Wojciech Kajtoch Homepage





Wstęp

Introduction to Solaris

Historia Literatury Polskiej

   Z Mojego Archiwum II
   Lagry i Łagry
   Władysława...
   Obok ,,bruLionu''    Kiedy dwóch...
   Wstęp do ,,Solaris''


Historia Literatur Obcych

Językoznawstwo Prasoznawcze

O Poezji

Życiorys

Spis Publikacji
Wojciech Kajtoch

Kiedy dwóch mówi to samo....(Jan Kott i Kazimierz Wyka)


Początek nowego, powojennego rozdziału dziejów myślenia o literaturze, myślenia - dodajmy - swoistego później dla pisarzy i krytyków na ogół identyfikujących się z polityką władz PRL, wiąże się moim zdaniem z wystąpieniami dwóch niezwykle wpływowych a od siebie odmiennych postaci ***1/: Kazimierza Wyki i Jana Kotta. W interesujących nas tu latach czterdziestych obaj uznali, że teraźniejszość musi znaleźć odbicie w literaturze, a zwłaszcza w powieści i zadali pytanie: Jakie powinno być jej nowe oblicze i dlaczego?
Udzielili jednak przeciwstawnych odpowiedzi.

***

Szukam nauczyciela i mistrza [...] niech oddzieli światło od ciemności - te słowa wydrukował w 1947 roku, w tomie "Niepokój" dwudziestosześcioletni Tadeusz Różewicz. Tylko siedem lat starszy prawnik i romanista z wykształcenia, były redaktor "Młodej Demokracji", Jan Kott zaproponował powierzenie tych pedagogicznych funkcji literaturze. Doceniał rangę problemu, gdyż dostrzegł jeden z najistotniejszych problemów etyki współczesnej ***2/ : w świetle wojennych doświadczeń niewystarczający okazał się tradycyjny sposób wartościowania ludzkich postępków: tj. wedle intencji i dekalogu. Tymi miarami mierzone - niespodziewanie okazywały się dobre i złe jednocześnie, zarazem słuszne i niesłuszne (np. zasadniczo słuszne, ale słusznością zgodną z zasadami szerszego i jednoznacznie złego systemu, tak jak to było przykładowo w wypadku przykładnego wypełniania swoich obowiązków przez obozowego "kapo"). Zaproponował więc rozstrzyganie etycznych dylematów pragmatycznie:
Powieść pacyfistyczna po tamtej wojnie - pisał - równała czyn i cierpienia obu stron walczących. Dzisiaj oburza to głęboko nasze poczucie moralne. Jeżeli śmierć milionów Niemców pozostawia mnie obojętnym, jeżeli gardzę zarówno bohaterstwem jak i cierpieniami żołnierzy faszystowskich, to nie dlatego, abym sądził, że inaczej walczą i inaczej umierają od naszych żołnierzy. Gardzę ich życiem duchowym, ich bohaterstwem i ich śmiercią, ponieważ bronili systemu, który zmienił Europę w jeden obóz koncentracyjny. Nie jest tym samym śmierć obrońcy faszyzmu i śmierć obrońcy wolności ***3/.
(Notabene: sięgając po rodzimy przykład proponował Kott podobną miarą oceniać osobę i działalność generała Bora-Komorowskiego. Wszak Powstanie Warszawskie, mimo patriotycznych intencji, zakończyło się przede wszystkim zagładą milionowego miasta ***4/)
Innymi hipotetycznymi punktami wyjścia jego literaturoznawczej myśli były:
- analiza faszyzmu podkreślająca amoralizm i irracjonalizm tej doktryny,
- znajomość tez głównych marksistowskiej estetyki w jej ortodoksyjnym, Lukacsowskim wydaniu,
- znajomość tradycji kartezjańskiej, racjonalistycznej myśli oświeceniowej i sympatia dla wszelkiego racjonalizmu.
Nie unikał Kott na koniec traktowania krytyki literackiej jako miejsca dla... i pretekstu do... uprawiania społeczno-politycznej publicystyki.
Pisał Kott w 1946 roku:
Wojna obecna z niesłychaną jasnością wykazała, że każda ucieczka od rzeczywistości, każde odejście od surowej prawdy faktów, zarówno na grupach społecznych, jak i na całych narodach mści się w sposób okrutny i straszny. Wojna stała się wielką próbą wartości wszystkich mitologii. [...] Wojna zakończyła się bankructwem wszystkich mitów. Okazało się, że w życiu społecznym obowiązują rygory równie ścisłe, jak w nauce - rygor prawny i rygor postępu, że każde sprzeniewierzenie się tym rygorom przynosi klęskę lub śmierć. Okazało się, że historia ma sens, że zwyciężają tylko te narody, które rygorom tym podporządkowały swoje życie społeczne. Wynik wojny stał się wielkim zwycięstwem realizmu. *** 5/ . - Wedle Kotta - rzeczywistość rządzi się obiektywnie działającymi prawami. Świat, w którym żyje człowiek jest światem społecznym. Trwa w nim przemiana form. Nie rządzą tu abstrakcyjne pojęcia etyczne, istniejące prawidłowości nie mają też biologicznego, deterministycznego charakteru, są dziełem człowieczym. Prawdziwy heroizm to przystanie na prawa zbiorowości, do której się należy, do której chce się należeć , bo czyny ludzkie ocenia się po skutkach, a sprzeciw wobec logiki dziejów - aczkolwiek możliwy - zawsze się źle kończy.
To tłumaczenie ***6/, bezpośrednio skierowane najprawdopodobniej do ukrywających się "w lesie" akowców i uprawiającej emigrację wewnętrzną inteligencji, było równocześnie przesłanką postulatów artystycznych. W ich ramach zażądano od literatury wykreowania takiej wizji świata i jednostki, którą można by wartościować wedle zasad tych samych, co obowiązujące nas w życiu i która miałaby taką strukturę, jakiej powinniśmy upatrywać w świecie rzeczywistym. Innymi słowy: zażądano kreacji wizji historycznego świata i historycznego (określanego też słowem "socjologiczny") ludzkiego losu.
Dotychczasowa literatura nowoczesna, której krytyce poświęcił Kott pisany częściowo podczas wojny, a wydany w 1946 roku, znany zbiór esejów p.t.: "Mitologia i realizm", nie zadowalała go i w żaden sposób zadowolić nie mogła. Niosła bowiem - sądził - pogląd na świat będący kulturowym i mentalnym źródłem faszyzmu. Ukuł dla niej nazwę abutyzm (od "abetussez-vous" - "ogłupiajcie się"), jako że od co najmniej pięćdziesięciu lat, wraz z bergsonizmem, pragmatyzmem, konwencjonalizmem, energetyzmem, empiriokrytycyzmem oduczała - wedle niego - od myślenia "serio", twierdząc jednocześnie, że wszystko jest dozwolone i możliwe, propagując kult czynu, energii i mocy , czy idee chaosu, eksperymentu, absurdu , też same, które w praktyce wprowadzono w czyn w społeczeństwach państw faszystowskich. Jednostka ludzka była dla tej literatury niepoznawalna, światem nie miały rządzić żadne w ogóle prawa, zaś literatura sama być miała przygodą duchową , wielką współczesną herezją , poszukiwaniem utraconych ponoć w toku cywilizacyjnego rozwoju prawdziwych, naturalnych i biologicznych wartości człowieka, doświadczeniem mistycznym, eksperymentem moralnym - wszystkim byle nie odzwierciedleniem świata realnego. Nastąpił więc w literaturze rozkład podstawowych pojęć - tj. pojmowanego racjonalnie człowieka i obiektywnie istniejącego świata - co, summa summarum, wynikło z uwarunkowań społecznych: schyłku panowania klasowego mieszczaństwa, które (począwszy od połowy XIX stulecia) coraz to mniej potrafi powiedzieć o otaczającej je, kapitalistycznej rzeczywistości. Burżuazja w osobie swych inteligenckich i artystycznych przedstawicieli, w momencie gdy pierwsza wojna światowa poważnie zakłóciła jej poczucie stabilizacji - uznała świat za bezsensowny i zapragnęła go zanegować, odrzucić. Innymi słowy i z powyższych założeń wychodząc, pisał Kott: Każdy ideał poetycki, kiedy go doczytać do końca jest zawsze wyrazem nadziei, trwóg i przerażeń grupy społecznej, która go wydała. Kiedy zło przestaje się rozumieć i zwalczać, odpowiedzialnością obarcza się wieczną naturę ludzką. Zło upodabnia się wtedy do tworów straszliwych i potwornych, jakie lęgną się w głębi ducha ***7/ (konkretnie miał tu na myśli źródła freudyzmu i zafascynowanego nim nadrealizmu.)
Zatem literatura nowoczesna operuje obrazem psychiki będącej zmaganiem się instynktu mocy z instynktem zniszczenia, instynktu życia z instynktem śmierci , eksponuje to co w człowieku biologiczne, irracjonalne, niewyjaśnialne, nieświadome, płynne - to normalne w kontekście ogarniającego mieszczańskich twórców obrzydzenia do stworzonej przez ich klasę kultury. Tak dalej jednak - stwierdzał krytyk - być nie może. Zaznaczyć także warto, że sprzeciw Kotta był w tym wypadku nie tyle merytorycznej, co etycznej natury. Bo choć uważał, iż zasadniczo człowiek biologiczny, człowiek poza kulturą nie istnieje , godził się jednak z faktem istnienia w postępowaniu u każdego człowieka sprzeczności. Nie to jest przedmiotem sporu - pisał. - Idzie o ocenę moralną, o pochwałę i uwielbienie wewnętrznego zamętu, wrzenia i niepokoju. Idzie w ostatecznym rozrachunku o możność rozumienia i sądzenia czynów ludzkich. Pamiętajmy bowiem, że z chwilą, kiedy sprzeczności obowiązków moralnych będące odbiciem historycznych sprzeczności społecznych i gospodarczych przeistoczy się w sprzeczności bytowe, z chwilą kiedy zaczyna się mówić o tragizmie istnienia, człowiek staje się istotą niezrozumiałą. Stąd tylko krok i władzę nad ludzkim światem obejmują demony .***8/.
Najważniejsze, że człowieka biologicznego, naturalnego w ogóle nie można ocenić (przyroda nie podlega ocenom moralnym), a człowieka widzianego psychologicznie - "od wewnątrz" - zwykle usprawiedliwia się ze wszystkiego. Na terenie literatury polskiej (sięgamy tu poza omawianą książkę) za koronny przykład swoistego psychologizmowi amoralizmu uznał Kott opowiadanie Jerzego Andrzejewskiego "Przed sądem". Jak pamiętamy, ukazano tam przeżycia leśniczego (oskarżonego o przechowywanie broni i skatowanego przez Niemców w śledztwie), który nie wytrzymał, wydał przyjaciela i zginął wraz z nim. Szerokie przedstawianie myśli zdrajcy, opowiadanie "z jego punktu widzenia " (że użyję nowocześniejszej niż Kott terminologii) miałoby być równoznaczne z jakimś obiektywnym, niezależnym nawet od intencji autora usprawiedliwianiem. ***9/
W literaturze przyszłości, w literaturze powojennej - sądził Kott - winien pojawić się inny model człowieka. Powinno się ukazywać jednostkę, którą można zrozumieć, wyjaśnić, ocenić. Człowiek ma być taki, jakim widzi się go "potocznie", w życiu codziennym, a więc ukazany "od zewnątrz", od strony jego społecznego działania (to działanie ma skutki, jest więc ocenialne wedle obiektywnych kategorii pożytku i szkody, powodzenia i klęski, postępu i zacofania ); następnie ma być racjonalny, a zatem rozpatrywany na tle grupy społecznej, do której przynależy i jej społecznych przemian. To widzenie zapewnia racjonalność obrazu człowieka, dlatego że eksponuje jego kulturową cząstkę - a właśnie ona jest tym, co w osobowości ludzkiej zrozumiałe, wyjaśnialne i względnie stałe.
Żądanie powyższe postawiono otwarcie w imię nadrzędnego celu: Nie chodzi tutaj o odległe sprawy modelu człowieka w literaturze, ale o to jacy powinniśmy być. ***10/.
Natomiast zachodzący w pobalzakowskich dziejach rozwoju literatury proces dziś zwany "personalizacją perspektywy narracyjnej" lub "odejściem autora" zinterpretowany został przez Kotta jako rozkład obrazu obiektywnej - wobec autorskiego podmiotu - rzeczywistości w dziele: Pisarze - zauważał - obecnej doby zdradzali dziwną skłonność, aby patrzeć na świat oczyma skretyniałego woźnego w biurze transportowym, dziwki obciążonej dziedzicznie, babci sprzedającej bilety do publicznej ubikacji lub nudzącego się śmiertelnie hrabiego, cierpiącego na ataki epilepsji. Oczywiście taki obraz świata, skrzywiony w samym założeniu nie mógł odpowiadać prawdzie, nie mógł ukazywać całego bogactwa realnych związków łączących ludzi ze sobą.
Podobnie zinterpretował tzw. "usamodzielnianie się bohatera wobec autora". W powieści wczesnego realizmu autor o swoich bohaterach wiedział wszystko. Dopiero od czasów Flauberta autor utożsamia się chętnie z którąś ze swoich postaci i jej oczyma patrzy na inne, o których wie tylko tyle, ile dowiedzieć się mógł obrany przez niego za sekretarza aptekarz, kupiec, czy przekupka. W końcowym okresie rozpadu powieści psychologicznej o żadnej ze swoich postaci nie potrafi autor już nic powiedzieć. *** 12/
Wszystkie te zjawiska artystyczne miały towarzyszyć tym samym co w przypadku kształtowania się dotychczasowego literackiego modelu jednostki procesom socjologicznym, składającym się w sumie na stopniową utratę przez mieszczaństwo zdolności poznawania świata.
Punktem dojścia, najwyższym stadium rozwoju tych zjawisk była twórczość największego abutysty - Gidea, w której:
- Świat rzeczywisty, świat podległy prawom świat, który stawia opór działaniu i myśli - przestaje istnieć. Czujemy się zanurzeni w jakąś wrzącą biologiczną magmę, słyszymy ciągle o oczekiwaniach i pragnieniach, o pożądaniach i namiętnościach. Rzeczywistość staje się jakimś nieuchwytnym wrażeniem wymykającym się kontroli myśli. Nowość olśniewa, ekstaza zastępuje poznanie. [...]
- Prawda zostaje utożsamiona ze szczerością, szczerość jest niesprawdzalna. Świat realnych związków łączących ludzi ze sobą przestaje istnieć. Zastępuje go królestwo dowolności psychologicznej. [...]
- Doświadczenie utożsamione jest z przeżywaniem. Zacierają się kontury świata, zerwane są obiektywne, sprawdzalne związki idei i rzeczy, istnieje jedynie doznający, komplikujący własne przeżycia podmiot. Wszystko jest możliwe, bo wszystko jest dowolne. [...]
- Realność została utożsamiona z siłą przeżyć. Osobowość, jednostka stała się jedyną miarą wartości.
Najkrótsza recenzja Kotta brzmiała: Oto lektura dla młodego faszysty. Książki te działają jak uderzenie krwi. ***13/.
Tak interpretowanej literaturze sobie współczesnej przeciwstawił krytyk bohaterów i światy Balzaca i Stendhala. Entuzjazm jego budziło to, że ich postacie są wytłumaczone i wyjaśnione całkowicie, [...] nie kryją w sobie żadnej tajemnicy . Stendhal miał osiągnąć ów efekt dzięki składaniu ich psychik z elementów typowych, tzn. takich, na podstawie których można wywieść prawa rządzące zachowaniem się każdego z egzemplarzy ludzkiego gatunku. ***14/ Ale sprawą kluczową znów była ich tak zwana konstrukcja losu .
Bohaterowie Stendhala i Balzaca dlatego są prawdziwymi bohaterami, że wyrażają prawa rozwoju społecznego [...] . Wyrastają jak wielkoludy ponad szarą przeciętność postaci współczesnej dlatego, że losy ich nie są przypadkowe i indywidualne, ale ukute przez prawa historii. ***15/
Kott zdawał sobie sprawę, że tak skonstruowane postacie mogą być dla czytelniczej publiczności psychologicznie nieprawdopodobne, zaś obraz rzeczywistości - przeczyć jej potocznym doświadczeniom. (nie darmo cenił kartezjański racjonalizm a nie tradycje empiryzmu i sensualizmu) i w pełni z tym się godził. Nie jest istotne - twierdził - że oskarżony o zabójstwo pani de Renal i sądzony Julian Sorel, prowokując podczas rozprawy sędziów, postępuje absurdalnie. O prawdzie jego losu decyduje to, że los ów wyraża rzeczywiście mający kiedyś miejsce epizod rozwoju społecznego, tj. zakończenie za Restauracji bohaterskiego okresu rozwoju francuskiego mieszczaństwa. Z kolei w powieści Balzaca historia bywa jawnie "zagęszczona": de Rubempre robi karierę literacką w Paryżu - w dwa dni. Lecz choć nie mogłoby się tak "zdarzyć naprawdę", tkwi tu prawda, bo wydarzenie to dobrze wyraża i sprawnie odsłania kapitalistyczne podejście do spraw sztuki. Kott wie, że wielcy klasycy realizmu wierni głębokiej prawdzie historii lekceważyli powierzchowne prawdopodobieństwo sytuacji, z którego kanon literacki uczynili dopiero uczniowie Flauberta ***16/. i stanowczo opowiada się za oddawaniem świata rzeczywistego w literaturze i sztuce ani nie poprzez "dosłowne" odwzorowywanie w dziele jego (tj. świata) elementów, ani nie poprzez tworzenie konstrukcji uwzględniających przede wszystkim wyniki naszego zdroworozsądkowego "poznania potocznego". Cel osiągnąć pragnie za pomocą budowy modeli wyabstrahowanych i intelektualnych.
W tym miejscu, w rozumowaniu Kotta następuje synteza, połączenie:
(1) konsekwencji etycznego i pragmatycznego punktu wyjścia - a zatem twierdzenia o konieczności prezentowania przez literaturę jednostek ludzkich nadających się do obiektywnej oceny (więc nie zdeterminowanych irracjonalnie czy biologicznie, lecz racjonalnych i z wyeksponowanym socjologicznym elementem)
oraz
(2) podstawowych marksistowskich aksjomatów mówiących o literaturze jako o jednej z form społecznej świadomości i o poznawczych funkcjach dzieł literackich.
Dalszy ciąg cytatu o wyrastaniu bohaterów Balzaca i Stendhala ponad przeciętność brzmi: Balzac miał odwagę losy swoich bohaterów przemyśleć i przeprowadzić do końca, odczytać poza dramatem indywidualnym dramat rozwoju społecznego. Wielką i cichą bohaterką "Komedii ludzkiej" jest hipoteka. [...] Klęska Dawida Secharda i kariera Rastigniaka ukazują przemiany historii, katastrofy duchowe i materialne, powstawanie nowych form gospodarczych.
Jak się więc zdaje, mógł Kott pomyśleć, że jeżeli dla osiągnięcia celu moralistycznego potrzebna jest ekspozycja socjalnej cząstki człowieka, a jest ta cząstka niczym innym jak przejawem rządzących rzeczywistością społeczną procesów - to już samo odzwierciedlenie tych procesów w dziele, ba! samo skierowanie na rzeczywistość socjalną poznawczej aktywności zapewnia sukces w osiąganiu etycznego celu. Przejawianie zaś tej aktywności (tj. uznanie istnienia prawidłowości rządzących światem a następnie ich poszukiwanie) jest - w skali makro, w skali społecznej - widomym znakiem postępowości i korzystnej sytuacji danej klasy. (Odpowiednio: schyłek klasowego panowania danej klasy odznacza się w literaturze wyrażającej jej świadomość ucieczką od ukazywania obiektywnej, rządzącej się prawidłowościami rzeczywistości, irracjonalną koncepcją bohatera i moralną degrengoladą.)
Stąd zaś wynikał oczywisty wniosek co do celów, jakie powinna stawiać przed sobą literatura państwa - jak planowano - niedługo już socjalistycznego, reprezentująca świadomość młodej i postępowej (więc jeszcze zainteresowanej uzyskiwaniem prawdziwej informacji o sobie i swojej sytuacji) klasy społecznej. Literatura ta miałaby zawierać jak najpełniejszy i jak najprawdziwszy obraz rzeczywistości. Na razie jednak Kott - w zgodzie z minimalnym podstawowym programem marksistów ***17/ - wolał nie uciekać się do takiej jak powyższa argumentacji, w zamian koncentrując się na etycznych i ambicjonalnym aspektach: Wielcy realiści nie wstydzili się wyrażać własnych namiętności, przekonań i sądów. Wielki realizm nie jest sprzeczny z gniewem, buntem, pogardą. Nie lęka się sądu epoki, ale sam ją sądzi. I dlatego stwarza bohaterów. Mały realizm nie rozumie historii, nie umie odczytać jej z czynów ludzkich. Niemoc swą okrywa fałszywym dogmatem o bezstronności artysty. Mały realizm lęka się sądu i namiętności i dlatego nie jest zdolny wydać postaci bohaterskich. ***18/.
O tym, że wniosek ów pozostał w "Mitologii i realizmie" nie dopowiedziany przesądził również sam charakter książki poświęconej głównie krytyce niedawnej przeszłości literackiej. No i nie mógłby Kott liczyć na szybki i szeroki posłuch ze względu na mocno bulwersujące niemarksistów estetyczne konsekwencje swoich żądań. Wystarczy zdać sobie sprawę, że np. spełnienie postulatu przedstawiania postaci głównie w działaniu wymagałoby przywrócenia w powieściowej technice dominującej roli fabuły, co dla nie podzielających "spiralnej" teorii rozwoju kultury byłoby bezpłodnym cofnięciem się i bezsensowną rezygnacją z osiągnięć ostatnich stu lat rozwoju prozy (które nie były dla Kotta osiągnięciami lecz symptomami upadku skoro pisał, że w twórczości wielkich abutystów rozkładowi pojęć moralnych odpowiedzieć musiał rozpad gatunków literackich ***19/). I wice-wersa. Bo temu, co dla przeciętnego krytyka lat czterdziestych było tradycjonalizmem i epigoństwem - Kott nadawał miano śmiałego eksperymentu (najdrastyczniejszym może przykładem były jego poglądy na współczesne malarstwo, od którego żądał wprowadzenia anegdoty ***20/).
Program pozytywny rozwijał Kott w bieżącej krytyce na łamach periodyków. Z początku nie wychodził poza ogólne, współbrzmiące z twierdzeniami z "Mitologii..." zdania w rodzaju: Realizm, to zrozumienie, że obraz i los człowieka kształtuje nie tylko biologia i psychologia, ale historia, przede wszystkim historia. Albo: Drążąc coraz głębiej i głębiej w zakamarkach życia duchowego, zagubiliśmy zdolność do sprawiedliwej i ludzkiej oceny ***21/. Zgodnie jednak z tym co powiedziano o możliwości bezpośredniego przejścia od postulatów etycznych - ku poznawczym, już w l946 roku istotę wielkiego realizmu określił jako odsłonięcie decydującego dla epoki konfliktu ideowego, obyczajowego, czy moralnego ***22/, a za już nieomal automatycznie zapewniający powodzenie warunek wstępny stworzenia w dziele pożądanej, historycznej (tj. uzależniającej zachowanie się człowieka od realnych determinant) koncepcji losu jednostki uznał nasycenie danego utworu społecznymi realiami, przeprowadzenie w nim socjologicznych analiz ***23/.
Drugim ważkim w rozumowaniu Kotta momentem była dążność do stworzenia programu stricte literackiego, do opracowania konkretnych wskazań (tj. estetyki normatywnej) dotyczących konstrukcji literackiego dzieła (przede wszystkim powieściowego) zapewniającej pisarzowi osiągnięcie ideowego celu.
Obwieszczając w 1946 roku zamknięcie pierwszego etapu "sporu o realizm" Kott swoje dotychczasowe postulaty określił jako jedynie podstawowe pretensje . A być nimi miały:
- Obiektywizm poznania, wierność wobec faktów rzeczywistych. [...]
- Odbudowa wartości moralnych, które pozwolą na słuszną ocenę czynów ludzkich zgodną z rygorami postępu i rozwoju społecznego [traktowanymi jako - W.K.] postulaty pedagogiki społecznej [...].
- Upolitycznienie [pojmowane jako - W.K.] wybór trafnych związków przyczynowych określających działalność człowieka. - Konstrukcja losu ludzkiego [rozumianego - W.K.] nie jako studium namiętności, choroby, czy oddziaływania łaski, ale jako analiza przemian grupy społecznej . ***24/.
Ale teraz - stwierdzał - perswazja już nie wystarcza. W drugim etapie trzeba te postulaty przełożyć na język praktyki artystycznej.
Zaproponował pisarzom ujmowanie "wyników analiz" na dwa sposoby różniące się - mówiąc krótko - stopniem swego antypsychologizmu i przywoływanymi historycznymi wzorami.
Koncepcja pierwsza, powieści polityczno-intelektualnej, najpełniej wyłożona została w entuzjastycznej recenzji z "Murów Jerycha" Tadeusza Brezy i nie odbiła się szerszym echem. Kott pisał: Nieszczęsnym dogmatem psychologizmu było pisanie poniżej możliwości intelektualnych autora. Kanon prawdopodobieństwa zmuszał do imitowania w prozie nudnych, codziennych rozmów tuzinkowych bohaterów. [...] Zaczęło się to wszystko za Flauberta. Flaubert powielał klisze rozmów i uświęcone banały z nienawiści do mieszczańskiej głupoty, aby już nikt więcej nie miał odwagi tych nikczemnych bzdur wypowiadać. Niestety, uznano to za główne zadanie powieści. Breza za przykładem wielkich klasyków każe swoim bohaterom toczyć rozmowy doskonale inteligentne. [...] Przywraca dialogowi jego prawdziwe znaczenie. [...] Dialogi charakteryzują ludzi i czasy. [...] Gromadzą intelektualne doświadczenia autora. ***25/
Chodziło mu po prostu a sporo włożonych przez Brezę w usta swoich bohaterów błyskotliwych maksym i odkrywczych sformułowań , których rola w powieści miałaby być bardzo istotną. W "Murach...", dzięki tym wypowiedziom: Jak u Stendhala, Jak u Diderota - proza staje się na nowo rodzajem literackim, który pozwala mówić rzeczy mądre i ważne i słuszne. ***26/
Zważywszy na skutki, jakie dla formatu osobowościowego bohaterów pociąga za sobą odebranie dialogom funkcji charakterystyk czy autocharakterystyk postaci, które w nich uczestniczą, jak również na nazwisko Diderota - możemy zauważyć w powyższych dialogach wyraźną zachętę do wzorowania się na osiemnastowiecznej powiastce filozoficznej. Miała ona według Kotta tym się odznaczać, że - mimo kukiełkowatości swych bohaterów, a dzięki bogactwu społeczno-historycznego szczegółu i mądremu komentarzowi - potrafiła pokazać istotę swojej epoki, przedstawić obraz rozkładającego się feudalizmu i postępowych początków kapitalizmu tak krystaliczny, przejrzysty i jasny, że można go było zamknąć w formułę o matematycznej ścisłości . ***27/. (Podobnie, Breza miałby ukazać istotną dialektykę przemian obozu rządzącego po śmierci Piłsudskiego. ) Wzorzec Diderotowski krytyk zalecał jeszcze parokrotnie, sądząc, że współczesne do tego wzorca nawiązanie byłoby równocześnie nawiązaniem do pierwszego, żywiołowego, jakby - ludowego okresu rozwoju powieści, a więc do czasów, gdy tworzyła ją jeszcze młoda, mieszczańska klasa. Był to przecież okres przełomu epok; teraz mamy przełom następny... Więc analogiczny ówczesnej powiastce i jej podobny, nowoczesny rodzaj pisarstwa mógłby dziś posłużyć - tym razem klasie robotniczej ***28/.
Druga, o wiele mniej oryginalna koncepcja (ograniczająca się zasadniczo do propagowania "Balzacowskiego" czy "klasycznego" wzorca) podnosiła rolę fikcji i za najodpowiedniejsze narzędzie odzwierciedlania uznawała fabułę. Związki przyczynowo-skutkowe między wydarzeniami zachodzącymi w dziele powinny być takie same, jakie są obiektywnie, tj. w rzeczywistości pozaliterackiej. Wydarzenia fabuły realistycznego dzieła literackiego sugerują bowiem czytelnikowi określony pogląd na temat logiki faktów rzeczywistych. Tłumaczył to Kott na przykładzie "Popiołu i diamentu" Jerzego Andrzejewskiego:
Co oznaczają powieściowe dzieje Maćka Chełmickiego? Jaka jest ich wymowa? - Sugerują mianowicie czytelnikom, że rozkład AK jest tragedią młodzieży, która nie potrafi wrócić do normalnego - czytaj: mieszczańskiego - życia.
Co oznacza zastrzelenie Chełmickiego przez przypadek? - To, iż życie nie ma sensu, skoro młodzi i szlachetni skazani zostają przez los ma bezsensowne zabójstwo i bezsensowną śmierć ***29/.
Obie te sugestie są zdaniem Kotta ewidentnie niesłuszne. Przecież światem rządzą siły postępu, a akowcy w rodzaju Chełmickiego to po prostu polscy faszyści. Powieść, aby tę prawdę pokazać powinna się kończyć aresztowaniem głównego bohatera.
Mniej więcej taka myśl przewodnia tkwiła w znanej (a później odwołanej ***30/.), opublikowanej w 1948 roku analizie powieści Andrzejewskiego. Ta obszerna recenzja okazała się zapowiedzią szeroko później rozpowszechnionej metody krytycznoliterackiej analizy, która polegać miała na przyporządkowywaniu wydarzeniom fabuły danego utworu - określonych społecznych prawidłowości ponoć przez te wydarzenia oznaczanych. Zastanawiano się, jaką mianowicie prawidłowość socjalną dane wydarzenie fabuły oznacza, czy nie lepiej byłoby oznaczać je inaczej; jakich faktów i prawidłowości w dziele nie odzwierciedlono a powinno się było odzwierciedlić... itd. Recenzenci niejako przedstawiali inne warianty ocenianego utworu; ba! niekiedy zmieniali recenzję w polityczny donos.
W tym miejscu zaznaczyć więc wypada, iż Kott - gdy pisał, że każdy schemat kompozycyjny wyraża ideologię [...] , konstrukcja powieściowa obnaża pogląd na świat nie mniej jasno od wyboru tematyki, czy typu argumentacji bohaterów ***31/ - w istocie bardziej miał na myśli fabularne konwencje i schematy, niż konkretne wydarzenia fabuły danego dzieła. Ponadto podkreślał, że chodzi mu raczej o wymowę obiektywną, niezależną od świadomej chęci pisarza ***32/. Jak się więc zdaje, jeśli Kott pisze: mały realizm dostrzega tylko takie związki przyczynowe, jakie widzi drobnomieszczanin, [podczas gdy - W.K.] wielki realizm za losem jednostki dostrzega prawa rozwoju społecznego - nie ma tu na myśli postawy politycznej Jerzego Andrzejewskiego. Raczej ocenia wymowę klasową wzorców, z których Andrzejewski miałby korzystać (Conrad, Malraux etc.).

***

Różnic między osobowościami, przedwojennymi drogami twórczymi, wojennymi i wcześniejszymi doświadczeniami życiowymi Jana Kotta i Kazimierza Wyki jest tak wiele, że brak sensu i możności by je tu wyliczać. Jednak w różnicach pomiędzy: dwudziestodziewięcioletnim doktorem filozofii UJ, asystentem Katedry Historii Literatury tej uczelni, członkiem Komisji Literackiej i Socjologicznej PAU, wyróżniającym się krytykiem-personalistą, znawcą i miłośnikiem Brzozowskiego oraz Sorela... a dwudziestopięcioletnim "młodym poetą" z warszawskiego "Klubu `S`", który pierwsze lata wojny spędził w zaanektowanym przez ZSRR Lwowie - można dostrzec odbicie istotnych odmienności między dwoma odłamami tej części polskiej inteligencji, która świadomie przyjęła wysunięte przez powojenne władze zaproszenie do włączenia się w budowę nowej kultury. Uprawomocnia to - jak sądzę - posłużenie się przeze mnie w tej części rozważań fikcją biograficzną.
Podobnie jak Kott, Wyka także zamanifestował po wojnie wiarę w obiektywny porządek historii i wiarę, że to w niej właśnie - a nie w transcendentnej sferze moralnych wartości - realizuje się życie człowieka. Faszyści - pisał w znanym polonistom szkicu "Tragiczność, drwina, realizm" - przegrali wojnę nie dlatego, że obrazili swoimi zbrodniami jakiś immanentny, z góry dany porządek moralny świata równy porządkowi historycznemu , ale dlatego że pokonała ich inna siła i słuszniejsza idea ***33/. Będąc jednak całkowicie ukształtowanym przed wojną i wychowanym w kręgu antypozytywistycznej szkoły myślenia o polityce, literaturze, historii, a następnie zmuszonym do skonfrontowania swych dawnych poglądów z rzeczywistością (a na ich bazie już nie dało się odzyskać spójnej i optymistycznej wizji rzeczywistości), zetknąwszy się po wojnie z marksizmem, Wyka w swojej krytyce i publicystyce eksponował jednak problem anachronizmu ***34/:
Nasze myślenie, nasza wyobraźnia operuje zastanymi schematami dużo częściej niż o tym wiemy, a momenty całkowitego zagubienia historycznego polegają zazwyczaj na tym, że przedawniony schemat wyobrażeń okazuje swoją nieskuteczność, a wyobraźnia czepia się go w sposób rozpaczliwy ***35/.
I wyczuwalny osobisty ton powyższych słów, i historycznoliterackie czy psychologiczne prawdopodobieństwo - każą myśleć o jakieś autentycznej, myślowej katastrofie i nagłej utracie złudzeń mającej miejsce podczas wojny. W tej sytuacji nie dziwi, że Wyka - w przeciwieństwie do Kotta - myśli nie tyle o literaturze - narzędziu, co o literaturze - terapii. Nie dziwi także odmienna u obu krytyków analiza literackiej przeszłości. Po bezpowrotnym zniszczeniu wartości stanowiących, bez względu na to, który naród je tworzył, wspólny fundament kultury Europy, po takim niszczycielskim eksperymencie - nie stać naszej kultury na dalsze eksperymentatorstwo ***36/.
Pisał tak Wyka w szkicu wyjaśniającym jego stosunek do przedwojennych nurtów awangardowych. Zdecydowanie odrzucał z nich te tylko, które w swych filozoficznych założeniach zdawały się być bliskie filozofii faszyzmu (futuryzm, ekspresjonizm itd.); zapewne z podobnych względów potępiał też tradycję naturalistyczną. Choć świadom, że kultura europejska posiadała ostatnio soki pożercze zdolne strawić jej własne ściany - autor "Pogranicza powieści" nie zamierzał przeprowadzać klasowo-socjologicznej (a takiej dokonywał Kott) jej analizy. Uważał tę kulturę za całość.
Skutki przyjęcia tej tezy były doniosłe: w teorii realizmu Wyki był nieobecny problem klas społecznych i ich poznawczych trudności w obserwacji świata.
Dajmy na to, w polskiej literaturze okresu międzywojennego nie można braku twórczości realistycznej interpretować jako symptomu utraty przez pisarzy możliwości i chęci do dogłębnej (tj. wykrywającej rządzące nią prawidłowości) obserwacji rzeczywistości ich otaczającej. Przeciwnie - twierdził Wyka ***37/ - to rzeczywistość (a ta w dziele realistycznym jest po prostu obiektywnie do siebie podobna ) - rzeczywistość Polski przedwojennej nie zawierała w sobie elementów nadających się do realistycznego ujęcia. To zaś przesądzało o tym, że twórcy poprzestać musieli na drwieniu z tego co ich otaczało lub na manifestacji poczucia tragizmu. Pamiętając, co o naturze realizmu twierdził Kott (dzieło realistyczne odbija istotę rzeczywistości, dochodząc do niej poprzez ukazanie rządzących tą rzeczywistością obiektywnych prawidłowości) i klasowości tegoż (realizm ukazuje procesy społeczne, więc może powstać tylko wtedy, gdy się może i chce te procesy zauważać) wypada uznać, że przedstawiający swoją koncepcję Wyka albo zapomniał o deklaracji danej parę stron wcześniej i założył, że jednak możliwy jest "świat bez historii" i że życiem społecznym II Rzeczypospolitej nie rządziły żadne socjalne procesy warte rozpoznania, albo - że używał słów "realizm" i "rzeczywistość" w innym niż Kott znaczeniu.
Opowiadam się za tą drugą możliwością. Jest dla mnie oczywiste, że Wyka pojmował realizm jako jedną ze spełniających pewne wymogi formalne czysto artystycznych konwencji ujmowania wyników poznania potocznego i w praktyce pozbawiał realizm (i pojęcia mu przeciwstawne) charakteru klasowego.
Przyjęcie powyższych założeń pozwoliło Wyce (przy zasadniczej politycznej akceptacji zmian w kraju i nawiązywaniu do marksizmu w publicystyce) na:
- 1) Zachowanie otwartego ku każdej niespodziance spojrzenia na ostatnią rewolucję artystyczną ***38/ oraz uznanie, że:
Tragiczność i drwina stanowią karty w doświadczeniach naszych już odwrócone. [...] Ale nie są to karty do wydarcia, do unieważnienia, jak nam proponują. Na dzisiejszym etapie prozy polskiej nie zdołamy uczynić nowego kroku, jeżeli te obydwa stanowiska odrzucimy jako nieistotną pomyłkę. Pomyłkę, którą trzeba pominąć, by wątku prawdziwego szukać gdzie indziej. ***39/. (Uznanie - innymi słowy - części zdobyczy formalnych prozy pobalzakowskiej za warte kontynuacji i właśnie zdobycze.) - 2) Tolerancję i pewien luksus zawodowy. Przykładowo: z tyczącego przyszłości rozwoju polskiej prozy powieściowej twierdzenia ogólnego naszego krytyka (zgodnego z wyżej opisanym Wykowskim ujęciem zależności miedzy stanem rzeczywistości realnej a możliwością powstania literackiego realizmu), twierdzenia, że skoro w kraju po wojnie zachodzą wielkie przemiany społeczne to i literatura nasza winna się zdobyć na wizjonerski realizm nowych form społecznych, który umie dostrzec te przemiany, a nawet je przewidzieć - mógł w praktyce nie wynikać żaden postulat realny.
Opisywane wyżej odmienności założeń stojące u podstaw systemów myślenia omawianych krytyków o literaturze (systemów zewnętrznie i terminologicznie wszak podobnych) ujawniły się z całą mocą w kontrowersji następującej: Obaj - i Kott, i Wyka - mówili o konieczności przedstawienia w literaturze prawidłowości i mechanizmów historycznych. Obaj świadomi jednocześnie byli, że literatura musi jednak kreować postacie. Niezgodność zasadnicza dotyczyła tego, co należy stawiać na pierwszym miejscu. Pamiętamy, że Kott proponował gwoli poznawczego celu, gwoli ukazania rzeczywistości obiektywnej , zrezygnować z psychologicznego prawdopodobieństwa bohaterów, więc w ogóle ograniczyć duszoznawcze ambicje powieści. Wyka myślał na odwrót.
Co prawda, pisząc o autorach tragicznych przyznawał - owszem - że: Poszukując tragicznego sporu dziejów przede wszystkim w grze postaw moralnych, w nagłych, jednorazowych rewelacjach zła lub dobra w człowieku, w nagłych olśnieniach wewnętrznych, po których zapadają w duszy znów ciemności, sięgali pisarze tak postępujący na pozór bardzo głęboko [...] a jednak jakoś obok pewnego rdzenia stosunków ludzkich [...] oraz wyrażał następnie wątpliwość, że choć niewątpliwie istnieją głębinowe rewelacje odsłaniające człowieka jawniej, niż jego życie codzienne, ale - czy ta gra sił decyduje w procesie historycznym, w realnym procesie społecznym, w rozwoju narodów *** 40/. - Niemniej z miejsca zaznaczał, że nie jest zadaniem nawet realistycznej literatury pięknej badanie owego rdzenia , tłumacząc: Bądźmy szczerzy. Czy w tej sferze, w dziedzinie ludzkiego motywu wewnętrznego, jesteśmy bardzo daleko od lat przedwojennych, a szczególnie od lat wojennych [...] ? Wspomnijmy, jak niespodziewanie blisko sąsiadowały z sobą w latach okupacji sprzeczne motywy psychologiczne. [...] Byłoby śmieszną pretensją sądzić, że rewolucje, a już szczególnie rewolucje łagodne zmieniają ludzi w jakiś ostateczny sposób. Jeszcze śmieszniejszą naiwnością byłoby wyrzekać się przemiany społecznej dlatego, że nie sprowadza ona przemiany indywidualnej, że ludzie pozostają ludźmi, tyle, że inaczej, ku słuszniejszemu celowi prowadzonymi ludźmi. Pisarz, a zwłaszcza pisarz- realista pracuje jednakowoż pośród tych drugich, indywidualnych przemian. I źródła, z których ma czerpać czystość realizmu są zamącone ***41/.
Krótko mówiąc: dla Wyki utrzymanie życiowego i psychologicznego prawdopodobieństwa kreowanych przez literaturę postaci jest podstawowym kryterium realizmu, a (inaczej, niż dla Kota - racjonalisty) empiria i tzw. "zdrowy rozsądek" - wyłącznym kryterium artystycznej prawdy.
Zaowocowało to w sferze jego wyobrażeń nt. istoty odzwierciedlenia w powieści szerszych, społeczno-historycznych procesów. Wszak to też postulował pisząc na przykład w 1946 roku, że powieść zmierza do sytuacji i wydarzeń indywidualnych, związanych z jednostką i jej psychiką, ale zmierza na podstawie materiału zbiorowego, typowego w swoich wielu podobnych przebiegach, że ma rozwiązywać podwójne zadanie: typowości i jednostkowości ***42/. (Zostawmy kwestię, na ile zdanie powyższe - w tej konkretnej sytuacji historycznej, w której padło - było manifestacją poglądu piszącego, a na ile taktycznym wstępem do polemiki z "Zoilem" Kotta i artykułami popierających go publicystów.) Jak owe wyobrażenia Kazimierza Wyki wyglądały, możemy przekonać się sięgając do przedrukowanych pod koniec "Pogranicza..." recenzji z powieści historycznych. Dążność tego gatunku do ilustrowania procesu dziejowego jest niekwestionowana.
W analizie "Próby ognia" Tadeusza Hołuja czytamy na przykład: Niezaprzeczalną tezą historiografii polskiej jest twierdzenie, że przyczyną upadku powstań narodowych było niepowiązanie sprawy narodowej ze sprawą chłopską, że był nią egoizm klasowy szlachty. Rzeczą artysty, gdy się z tym zgadza, jest unaocznienie takie owego poglądu, by teza myślowa przestała być tezą tylko, a obrosła faktami epoki, spowiła się w psychologię ówczesnych ludzi, w ich rozeznanie społeczne o otaczającym świecie *** 43/.
Zdaniem Wyki, Hołuj wywiązał się należycie z zadania artystycznego ukazania prawdy o interesującym go wydarzeniu, dlatego że w swej książce dokonał realistycznej i całkiem szczęśliwej rekonstrukcji wypadków powstania listopadowego w oczach ludzi prostych ***44/.
Okazuje się więc, że - wedle Wyki - właściwym dla literatury sposobem przedstawiania procesu czy wydarzenia historycznego nie jest ukazanie jakiejś obiektywnej ich istoty, lecz opis subiektywnego pojmowania ich sensu przez tych, którzy w nich uczestniczyli. Zatem literatura ma objaśniać historię ukazując subiektywne rozumienie tej historii. Że zaś kryterium prawdziwości wizji tegoż subiektywnego rozumienia jest wyłącznie prawdopodobieństwo myślenia postaci, prawdopodobieństwo psychologiczne - wracamy do punktu wyjścia.
Dla porządku dodam, że w krytyce i publicystyce Kazimiera Wyki z lat czterdziestych można również napotkać inną koncepcję, zarówno ujmowania w literaturze stosunku człowieka i dziejów, jak i techniki pisarskiej temu ujmowaniu służącej. Wykład tej koncepcji - gdyby go krakowski krytyk dokonał - mimo zupełnie odmiennych treści brzmiałby nieomal tak samo jak wykład poglądów Kotta. Koncepcja bowiem zakłada dążenie do ukazania wielkiego procesu dziejowego poprzez kreację jednostki typowej. Tylko że w tym wypadku Wyka traktował procesy dziejowe nie jako konkretno-historyczne, a jako uniwersalne. Przykładem wypowiedź o jednym z bohaterów "Chrobrego" Antoniego Gołubiewa: Kontrast zawarty w losie Kędziorka doprawdy więcej nam mówi o wielkim Nowym, co wraz z chrześcijaństwem wchodzi w Polskę, aniżeli czysto formalne schylenie przez pogańską gromadę głowy pod chrzest. Bo w losie Kędziorka mieści się zarazem wymiar przejścia od zadowolonej biologii do wszelkiej, w tym wypadku chrześcijańskiej normy kulturowej i jej wymagań ***45/.
Wyka - jak widzimy - pojmowaną po marksistowsku i kottowsku funkcją poznawczą literatury raczej się nie interesował. Natomiast główny wysiłek skierował na określanie formalnych warunków realizmu, w tym wypracowanie wzorca prawidłowo napisanej powieści realistycznej.
Najogólniej zakładał, że: Istnieją dwa bieguny sztuki: rzeczywistość dana pisarzowi zawsze pod postacią doświadczenia indywidualnego. [...] Forma, dana pisarzowi zawsze pod postacią tradycji artystycznej, zespołu układów formalnych, w których wyobraźnia umieścić musi jego doświadczenie. Rzeczywistości nie stwarza artysta. Formę posiadać musi, jeżeli pragnie, by rzeczywistość mu nie przeciekła przez palce. [...] Naturalnie sama sprawa formy nie stworzy dzisiaj dostatecznego argumentu pod pełną odbudowę sztuki i literatury. Jest jak orzeczenie, do którego musimy stworzyć podmiot. [...] Nie ma służyć eksperymentatorstwu. Ma służyć odbudowie pełnego sensu twierdzenia: prawda poprzez formę. ***46/
. Tą metaforyczną formułą z końca cytatu określił krytyk najważniejszą dlań cechę realizmu. Rzecz w tym, że ujęta w tę konwencję, aspirująca do odbicia świata realnego rzeczywistość ma charakter harmonijny i uporządkowany; dzieło realistyczne pozwala powiedzieć "prostą ludzką prawdę" i może zaspokajać prostą ciekawość "jak było". Posiada więc cechy jak najbardziej pożądane w tych czasach - czasach powojennych mentalnych i moralnych spustoszeń - w których przyjdzie mu teraz (tj. po 1945 roku) trafiać do czytelnika.
Realizm tak rozumiany, ze względu na dwa aspekty działania formy przeciwstawiał się z jednej strony naturalizmowi, a z drugiej - tzw. amorfizmowi ***47/. Zakładał konieczność znalezienia w danym dziele równowagi tak między konstrukcją a chaosem, jak i między przedmiotem a podmiotem przedstawienia.
Wyka tłumaczył: Powiedzenie Zoli o tym, że powieść jest to wycinek z natury widziany poprzez indywidualny temperament, jest niesłuszne. Wywodzi się z naiwnego, naturalistycznego przesądu, że wystarczy obserwować by powstało dzieło sztuki. Istota sprawy zawiera się w umiejętności stworzenia zrównoważonego świata zastępczego - świata, którego składniki pochodzą przeważnie z wysiłku formalnego, pochodzą z panowania nad nieskoordynowanym, wymykającym się nazwie, chaotycznym materiałem rzeczywistości. A następnie dodawał: Dobra forma to ta najbardziej zrównoważona, najbardziej przeto niedostrzegalna, najbardziej z pozoru oczywista - dlatego oczywista, bo nie wysterczająca w którymś ze swoich składników ***48/.
Pierwszy aspekt działania formy zdaje się więc polegać na tym, iż naturalistyczne "fotografie" rzeczywistości jest zdolna przemienić w spójną konstrukcję przedstawiającą nie tylko "wyglądy" poszczególnych elementów, ale i cały mechanizm życia współczesnego (podkreśla się tu zarazem jej funkcję poznawczą). Ale warunkiem powodzenia powieści w tym względzie jest równowaga elementów artystycznych z roztopionym w niej, nigdzie nie wypowiedzianym wprost, akcentem osobistym - bo właśnie głównie owa równowaga zapewnia postulowane niewysterczanie . Do jej uzyskania są niezbędne:
- Przestrzeganie zasady autorskiego obiektywizmu, unikanie tendencyjności.
- Przestrzeganie zasady tzw. "przedmiotowości" świata przedstawionego, czyli zadbanie aby wymowę utworu kształtowało przede wszystkim znaczenie poszczególnych elementów jego świata przedstawionego i ich układu, nie zaś bezpośrednie działania autora - czyli słowa odautorskiego narratora.
Mówiąc o "bezpośrednich działaniach" Wyka miał na myśli nie tylko przerost narratorskiego komentarza, lecz również:
- nadmierne, prowadzące do werbalizmu stylizatorstwo - bo wtedy sztuka prawdy staje się tylko sztuką odcienia słownego ;
- nadmierną wzruszeniowość wobec tematu - bo po pierwsze owocuje ona kiepskim dydaktyzmem, a po drugie narusza zasadę psychologicznego prawdopodobieństwa (autor z najbardziej egotycznej materii nie skonstruuje naprawdę odrębnych, różnorodnych ludzi);
- wszelki inny brak dyscypliny ***49/.
Podsumowując: Ta (równie normatywna jak Kottowa, lecz nierównie mocniej osadzona w europejskiej tradycji myślenia o literaturze) koncepcja ograniczała się w zasadzie do propagowania modelu konstrukcji powieści charakterystycznego dla dzieł np. Prusa lub Flauberta (w każdym razie już powieści Żeromskiego były dla Wyki pełne kompozycyjnych błędów) i pozostawała praktycznie w kręgu pojęć wypracowanych w osiemdziesiątych latach ubiegłego stulecia na gruncie polskich ech dyskusji na temat zasadności lub nieużyteczności bezpośredniego ujawniania się autora w dziele, dyskusji zapoczątkowanej publikacją "Beitrage zur Theorie und Technik des Romans" Fryderyka Spielhagena ***50/.

***

Opis powyższy pomyślany jest jako praca materiałowa, więc taka, której przyświeca słynna dewiza Leopolda von Rankego, że historia nie ma pouczać, lecz pokazywać "jak to rzeczywiście było". Niemniej czuję się zobowiązany do krótkiego komentarza.
Nieprzypadkowo tezy Kazimierza Wyki brzmią dziś jako oczywiste, naturalne i słuszne, nieprzypadkowo twierdzenia Jana Kotta czyta się zaś jak przysłowiową "bajkę o żelaznym wilku". Jego poglądy, szeroko znane w pierwszym powojennym dziesięcioleciu dziejów naszej krytyki i literatury - później zostały zapomniane. Ale sądzę, że - jak wszystko co istnieje - zasługują na w miarę bezstronny opis.
Sądzę po drugie, że jest czymś zgoła niesłusznym ocena utworów nawiązujących w praktyce do Kottowych wezwań ***51/ za pomocą miary wartości wziętej z poglądów Kazimierza Wyki, jak się to czyni powszechnie. No bo jak można od literatury chcącej wykraczać poza życiową empirię, chcącej być opisem "świata obiektywnego" - żądać obrazu rzeczywistości takiej, jaką widzą lub widzieli ją ludzie. Nie należy też oskarżać o fałsz psychologiczny - czegoś programowo antypsychologicznego. Realizm Wyki i realizm Kotta zażądały od literatury rzeczy najzupełniej różnych. W myśleniu o tych realizmach operowano całkiem inną skalą zagadnień, a pod tak samo brzmiące terminy podciągano inne lub wręcz przeciwstawne pojęcia.
Przykładem - tendencyjność. Dla Wyki była przeszkodą w uzyskaniu prawdy, namolnym, niezgrabnym, niweczącym czystość formy (zatem wartość artystyczną) wymądrzaniem się autora, koniecznie pragnącego naciągać fakty do hipotez - mimo znaczeń tych faktów. Dla Kotta - odwrotnie. Była warunkiem prawdy, warunkiem wstępnym każdej próby niefałszywego ujrzenia świata; a była dlatego, bo rozumiał przez nią oddanie się przez pisarza służbie klasie społecznej, która, jako całość, mogła (w przeciwieństwie do klas przebrzmiałych, którym przedtem - mimowolnie lub nie - ów pisarz służył) rozpoznawać świat mniej więcej adekwatnie.
Łatwo dostrzec, że o różnicy między dwoma powyższymi rozumieniami tendencyjności przesądza w gruncie rzeczy różnica w wysokości pięter rozumowania, na których poruszali się krytycy. Można wyobrazić sobie teoretycznie książkę tendencyjną dla Kotta a obiektywną dla Wyki, lub - tendencyjną dla obydwu. Także wspólna (w Polsce) geneza interesujących nas w tym artykule teorii realizmu, geneza, którą sprowadzić można do potrzeby myślowego rozrachunku z tym, co niósł faszyzm - każe mi nabrać przekonania, że nie ma między dwoma szerszymi koncepcjami myślenia o sztuce, których reprezentantkami są omówione tu krytycznoliterackie teorie, innych różnic niż te, wynikające z metodologicznych odmienności podejścia i z ciążenia ku odmiennym tradycjom estetycznym.
Ale brak zasadniczych sprzeczności - że się tak wyrażę - ontologicznych nie oznacza braku różnic politycznych. Opowiedzenie się bowiem przez jakiegokolwiek krytyka za jednym bądź drugim sposobem myślenia o realizmie było w rzeczywistości lat czterdziestych udzieleniem odpowiedzi na nader istotne pytanie: Czy ze zmian ustrojowych w kraju powinny nie w teorii (bo tu wszyscy deklarujący polityczne poparcie nowym władzom pisarze i krytycy byli zgodni) lecz w praktyce wyniknąć jakieś konsekwencje dla literatury i sztuki tworzonej w kraju?
Kott sądził - że tak. Wyka chyba tylko pisał. Przecież gdzie tylko mógł, nie omieszkał nawoływać do umiaru, cierpliwości i realizmu w spojrzeniu na możliwości naszej prozy ***52/, odsyłając w sumie przewidywane pojawienie się twórczości "marksistowsko-realistycznej" - ad calendas Graecas. Można nawet zaryzykować hipotezę, że Wyka - używając podobnej jak u Kotta terminologii - przed praktycznymi skutkami Kottowych postulatów się bronił.

1985, 1995


Przypisy:

***1/. Na kanon tekstów krytycznoliterackich Jana Kotta z lat czterdziestych składają się: "Mitologia i realizm. Szkice krytyczne", Warszawa 1946; "O "Lalce" Bolesława Prusa", Warszawa 1948; "Szkoła klasyków", Warszawa 1946. Pomniejsze artykuły zebrał w II tomie zbioru "Postęp i głupstwo. Krytyka literacka, wspomnienia 1945 - 1956", Warszawa 1956.
Nie ukazały się jeszcze poważniejsze prace o nim. Pewne wiadomości przynoszą np. książki o czasopiśmiennictwie okresu: Zbigniewa Żabickiego: ""Kuźnica" i jej program literacki", Kraków 1966 i Kazimierza Koźniewskiego: "Historia co tydzień. Szkice o tygodnikach społeczno-kulturalnych 1944- 1950", Warszawa 1977, którym wiele zawdzięczam, oraz Anny Sobolewskiej: "Polska proza psychologiczna 1945-1950", Wrocław 1979. Wciąż aktualna jest praca Henryka Markiewicza: "Krytyka literacka w walce o realizm socjalistyczny 1944-1954", Warszawa 1955. Zapowiadany jest druk "W kręgu "Kuźnicy"" Hanny Gosk.
Kazimierz Wyka krytykę literacką i publicystykę lat czterdziestych zebrał w: "Pogranicze powieści. Proza polska w latach 1945-48", oraz w "Życie na niby. Szkice z lat 1939-1945", Warszawa 1957.
Powojenny okres jego działalności krytycznej jest słabo zbadany, niemniej liczne wiadomości o nim przynoszą rozprawy tomu: "Kazimierz Wyka. Charakterystyki, wspomnienia, bibliografie., Kraków 1978, pod red. Henryka Markiewicza i Aleksandra Fiuta, a także: artykuł Jerzego Kwiatkowskiego "O krytyce literackiej Kazimierza Wyki (w: "Z problemów literatury polskiej XX wieku", Warszawa 1965) i książka Wiesława Pawla Szymańskiego : ""Odrodzenie" i "Twórczość" w Krakowie", Wrocław 1981.
Oprócz wyżej wymienionych książek, opracowań encyklopedycznych i podręczników w zbieraniu informacji o bohaterach artykułu pomocne mi były też wspomnienia: Jerzego Kwiatkowskiego: "Niedyskretny urok pamięci", Kraków 1982; Jerzego Putramenta "Zagranica", Warszawa 1985 i "Literaci", Warszawa 1971; Romana Bratnego "Pamiętnik moich książek" - część pierwsza, Warszawa 1978; Tadeusza Drewnowskiego "Tyle hałasu - o nic ?", Warszawa 1982; Henryka Voglera "Autoportret z pamięci" - cz. III "Dojrzałość", Kraków 1981.
***2/. Porównaj: Adam Podgórecki: "Patologia działania instytucji", w: "Socjotechnika. Funkcjonalność i dysfunkcjonalność instytucji", Warszawa 1974, ss. 39-67, tu zwłaszcza: s. 53.
***3/. Cyt.: Jan Kott "Szkice" ("Postęp i głupstwo. Krytyka literacka, wspomnienia 1945-1956", tom II, PIW, Warszawa 1956.) Tu s. 26 (fragment felietonu "Nieco prawa i ocena czynu", z 1945 r.)
***4/. W felietonie: "Nie wystarczy groteska" z 1945 r. Por. także "Postęp...", str. 17-19.
***5/. Cyt.: J. Kott: "Mitologia i realizm", Warszawa 1946, Spółdzielnia Wydawnicza "Czytelnik", tu ss. 78- 79. Dalsze cytaty według tegoż.
***6/. "O laickim tragizmie. Conrad i Malraux", w: "Mitologia...", ss. 117-186. ***7/. Cyt.: "Mitologia...", s. 59.
***8/. Ibidem, s. 94.
***9/. Ten pogląd nie jest tak absurdalny, skoro Stanisław Eile (za "The retoric of fiction" Wayne C. Bootha) uważa, że swoisty dla powieści personalnej lub podobnie ukształtowanej relacji w pierwszej osobie brak dystansu autorskiego w stosunku do myśli i przeżyć postaci powieściowych wywołuje u czytelnika sympatyzującą solidarność z reprezentowaną przez nie skalą uczuć i wartości . (cyt. St. Eile: "Światopogląd powieści", Wrocław 1973, s.123).
***10/. Cyt. "Mitologia..." s.93.
***11/. Cyt. "Postęp", s. 15 (szkic "W stronę klasyków" z 1945 r.).
***12/. Cyt. "Mitologia...", s. 105.
***13/. Ibidem ss. 96-98.
***14/. Ibidem, rozdział "Nad Stendhalem".
***15/. Ibidem. s. 50.
***16/. Ibidem. (Warto zaznaczyć, że Kott nieomal dosłownie powtarza tezy George Lukacsa ze szkicu o "Straconych złudzeniach". Powołuje się krytyk na wydanie: G. Lukacs: "Z historii realizmu", Moskwa 1939.)
***17/. Program nasz jest programem minimalnym, propagujemy po prostu cnoty umysłowe mieszczan francuskich z połowy XVIII wieku: zaufanie do nauki, wiarę w skuteczność reform społecznych, sceptycyzm i krytycyzm w stosunku do sądów, których nie potwierdza doświadczenie. - Tak, wedle Kotta, miał pisać Adam Ważyk . (Por. "Postęp i głupstwo" s. 70, artykuł "Obrachunki noworoczne" z 1946).
***18/. Cyt. "Mitologia...", s. 17.
***19/. Ibidem s. 107.
***20/. W polemice z Julianem Przybosiem: "Nieoczekiwany tradycjonalizm" z 1946 roku. ("Postęp...", ss. 120-126).
***21/. Cyt. "Postęp..." s. 15 i 25 ("W stronę klasyków", "Nieco prawa i ocena czynu").
***22/. Ibidem s. 128 ("O "Murach Jerycha" Tadeusza Brezy").
***23/. W szkicu "Droga do realizmu", omawiając opowiadanie Jerzego Andrzejewskiego "Wielki tydzień" z tomu "Noc", twierdził że w tym utworze: analiza społeczna jest dostatecznie zróżnicowana i bogata, oby odwrócić dotychczasowe proporcje i dramat postaw duchowych przekształcić w historyczny dramat grupy społecznej . Miał na myśli drugą, wydaną wersję opowiadania (pierwszą znał w rękopisie). Szczególne były różnice między wersjami: W pierwszej [...] stosunek Polaków do Żydów był dramatem odpowiedzialności każdego człowieka za okrucieństwo i zło świata . W drugiej - bogata, trafna i zróżnicowana analiza sytuacji społecznej wszystkich postaci świat odwrócony głową na dół postawiła z powrotem na nogach. Walka Żydów w getcie przestała być mistycznym dramatem wybranego narodu, stała się fragmentem ogólnej walki z okupacją niemiecką. W tej drugiej [...] pojawiło się po raz pierwszy słowo "faszysta". Analiza sytuacji społecznej pozwoliła na pokazanie politycznego podziału polskiego i żydowskiego społeczeństwa. (cyt. "Postęp i głupstwo", ss. 83-88).
***24/. Cyt. "Postęp...", s. 80 ("Droga do realizmu").
***25/. Ibidem s.130.
***26/. Ibidem.
***27/. Cyt "Mitologia..." str.31.
***28/. W "Zoilu albo o powieści współczesnej" z 1947 roku, daje Kott taką charakterystykę rozwoju gatunku: Pisze Stendhal za Saint-Realem: "Powieść jest to zwierciadło, które przechadza się po gościńcu". Kto wie, czy to nie najbardziej przytomna definicja powieści, jaką kiedykolwiek napisano. W każdym razie powieść, która zawrotną karierę zrobiła w XVIII wieku, wyrosła z tej właśnie funkcji wielkiego zwierciadła, które wszędzie zagląda. Powieść była bardzo długo najprostszą formą popularyzacji wiedzy o życiu i świecie; bawiła, uczyła, agitowała. Trochę, jak dzisiaj kino. Potem dopiero stała się encyklopedią wszelkiego rodzaju pożytecznych wiadomości, katechizmem moralnym i podręcznikiem dobrego wychowania. I role te lepiej lub gorzej spełniała przez cały wiek XIX. Była zawsze encyklopedią wiedzy o życiu, a tylko bardzo rzadko i jak gdyby przypadkiem - dziełem sztuki. Oczywiście, dawała wiedzę o życiu taką, na jaką stać było mieszczaństwo. Coraz gorszą! Aż w końcu zupełnie przestała ją dawać . (cyt. "Postęp..." s. 165)
***29/. Cyt. "Postęp...", ss. 186-197.
***30/ Odwołał swoje poglądy na powieść Andrzejewskiego w odpowiedzi na ankietę "Nowej Kultury" - "Pisarze wobec dziesięciolecia" w 1954 roku, a później np. w referacie wygłoszonym na XIX sesji Rady Kultury i Sztuki w marcu 1956 roku. Jest znaczące, że nie przeprowadził powtórnej analizy a tylko wycofał się z poprzednich ocen.
***31/. Cyt. "Postęp..." s. 181.
***32/. Kott uważał, że czasy współczesne postawiły "na porządku dnia" zagadnienie takiego zamówienia społecznego, które charakterystyczne jest dla czasów, kiedy życie społeczne żąda od literatury nowego języka i nowych obrazów, kiedy dzieją się sprawy, dla których dotychczasowe środki artystyczne przestają wystarczać . ("O zamówieniu społecznym" z 1946 r - cyt. "Postęp...", s. 102). Istotny dla problemu jest jeszcze wspomniany tekst "Zoil...", oraz felieton "Rosół i makaron", z tegoż co i "Zoil...", 1947 roku.
***33/. Cytuję za: Kazimierz Wyka: "Pogranicze powieści", wydanie drugie poszerzone, Warszawa 1974, Czytelnik; tu s. 25. Dalej wedle tegoż wydania.
***34/. Jest wiodący w dwu najważniejszych esejach z "Życia na niby" - "Dwóch jesieniach" i "Gospodarce wyłączonej", jak i w niektórych tekstach "Pogranicza..." (np.: "Rozrachunki inteligenckie", "Powieść piastowska"). Natomiast cenne światło na zagadnienie ewolucji ideowej, którą Wyka przeszedł podczas wojny oraz na przekonania, z którymi w okres wojny wchodził - rzuca wydany przez Wydawnictwo Literackie "Pamiętnik po klęsce". [Na ten temat porównaj moją recenzję: "Nad I tomem "Pism" Kazimierza Wyki" w: "Pismo Literacko-Artystyczne" 1985/4.
***35/. Cyt.: K. Wyka: "Życie na niby. Pamiętnik po klęsce", Kraków 1984, WL - "Z pism Kazimierza Wyki" pod redakcją Henryka Markiewicza i Marty Wyki; s.85.
***36/. Cyt. "Pogranicze...", s. 47 ("Po dwóch wojnach" z 1945 r.).
***37/. W "Tragiczność, drwina, realizm".
***38/. Cyt. "Pogranicze...", s. 24.
***39/. Ibidem s. 27.
***40/. Ibidem s. 28.
***41/. Ibidem.
***42/. Ibidem s. 137 ("Wszystkie lata okupacji" - "Próba analogii i jej nieskuteczność").
***43/. Ibidem s. 295 ("Rzecz o żołnierskiej gromadzie" z 1946).
***44/. Ibidem s. 296
***45/. Ibidem s. 264 ("Powieść piastowska" z 1947).
***46/. Ibidem s. 57 ("Po dwóch wojnach").
***47/. Protestując przeciw amorfizmowi miał Wyka na myśli mieszanie się i rozkład dotychczasowych gatunków, zwłaszcza powieści Postulat czystości gatunków jest, dla mnie przynajmniej, podstawowym uzupełnieniem postulatu realistycznego. Realizm w temacie, w treści, to żądanie wielorakie i nie dające się sprowadzić do kilku jasnych wskazówek. Natomiast czystość i precyzja gatunku dają pisarzowi instrument formalny, pozwalający zgłębić rzeczywistość. (op. cit. s. 144).
Zważywszy że formę definiował jako środki i sprawności techniczne posiadane przez sztukę i używane jako forma (op. cit. s. 56), stwierdzić można, że zagadnienie formy sprowadzał w gruncie rzeczy do zagadnienia czystości gatunkowej. Jest to mocny argument za formalnym, normatywnym i tradycjonalistycznym charakterem jego koncepcji.
Natomiast argumenty przeciw naturalizmowi podnosiły kwestię jego niskiej wartości poznawczej i skompromitowanej filozoficzno-ideologicznej podstawy: Zwierciadło odbije, ale zwierciadło nie nauczy mechanizmu życia współczesnego. Najwyżej ukaże je takim, jakie jedynie możliwe jest w odbiciu: w perspektywicznym skrócie, ale nie w jego prawdzie, bo do prawdy potrzebna jest wiedza. [...] Naturalizm nie jest wyższym stopniem prawdy. Bo do prawdy potrzebna jest wiedza, konstruująca. [...] Naturalizm, kiedy go skrajnie i konsekwentnie pojąć musi być pusty intelektualnie. Temperament, instynkt to jego poprawka do rzeczywistości. (op. cit. s. 41-42).
***48/. Ten i poprzedni cytat - op. cit. s. 35.
***49/. Porównaj: op. cit. s. 36-40.
***50/. Porównaj: Stanislaw Eile: op. cit. s. 86-89 oraz Stanislaw Burkot: "Spory o powieść w polskiej krytyce literackiej XIX wieku", Wrocław 1968, s. 124-152. W tym miejscu chciałbym zasygnalizować pewną możliwość interpretacyjną. Biorąc pod uwagę, że poglądy Wyki oznaczały - de facto - obronę starego, auktorialnego modelu powieści i czas wystąpienia, można by się zastanowić nad sensownością rozpatrywania części tez "Pogranicza..." nie tylko jako głosu Wyki w tzw. "sporze o realizm", ale także jako jednego z ogniw wielkiej, ogólnoeuropejskiej dyskusji nt. powieści i jej narratora, zapoczątkowanej właśnie przez Spielhagena i trwającej do końca lat pięćdziesiątych. Uczestnikami tej dyskusji byli m. in.: Poul Bourget, Albert Thibaudet, Kate Friedemann, Oskar Walzel, Wolfgang Kayser itd.
***51/. Koncepcja Kotta niewątpliwie podobna była do reguł realizmu socjalistycznego, prawdopodobnie z nich wyrastała, ale nie była z nim tożsama. Kott wszak nie żądał przedstawiania w literaturze "przyszłości jako teraźniejszości" ani "rewolucyjnego romantyzmu". Choć oczywiście zastosowanie w praktyce Kottowych rad polskiemu socrealizmowi sprzyjało.
***52/. Por. "Pogranicze...", s. 24.

Uwaga, szkic niniejszy pod tytułem: . "Kiedy dwóch mówi to samo..." publikowano w: W. Kajtoch [red.]: "Proza, proza, proza... (opowiadania, fragmenty, eseje, notatki)", tom 2, Kraków 1996, ZLP - Oddział w Krakowie, ss. 447 tu s. 327-349





Aneks: Nad pierwszym tomem "Pism" Kazimierza Wyki

Przedrukowano w nim ***1/ eseje z "Życia na niby" uzupełnione o wydobyty z rękopisu, pisany na przełomie lat 1939-1940 rodzaj pamiętnika myślowego po klęsce. To prawdziwe wydarzenie kulturalne - choćby dlatego, że pisane tuż po wojnie, najpoważniejsze teksty "Życia...": "Dwie jesienie" i "Gospodarka wyłączona" wciąż przejawiają aktualność. To wydarzenie historycznoliterackie - bo "Pamiętnik..." wypełnia lukę w naszej wiedzy o spowodowanych wojną przemianach w myśleniu polskiej inteligencji. Ukazuje punkt wyjścia drogi w wielu wypadkach zakończonej przyjęciem marksizmu.

*

Przypomnijmy: dwie jesienie , to jesień 1939 roku, gdy społeczeństwo nasze wchodziło w okres okupacji i jesień 1944 roku, gdy "przygotowywało się" do wolności. Wyka dokonał analizy stereotypów krążących w umysłach Polaków wówczas i tuż po wojnie, będących zatem jej dziedzictwem ... bo nasze myślenie, nasza wyobraźnia operuje zastanymi schematami dużo częściej, niż o tym wiemy, a momenty całkowitego zagubienia historycznego polegają zazwyczaj na tym, że przedawniony schemat wyobrażeń okazuje swoją nieskuteczność, a wyobraźnia czepia się go w sposób rozpaczliwy ***2/.
Zdaniem Wyki, zachodzący po (niesłychanej na tle niedawnych polskich ambicji "mocarstwowych") klęsce proces myślowego rozrachunku, potępienia odpowiedzialnych za nią rządów przedwrześniowych rychło został przytłumiony i zniweczony na skutek masowego rozpowszechnienia się mitów mesjanistycznych i fałszywych (bo wydarzenia września - sądzi Wyka - należy rozpatrywać raczej w kontekście Monachium) analogii z rozbiorami. Ponadto zapanował stereotyp "emigracyjny", każący ośrodek władzy legalnej widzieć na Zachodzie.
To właśnie z tymi przekonaniami - uważa Wyka - weszło społeczeństwo polskie w pełnię okupacji. Umocniły się, z racji wszechobecnego podówczas sposobu rozumowania, zgodnie z którym rzeczywiste życie Generalnego Gubernatorstwa, panujący w nim ucisk gospodarczy i biologiczny, nasilona propaganda niemieckich sukcesów wojennych - wszystko to zostało uznane za sferę życia na niby . Życie natomiast prawdziwe schroniło się gdzie indziej, w podziemie polityczne, w tajną prasę, w coraz to obficiej rozkwitające funkcje konspiracyjnego szkolnictwa, wydawnictw, działalności kulturalnej. Życie oficjalne, prasa oficjalna były na niby. Na serio natomiast było tamte życie, utajone i zazdrośnie chronione przed wrogiem. ***3/
Tłumacząc przyczyny, dla których najistotniejszą cechą polskiego myślenia w okresie okupacji stał się nawyk niedostrzegania rzeczywistych warunków życiowych (te bowiem stwarzały władze niemieckie a nie konspiratorzy) Wyka wskazywał, że tak silnie obronna i ochronna funkcja tego podziału na życie rzeczywiste i pozorne określała w owej sferze uznanej za pozorną wszystko, co dla przetrwania padających wciąż ciosów było zbyt niebezpieczne. Co zbytnio podważało chwiejną równowagę obronną społeczeństwa ***4/.
Ale najważniejsza dzisiaj wydaje się intelektualna odwaga Wyki. Odważył się mianowicie napisać dalej, że następne cztery lata starczyły, aby opisany wyżej obyczaj z funkcji obronnych przeszedł [...] w stan powszechnego nałogu, wobec którego bezsilne okazały się fakty najbardziej oczywiste. A najbardziej bezsilne okazały się "drugiej jesieni" wojennej i wówczas to szczególnie ostro ujawniło się, jak zasadniczemu skrzywieniu w nierealnych, na wpół fantastycznych, na wpół histerycznych warunkach okupacji uległa wyobraźnia polityczna narodu polskiego . ***5/.
Nie dość na tym. Wyka za dowody tego skrzywienia - tj. braku poczucia rzeczywistości, którym "zaraziliśmy się" w czasie okupacji - uznał np. wybuch powstania warszawskiego pomyślanego jako samodzielny akt militarny, uraz antyradziecki, emigrację i partyzantkę.
Natomiast przyczynę demoralizującego Polaków wpływu okupacji w sferze gospodarczej dostrzegł Wyka w zjawisku ówczesnego wyłączenia tej sfery z całości procesów społecznych, w demoralizacji polskiego robotnika. Inne narody zwyciężały w wojnie nie tylko dzięki męstwu militarnemu, ale i pracy tyłów. Polak natomiast, by w czasie okupacji przeżyć - musiał oszukiwać, "kombinować". Słusznie też nie chciał pracować dla okupanta. Niestety - po wyzwoleniu nadal pracuje źle.
Aktualność przypomnianych tekstów widzę nie w łatwych analogiach, aczkolwiek fragmenty o nieskuteczności schematów zastanych wyobrażeń i powszechnym nałogu można by niejednemu zadedykować. One nadal są jedyne. Badania nad świadomością społeczną w Polsce w ogóle lekceważono, a cóż dopiero mówić o refleksji akurat nad okupacją. Orientujemy się nieco w kwestiach martyrologiczno-konspiracyjnych, a niewiele wiemy o gospodarce i "kulturze", w której żył pięć lat cały naród. Przecież czytywano wydawane przez okupanta "gadzinówki", mimowolnie pijąc zawartą w nich truciznę, oglądano niemieckie filmy... Owa jedyność nabiera specjalnego znaczenia, jeśli zważyć, że eseje Wyki to przecież tylko publicystyka . Wielka; tak jak na innych poletkach - eseje Pawła Jasienicy czy Zbigniewa Załuskiego. Bo pod względem naukowym Wyka dokonał tu niewiele, wyciągając jedynie wnioski z poznanej zapewne właśnie wtedy, po wojnie, marksowskiej teorii "świadomości fałszywej", łącząc ją z wypracowanym własnym sumptem jakimś odpowiednikiem amerykańskiej teorii stereotypów - i na wpół intuicyjnie, nie weryfikując danych, spojrzał przez ich pryzmat na wojenną i powojenną polską rzeczywistość.
Przypominam sobie zanotowaną we wspomnieniach Tadeusza Drewnowskiego ***6/ anegdotę o Michale Radgowskim, który - po paroletnich, żmudnych studiach nad filozofią polskiego pozytywizmu - ponoć spalił w przeddzień obrony gromadzącą ich wyniki pracę doktorską, by po niewielu miesiącach rozpocząć karierę dziennikarza. Prawem kontrastu pomyślmy: Jak potoczyłyby się losy polskiej myśli współczesnej, gdyby około 1945 roku trzydziestopięcioletni Wyka wybrał publicystykę?

*

W "Życiu na niby" wymienia Wyka istotne źródło danych dla swojej analizy. Miały nim być rozmowy z prostymi ludźmi , z którymi się stykał handlując za okupacji deskami, lub patrolując Krzeszowice, wraz z innymi wyznaczanymi prze burmistrza "Kressendorfu" nocnymi stróżami. Tymczasem treść "Pamiętnika po klęsce" dowodzi, że opisując w "Dwóch jesieniach" charakterystyczny w zimie 1939/1940 dla społeczeństwa polskiego stan szoku, dezorientacji i prób ratowania się ułatwionymi stereotypami - Wyka czerpał z autopsji; że jego uwagi o najmniej wiedzącej inteligencji były również samooceną.
Spójrzmy.
Pisał Wyka w "Życiu..." o powszechnym potępianiu winnych wrześniowej klęski sanatorów. - W "Pamiętniku..." sam nie szczędzi tych, co rozsiedli się na swych szczeblach urzędniczych, jak ptaszki niefrasobliwe, ten niżej, tamten wyżej, i przećwierkali całą Polskę z wyżyn swoich szczebli. ***7/. Twierdził w "Życiu...", że klęska wrześniowa wydawała się narodowi zgodna jakoś z tradycją klęsk polskich ( starcie Słowianina z rycerzem w zbroi ) - w "Pamiętniku..." prawie identyczny stylistycznie passus jest bezpośrednim zapisem autorskiej myśli. Zdarzają się akcenty mesjanistyczne, Wyka także nie jest wolny od wspomnianego wyżej urazu ... Tylko mit emigracji jakoś Wyki nie "zaraził", skoro pisze o bandzie uciekinierów zapijaczonej, hulaszczej, pozbawionej ducha publicznego, godności narodowej, bandzie przepijającej kasy pułkowe, pokradzione pensje. ***8/ No i narrator "Pamiętnika po klęsce" niekiedy naprawdę nic nie wie. O jego braku politycznej orientacji (a nie był już byle kim dwudziestodziewięcioletni, dobrze się zapowiadający krytyk, autor - wydanej później dopiero pośmiertnie - obszernej rozprawy o problematyce pokoleń literackich) świadczą nie tylko naiwności w rodzaju żalu do Włoch, (tak jak i Polacy: - naród katolicki na dorobku , [...] - naród, który nie wydał herezji, [...] - wierny katolicyzmowi , [...] - tysiąca kardynałów ) że nie potępiły Niemców, czy innej naiwności, wyrażonej w zdaniu: Czym tak straszliwie groziła im (tj. Niemcom) Polska? Marszem na Berlin? Podbojem, zapanowaniem nad Europą? Konkurencją w wielkiej polityce światowej jak Żydzi? ***9/.
One nie dziwią - nie każdemu dano widzieć otaczający go świat z przenikliwością równą w skutkach przewidywaniu przyszłości. W "Pamiętniku po klęsce" widać słabość filozoficzną. Znać, że posiadane podówczas przez Wykę (i zapewne licznych innych inteligentów międzywojnia) zaplecze filozoficzno - socjologiczne uniemożliwiało mu odpowiedź na nurtujące go pytania o przyczynę klęski, o możliwość duchowego jej przezwyciężenia, o jej ocenę moralną. O pożądanej zdolności do wyciągania wniosków już nie wspomnę.
Początek trudności wiązał się z ogólno filozoficznymi podstawami zaświadczonej w "Pamiętniku..." - a przyjętej przez Wykę zapewne już przedtem - wizji dziejów, a mianowicie z niekonsekwentnym odrzuceniem prowidencjalizmu (tj. poglądu, wedle którego dzieje co prawda nie realizują bezpośrednio Boskiego planu, człowiek sam je tworzy - ale wedle przez Boga ustalonych praw). Kryło to w sobie zachętę do przyjęcia - na niższym, socjologicznym "piętrze" rozumowania - nieweryfikowalnych założeń co do siły stanowiącej istotę i przyczynę społecznego rozwoju. Wyka (wszak uczeń Georgesa Sorela) uznał za motor historii siły pożądań zbiorowych , konstytuujące się w "duchy" poszczególnych narodów. Mówiąc krótko - nacjonalizmy. O ile można sądzić z napomknień i używanej przez Wykę terminologii, pojęcie "narodowego ducha" pojmował on zgodnie ze szkołą psychologicznego determinizmu, biologicznie, po darwinowsku - więc jako realne, antagonistyczne siły, którym przysługują określone przymioty (np. duszy niemieckiej - wola). Więc ani nie pojmował ich konsekwentnie idealnie, ani zgodnie z rozumieniem dzisiejszym (tj. nie były to dla niego pozbawione realnych desygnatów terminy potoczne).
Nieszczęście Wyki, przedstawiciela narodu pobitych, polegało na tym, że jemu - zwolennikowi powyższych poglądów - wypadałoby (gdyby chciał być logicznym) wyciągnąć z przyjętych założeń nader jednoznaczne wnioski.
Po pierwsze: Sorel, uważając, że historią rządzą mity i definiując to pojęcie jako (cytuję za młodzieńczą rozprawką Wyki ***10/) obraz zwycięskiej walki, który nosi w sobie cały naród, przyznawał w historii szczególną rolę wojnom. Podobnie pisze Wyka: w grze historycznej wojna jest stawką, jaką naród dojrzały winien się świadomie posługiwać ***11/, albo: miarą zdrowia narodu i obnażeniem wszelkich cnót pokojowych i niedostrzegalnych wad jest dopiero wojna , ewentualnie: front poznaje rzeczywistą naturę ludzką . Słowem: dla Wyki wojna jest zjawiskiem słusznym i nawet pożądanym; w jej trakcie następuje najwyższa konsolidacja sił duchowych narodu, ona odsłania i wystawia na próbę danego narodu istotę . Można z tego poglądu wysnuć jednak wniosek, że -wobec powyższego - właśnie to ta istota, "natura danego narodu" - (a nie konkretny układ społeczno-gospodarczych i politycznych okoliczności) ostatecznie przesądza o militarnej klęsce. "Natura" jest niezmienna, "bądź jest się psem - bądź wilkiem". Wniosek ostateczny: hitlerowska propaganda i jej twierdzenie, że naród pokonany w dwa tygodnie nie ma racji bytu - niestety bliska jest prawdy.
Po drugie: Bliska jest prawdy i dlatego, że jeśli historia jest walką narodowych "dusz" (więc ostatecznie sprawą biologii, doboru naturalnego) - to zawsze jest sprawiedliwa, a ściślej mówiąc, nie podlega wartościowaniu. A na dodatek od jej wyroków nie ma odwołania.
Po trzecie: Nie ma odwołania... więc niepotrzebne są próby znalezienia źródeł klęski. A jeśli już się je podejmie - będą niemożliwe. Cokolwiek zatem Wyka wyjaśnia - od razu "trafia na ducha". Przykładem niech będzie analiza postaw przedwrześniowej biurokracji, którą (na planie bezpośrednim) Wyka wini za klęskę. Pytając "dlaczego popełnili błędy?" mógł zrazu wskazać na ich niekompetencję i nieuczciwość. Ale dochodząc przyczyn niekompetencji i nieuczciwości, sięgając głębiej, widzi autor "Pamiętnika..." jedynie "odwieczną polską małość" - pojęcie nierozkładalne na czynniki.
Rzecz jasna, wszystkie te wnioski nie były dla Wyki do przyjęcia i rozpaczliwie hipostazując (pojęcia: prawdy, słuszności, siły itd.) usiłuje ich nie wyciągnąć. "Rękopis..." - jak wiadomo - pozostał tekstem niedokończonym. Może rękopis zaginął? Nie. Osobiście sądzę, że Wyka przerwał pisanie. Przezwyciężenie logiki faszyzmu prezentowanym wyżej sposobem myślenia - z oczywistych względów było niemożliwe.
W "Pamiętniku..." skupia się jak w soczewce słabość powszechnych przed wrześniem poglądów na istotę społecznego świata, a zatem przyczyna, dla której inteligencja polska musiała sobie podczas wojny znaleźć innych niż Pareto i Sorel po tym świecie przewodników. Nie chodziło o dobre samopoczucie, a o możliwość działania.
Czy chodzi o marksizm? - Opublikowanie omawianego tekstu w sposób istotny powiększa naszą wiedzę o przyczynach znacznego upowszechnienia się po wojnie tej ideologii, wyjaśnia wątpliwości. Na przykład, nie znająca najprawdopodobniej jeszcze "Pamiętnika..." prof. Maria Janion, przypominając w rozprawie "Wojna i okupacja w oczach Kazimierza Wyki" znane, pochodzące z eseju "Tragiczność, drwina, realizm" słowa krytyka o przyczynach klęski hitlerowców ( Przegrali nie dlatego, że obrazili porządek moralny świata, że zmiażdżyła ich wyższa moralność , ale dlatego, że pokonała ich "inna siła i słuszniejsza idea ") uznała, że są one świadectwem wiary Wyki w optymistyczny i humanistyczny porządek dziejów, którą miał zachować z czasów młodości, jako przedwojenny, chrześcijański personalista ***12/.
Po publikacji "Pamiętnika..." ukazującego, jak wyglądały okupacyjne, historiozoficzne propozycje przedwojennych chrześcijańskich personalistów, jak żałośnie mało mieli oni - gdy co do czego przyszło - do powiedzenia, powyższej teorii nie da się utrzymać. Odzyskanie w powojennej Polsce wiary w sens świata dokonywało się raczej nie przez powrót do przeszłości, a poprzez oduczanie się od upatrywania istoty historii w abstraktach. Inna siła i inna idea , które pokonały faszyzm miały w 1945 roku dla Kazimierza Wyki (który oczywiście myślowego przezwyciężenia tej ideologii musiał już przedtem dokonać) konkretne desygnaty.

wrzesień 1983, styczeń 1985


Przypisy:

***1/. Kazimierz Wyka: "Życie na niby. Pamiętnik po klęsce", "Z ^Pism^ Kazimierza Wyki" pod red. Henryka Markiewicza i Marty Wyki. Kraków 1984, WL. Wszystkie cytaty według tego wydania.
***2/. Op. cit. s. 85.
***3/. Op. cit, s. 102-103.
***4/. Ibidem.
***5/. Ibid..
***6/. Tadeusz Drewnowski: "Tyle hałasu - o nic?", Warszawa 1982.
***7/. Op. cit. s. 247.
***8/. Op. cit. s. 267.
***9/. Op. cit. s. 249. Wcześniej patrz s. 269-270.
***10/. Kazimierz Wyka: "Jerzy Sorel", "Przegląd Współczesny" R. 14 (1935), T. 54/55, nr 161-163, s. 107-116, 214-132, 408-822; także nadbitka w zbiorach Biblioteki Jagiellońskiej.
***11/. Op. cit. s. 228-229, 237.
***12/. Taki przynajmniej wniosek nasuwa mi się po lekturze stron 158-166 wspomnianego zbioru : "Kazimierz Wyka. Charakterystyki, wspomnienia, bibliografia", w którego skład wchodzi omawiana rozprawka Janion. Cytat pochodzi ze strony 163.


Stanowiący ten "Aneks" mój tekst pt.: "Nad I tomem "Pism" Kazimierza Wyki" ukazał się w: "Piśmie Literacko-Artystycznym" 1985/4 (był recenzją. z: K. Wyka "Życie na niby. Pamiętnik po klęsce" - "Z "Pism" Kazimierza Wyki pod red. H. Markiewicza i M. Wyki", Wydawnictwo Literackie 1984);