamęt ducha bardziej nękają ludzi niż wszystkie zarazy i klęski oblężonej fortecy. (P 138). Pogląd ten - co prawda - nieomal natychmiast ulega teoretycznemu zakwestionowaniu. Już w rozdziale XXI Kandyd stanowczo wskazuje, że źródło zła częściej kryje się w wolnej woli niż w naturze. Ale możliwość znalezienia w życiu szczęścia trzeba jeszcze udowodnić! Poświęcona temu jest reszta utworu.
Wypadki grupują się tu m.in. w trzy rozwinięte epizody: przygód Kandyda i Marcina we Francji, wizyty u Prokuranta, rozmowy z sześcioma zdetronizowanymi władcami. Zwłaszcza pierwszy jest obszerny, gdyż Wolter daje w nim upust pasji satyrycznej: nie ma oszustwa, którego by się w "wielkim świecie" Paryża nie dopuszczano. Zważmy cechę wspólną epizodów: każdy kompromituje dziedzinę życia będącą - wedle powszechnych wtedy mniemań - domeną szczęścia. Wydarzenia paryskie ujawniają, co warte jest "wykwintne towarzystwo" - przedmiot westchnień parweniuszy; opis wizyty u wyniosłego mędrca opatrzony jest pointą: czy przyjemnie jest nie odczuwać przyjemności? (P 159); ex-królowie swoim losem dowodzą ulotności władzy. Przewód myślowy uzupełnia wspomniany już przedtem epizod spotkania z Pakitą i Żyroflem, niszczący mit o szczęściu ludzi prostych.
Cóż może dać szczęście w życiu? Gdy Kandyd połączy się z Kunegundą, okaże się, że nie miłość. Nie filozofia - Pangloss również utraci wiarę w swą doktrynę, a w jego rozmowie z derwiszem-deistą w ogóle zostanie zanegowany sens filozofowania, a zwłaszcza snucia metafizycznych dociekań o przyczynach i skutkach, o najlepszym z możliwych światów, o przyrodzie duszy i o praistniejącej harmonii (P170-171). Bogactwo też nie - resztki diamentów z Eldorado rozejdą się. Jako jedyna wartość i źródło szczęścia pozostaje człowiekowi praca, która oddala od nas trzy wielkie nieszczęścia: nudę, występek i ubóstwo (P171). W zakończeniu "Kandyda" dwakroć powtórzona zostaje słynna recepta: Trzeba uprawiać nasz ogródek . "Nasz" - nie "swój". Nie ma tu pochwały egoizmu. Jest pochwała altruizmu - zachęta do działalności i pracy niosącej pożytek społeczności, działalności i pracy, którym poświęcił się Wolter i inne indywidualności "epoki filozofów".

Poradnik metodyczny

Artykuły takie jak mój winny się kończyć analizą stylistyczną i estetyczną tekstu. Pomijam ją, bo ma sens tylko przy rozpatrywaniu oryginału. Wskażę jedynie na możliwość wychwycenia w "Kandydzie" elementów groteskowych. Jak wiadomo, kontrast niskiego stylu i poważnej problematyki (trywialnych przykładów i rozpatrywanych za ich pomocą filozoficznych kwestii) owocuje groteskowością.
Opiszę natomiast jak omawiałem "Kandyda" w drugiej klasie liceum ogólnokształcącego. Utwór ten, czytany w całości, wprowadzić może ucznia w epokę i uzmysłowić, jak realizowano swoistą dla klasycyzmu oświeceniowego skłonność do ukazywania tego, co w człowieku, jego losie i społeczeństwie uniwersalne, typowe. Poświęcałem "Kandydowi" cztery lekcje - po utrwaleniu samodzielnie przez uczniów opanowanych wiadomości o filozofii epoki znajdujących się w podręczniku (ewentualnie także po zajęciach na temat: "Aktualność idei oświecenia", na których uświadamiam młodzieży, że i dziś myśli się niekiedy w duchu tamtej epoki), a przed omówieniem klasycyzmu jako prądu literackiego i przejściem do problematyki oświecenia w Polsce. Niżej opisane zajęcia można przeprowadzić z uczniami zapoznanymi w pierwszej klasie z podstawami filozofii i z elementarnymi wiadomościami o kategoriach epiki (zwłaszcza o rodzajach fabuł i o odmianach motywacji postępowania postaci). Jako niezbędne materiały trzeba mieć przygotowane w kilku egzemplarzach, na osobnych karteczkach: A) niżej cytowany fragment "Historii filozofii" Władysława Tatarkiewicza mówiący o Leibnizu; B) definicję powiastki filozoficznej ***22; C) definicję utopii ***23. Teksty "Kandyda" winny znajdować się na ławkach. Wiadomości o Wolterze można zaczerpnąć z materiałów wymienionych w przypisach i bibliografii do tego artykułu. Przed przystąpieniem do pierwszej lekcji klasa dostaje do zapoznania się w domu karteczkę "A" (o Leibnizu) oraz ma opanować informacje o Wolterze podane w podręczniku lub w posłowiu Boya do "Powiastek filozoficznych".

Lekcja 1.

Poświęcona jest postaci Woltera. Po krótkim sprawdzeniu wykonania polecenia formułujemy "w punktach" informację o zasługach tej postaci jako filozofa, dramaturga, twórcy eposów i historyka. Pozostaje jeszcze 20-25 minut, które poświęcam objaśnieniu notatki z Tatarkiewicza o Leibnizu ("A"). Ze względu na duży stopień trudności pomijam tłumaczenie istoty jego poglądów ontologicznych i proponuję uczniom, aby zastąpili w podanym tekście wyraz "monada" wyrazem "jednostka" i tak oto koncepcja świata, który jest koherentną całością nie ze swej natury, ale dlatego, iż ściśle wypełnia Boży plan - trafia do ucznia. Jako zadanie domowe (lepiej je zadać na początku lekcji) klasa otrzymuje kartkę "B" do przemyślenia oraz polecenie przeczytania powiastki do rozdziału o Eldorado włącznie (rozdz. I-XVIII) i zaznaczenia tam fragmentów, które przypominają tezy Leibniza lub mogą stanowić polemikę z nimi.
Następne dwie lekcje są kluczowe dla opracowania lektury. Mają charakter pracy nad tekstem, a rozkład materiału między nimi jest elastyczny. Prócz tego uczeń może część czynności samodzielnie wykonać w domu, nie jest więc ważne ile Wolterowego tekstu się "przerobi", ale to, jak dokładnie.

Lekcja 2.

Odbywa się na niej nauka wyodrębniania w tekście fragmentów niosących filozoficzną problematykę, przy czym zajmujemy się tylko głównym przewodem myślowym pierwszej części powiastki. Ponieważ na początku uczeń z reguły nie umie skojarzyć fragmentów tekstu z - nawet już nieźle opanowanymi - zagadnieniami filozoficznymi, nauczyciel musi dać przykład postępowania. Jednak już po odczytaniu cytowanego wyżej (z numerem P92) opisu nauk Panglossa i uświadomieniu klasie, że to przecież parodia systemu Leibniza, uczniowie zaczynają sami rozpoznawać fragmenty przynoszące argumenty przeciw temu systemowi, tj. przykłady ziemskiego zła. "Kandyd" porusza problemy podstawowe, więc - aby je rozpoznać - wystarcza nawet podręcznikowa wiedza filozoficzna, jeśli tylko "złapie się" zasadę. Gdy dochodzimy do przygód z Uszakami, często zaczyna się spór, czy według Woltera natura ludzka jest czy nie jest dobra (przy okazji okazuje się, że to tekst nie tylko przeciw Leibnizowi, ale także - Rousseau). Należy wskazać na ostateczne pozytywne rozwiązanie kwestii. Na następną lekcję klasa otrzymuje karteczkę "C" (definicję utopii); ma też na podstawie rozdziału o Eldorado zastanowić się, jakie społeczeństwo Wolter uważałby za idealne. Od razu zadaję pracę domową na lekcję czwartą: sporządzenie tabelki zawierającej ciąg wydarzeń od rozdz. XIX (więc tworzących drugą część akcji "Kandyda") i filozoficzne, czy moralistyczne sensy, które można tym wydarzeniom przypisać. Uczeń ma więc spróbować samodzielnie rozpoznać ciąg myślowy drugiej części powiastki.

Lekcja 3.

Po sprawdzeniu, czy zapamiętano wynik ćwiczenia z lekcji poprzedniej, rozpoczyna się (można odczytać fragment tekstu) dyskusja nad utopią Woltera. Zwykle klasa bez trudności konstatuje obecność w Eldorado pewnych instytucji i nieobecność innych. Wyłania się stąd obraz świata idealnego i ostrze krytyki - realnego. Uczniowie sporządzają notatkę. Pozostałą część czasu wykorzystuję na omówienie procesu przemiany utopii literackiej w nowoczesną fantastykę - Science Fiction. Młodzież czyta SF, więc całość problematyki staje się jej bliższa. Na koniec przypominam o zadanej tabelce, "mimochodem" podpowiadając, na jakie epizody i fakty fabuły (patrz niżej) zwrócić uwagę.

Lekcja 4.

Uczniowie czytają tabelki. Po porównaniu kilku, ustalamy wersję ostateczną. Może ona wyglądać tak:



Układanie tabelki siłą rzeczy przeradza się w dyskusję nad całościowym sensem "Kandyda"; czy świat nasz jest zły czy dobry i jak spędzić życie.
Omówienie lektury kończy krótka dyskusja: czy i na ile "Kandyd" jest powiastką filozoficzną. Zwracam uwagę na pokrewieństwo powiastki z parabolą i możliwość występowania jej elementów w utworach obszerniejszych. Pomoże to kiedyś w omawianiu "Ferdydurke".

W czym jeszcze pomóc może dokładne omówienie "Kandyda"?
- Przede wszystkim może pomóc uczniowi w stworzeniu sobie bardziej plastycznego i szczegółowego obrazu epoki. Wie, że oświecenie było epoką walczących ze złem społecznym filozofów. Będzie lepiej wiedział, na czym to zło polegało i jak z nim walczono.
- "Kandyd" jest tekstem prostym. Z tego też względu, analizując go - stosunkowo łatwo nauczyć się rozpoznawania aluzji filozoficznych i innych, ukrytych w tekście dzieła. Uczeń dotychczas miał do czynienia raczej z poglądami filozoficznymi głoszonymi wprost (Horacy, Kochanowski itd.). Że zaś sztuka odczytywania aluzji przydaje się przy czytaniu literatury XIX i XX wieku - jest oczywiste.
- Ze względu na mówienie o sprawach poważnych w zgoła niepoważny sposób, "Kandyd" jest pełen groteski. Co prawda groteski jeszcze nie w pełni ukształtowanej jako świadomie użyty środek artystyczny (jak w literaturze XX wieku), ale za to obecnej w tekście o ambicjach filozoficznych. Przypomnienie "Kandyda" pomoże w analizie "Szewców".
- Na koniec: omawiając "Kandyda" osiągamy też pewien cel wychowawczy. Walczy bowiem ten utwór z głupotą, ciemnotą, fanatyzmem, pogonią za nieautentycznymi wartościami, okrucieństwem, wojną, sztucznym dzieleniem ludzi i innymi przejawami zła, a także może zwrócić uwagę na pożytki z dokonywania od czasu do czasu refleksji nad sensem życia.

Przypisy

***1. Cytaty oznaczone literę "B" pochodzą ze streszczonej w tej części książeczki pracy Bronisława Baczki "Wolter: zło i ład natury", w "Archiwum Historii Filozofii i Myśli Społecznej" t. 20 (1974), str. 17-57. Cyfry oznaczają cytowaną stronicę lub stronice.
***2. O tym filozofie porównaj następujący fragment drugiego tomu "Historii filozofii" W. Tatarkiewicza: Pomimo iż każda monada jest odrębnym i nieprzenikalnym światem, jednakże wszystkie odpowiadają sobie i zgadzają się między sobą. Zgodność między duszą a ciałem (...) była dla Leibniza tylko szczegółowym wypadkiem ogólnej zgodności we wszechświecie. - Skąd ta harmonia? Jak dzieje się to, że postrzeżenia różnych monad odpowiadają sobie? Oto harmonia jest wprzód ustanowiona przez Boga (...). Wedle tego prawa losy monad rozwijają się niezależnie , ale równolegle i zgodnie, wedle stałego prawa, więc w stałej odpowiedniości. Monady są jakby zegarami na początku uregulowanymi przez Boga, które zgadzają się zawsze ze sobą i przez to robią wrażenie, jak gdyby były od siebie zależne. - Możliwe byłyby światy inne niż ten, który istnieje; ale wszystkie byłyby mniej harmonijne. Świat rzeczywisty jest ze wszystkich możliwych najharmonijniejszy (...) A przeto jest ze wszystkich najlepszy . Twierdząc, że Bóg tworząc świat wybrał z możliwych najlepszy, Leibniz dawał wyraz swojemu optymizmowi . Nie zaprzeczał, że świat jest niedoskonały w szczegółach, że istnieje zło metafizyczne, fizyczne i moralne, tj. ograniczoność skończonego bytu, cierpienie i grzech. Twierdził natomiast, że te niedoskonałości są potrzebne dla tym większej doskonałości całości. Jeśli nam wydaje się [to] wątpliwe, to dlatego, że nie umiemy przejrzeć do głębi ustroju świata. Leibniz chciał te wątpliwości rozwiać w swej "teodycei", czyli obronie doskonałości dzieła Bożego (...) - Jednym z objawów doskonałości świata jest panująca w nim wolność . Pociąga za sobą możliwość błędu i grzechu, lecz jest dobrem tak wielkim, że świat bez błędu i grzechu, ale i bez wolności, byłby światem mniej doskonałym - niż nasz. A Leibniz nie sądził, iżby wolność nie dała się pogodzić z tym, że świat i jego harmonia były wprzód ustanowione przez Boga. (wyd. 8, Warszawa 1978, ss. 79-80).
***3. Cytaty oznaczone literą "P" - wg wydania: Wolter "Powiastki filozoficzne. Zadig. Tak toczy się światek. Kandyd. Prostaczek." przełożył Tadeusz Żeleński (Boy), wyd. III, Warszawa 1985, PIW.
*** 4. Cyt. B. Baczko, op. cit. s. 22.
***5. Porównaj: Wolter: "Dobro. Wszystko jest dobre", w: "Filozofia francuskiego oświecenia", wybór i wstęp B. Baczko, Warszawa 1962, PWN; tu ss. 115-119.
***6. Cyt. "Poema Woltera o zapadnieniu Lisbony. Tłumaczone przez Staszica", wyd. prawdopodobnie Warszawa 1815, ss. 5-8. Sygnatura Biblioteki Jagiellońskiej 383252, 383253 (klocek). W cytatach unowocześniono interpunkcję i pisownię.
***7. Cyt. Jan Jakub Rousseau "Wyznania" część druga, przeł. T. Żeleński, Warszawa 1956, PIW, s. 192.
***8. Nie posłużono się nigdy jeszcze tak wielkim talentem, aby nas uczynić na powrót bydlętami; kiedy czyta się Pańskie dzieło, bierze wprost ochota chodzić na czterech łapach. Jednakowoż, jako że mija już lat sześćdziesiąt, odkąd odwykłem od tego, czuję na nieszczęście, ze jest niemożliwością, abym z powrotem nabrał tego przyzwyczajenia i pozostawiam ową naturalną postawę tym, którzy są jej bardziej godni od Pana i ode mnie - cytuję list Woltera "Do pana Jana Jakuba Rousseau w Paryżu", wg. "Filozofii francuskiego oświecenia", s. 111.
***9. Cytaty oznaczone literę "L" - wg. "List o Opatrzności" w: Jean-Jacques Rousseau "Umowa społeczna oraz Uwagi o rządzie polskim. Przedmowa do "Narcyza", List o widowiskach. List o Opatrzności (...)", tłumaczyli: B. Baczko, W. Bieńkowska, W. Pawłowska i in., opracował B. Baczko, Warszawa 1966, PWN, tu ss. 517-544.
***10. Por. J.J. Rousseau, op. cit. s. 525.
***11. Por. ibid. s. 526.
***12. Por. tekst "Kandyda" wg. cytowanego wydania "Powiastek...", (patrz przyp. 3), tu s. 166.
***13. Por. ibid. s. 139.
***14. Por. ibid. s. 115.
***15. Por. ibid. ss. 152-154.
***16. Por. ibid. s. 136.
***17. Por. ibid. ss. 122 i 168.
***18. Przypominam, że to imię znaczące; "candide" - znaczy "naiwny".
***19. Por. ibid. s. 94.
***20. Por. ibid. s. 98.
***21. Por. ibid. s. 100.
***22. Według: M. Głowiński, T. Kostkiewiczowa i in. "Słownik terminów literackich" pod red. J. Skawińskiego, Warszawa 1976, Ossolineum, seria "Vademecum polonisty".
***23. Wg Stanisław Jaworski: "Słownik szkolny. Terminy literackie", Warszawa 1990, Wydawnictwa Szkolne i Pedagogiczne.

Bibliografia:

Oprócz prac wymienionych w PRZYPISACH wiadomości o Wolterze i "Kandydzie" m.in. podają: Ewa Rzadkowska: "Wolter w polskiej kulturze nowożytnej", w: "Rozprawy z dziejów XVIII wieku" pod red. J. Wójtowicza, UMK w Toruniu, Toruń 1979, tu ss. 81-94; Jean Orieux "Wolter czyli Królewskość Ducha", przeł. Krystyna Augustowicz, Warszawa 1986, PIW, ss. 845; Konstantin Dzierżawin; "Wolter", tłum. Wiera Bieńkowska, Warszawa 1962, PWN, ss. 672; Jerzy Adamski: "Świat Wolteriański. Szkice literackie". Warszawa 1957, Czytelnik, ss. 297 i "Sekrety wieku oświecenia. Esej w pięciu rozdziałach", Kraków 1969, WL, ss. 201; Ira O. Wade: "Voltaire and "Candide", Princeton, New Jersey 1959 (patrz recenzja B. Baczki w "Studia Filozoficzne" 1960, 4, ss. 186-188); posłowie T. Żeleńskiego do Wolter: "Powiastki..." (patrz przyp. 3), ss. 231-237; fragmenty zarysu dziejów literatury francuskiej, pióra m.in. Anny Nikliborcowej, w: "Dzieje literatur europejskich" pod red. W. Floryana, t. l. Warszawa 1977 PWN, tu ss. 675-678; odnośne fragmenty pracy J. Adamskiego: "Historia literatury francuskiej. Zarys", wyd. 3, Wrocław 1983, Ossolineum, ss. 415.


Uwaga: Artykuł powyższy - to lekko poprawiony tekst broszury (28 stron) pod tym samym tytułem, która w 1994 roku ukazała się nakładem krakowskiego wydawnictwa: Oficyna Wydawnicza TEXT.