Wojciech Kajtoch Homepage





Wstęp

Introduction to Solaris

Historia Literatury Polskiej

Historia Literatur Obcych

   Socrealizm jako...
   ,,Zarażenie śmiercią''...
   Wstęp do...
   Moje spotkanie...


Językoznawstwo Prasoznawcze

O Poezji

Życiorys

Spis Publikacji
Wojciech Kajtoch

"Zarażenie śmiercią" po amerykańsku


Jerzy Kosiński, rocznik 1933, polski Żyd przebywający od trzydziestu lat w USA, znany tamtejszy prozaik, nie jest pisarzem emigracyjnym. Jest po prostu pisarzem amerykańskim, pisarzem języka angielskiego - być może dlatego nie propagowały go dotąd (a w każdym razie nie propagowały skutecznie) nawet oficyny emigracyjne lub nielegalne. A że krajowe wydawnictwa oficjalne nie drukowały go z przyczyn politycznych... to, summa summarum, ów autor światowej sławy objawia się polskiemu czytelnikowi z - jeśli nie liczyć oskarżeń sprzed ćwierćwiecza - niebytu. Przy czym, jak to bywa u nas, to "objawianie się" przybiera postać prawdziwej ofensywy: prasa, radio i TV dużo robią, aby przybliżyć tę sylwetkę.
Wydany w 1966 roku w USA "Malowany ptak" jest pierwszą w ogóle i pierwszą opublikowaną w Polsce powieścią Kosińskiego ***1/ - a że traktuje ona o sprawach tragicznych i nam bliskich, niżej podpisany (nie anglista i nie amerykanista przecież) czuje się usprawiedliwiony proponując pewien model jej odczytania.

*

Sądzę, że klucz do lektury dają dwie informacje. Jedna - zawarta w słowach autora: Miałem żonę protestantkę i chciałem pokazać jej i Ameryce krzywdy, jakie wyrządzono dzieciom w Europie. Takie doświadczenie Ameryka miała ostatni raz w czasie wojny domowej w 1963 roku. ***2/. Drugiej dostarcza fakt posiadania przez Kosińskiego solidnego, na światowym poziomie, wykształcenia socjologicznego. Mimo że studia ukończył w niesławnych latach pięćdziesiątych, zdążył nasz autor już w trzy lata po wyjeździe z Polski (w 1957 roku) wydać na Zachodzie dwie książki socjologiczne - szybko więc opanował tamtejszy dorobek dziedziny, co z kolei świadczy o dobrej znajomości podstaw.
Wydaje mi się, że w "Malowanym ptaku" mamy do czynienia z opisaniem znanego już polskiej literaturze doświadczenia psychologicznego i egzystencjalnego, które pod okupacją hitlerowską stało się udziałem obywateli Rzeczpospolitej, a zwłaszcza polskich Żydów. Tylko że opisaniem dokonanym w innym niż realizm języku artystycznym. Przecież Kosiński nie mógł pójść drogami wskazanymi ani przez Jerzego Andrzejewskiego, ani przez Zofię Kossak-Szczucką lub licznych innych pamiętnikarzy, ani nawet przez Zofię Nałkowską, Tadeusza Borowskiego czy Bogdana Wojdowskiego. Nikt by mu nie uwierzył! Dlaczego? - Albowiem dzieło realistyczne nie tylko że "samo z siebie" tworzy iluzję rzeczywistego istnienia tego, co opisuje, ale nade wszystko domaga się współpracy czytelnika w dziele tworzenia tej iluzji. Innymi słowy: powieść realistyczna opowiadać może wyłącznie o sprawach niesprzecznych z doświadczeniem odbiorców; jest realistyczna tylko dla określonego kręgu odbiorców.
To samo prawo działa i w kierunku odwrotnym. Realistyczna w zamierzeniu swego twórcy relacja z wydarzeń prawdziwych - choć nieprawdopodobnych z punktu widzenia odbiorcy, automatycznie staje się dla tego odbiorcy kłamstwem lub, w najlepszym wypadku, naukową lub nienaukową fantastyką.
Na koniec wiadomo, że Zachód uparcie nie chce wierzyć w oblicze drugiej wojny światowej inne niż sobie znane.
Ilustrując myśl, podam przykład trywialny. Otóż fakty zaczerpnięte z fabuły "Malowanego ptaka" (w rodzaju: topienie bohatera w wychodku, obdzieranie umierającego dziecka z odzieży, wydłubywanie łyżką oczu, zgwałcenie całej wioski przez oddział Kałmuków) nie są w stanie zaszokować publiczności polskiej. Ci z nas, którzy nie byli niegdyś ofiarami czy świadkami - mieli możność od znajomych i krewnych usłyszeć o podobnych wyczynach różnych okupantów. A choćby i z lektur szkolnych, literatury, filmów o wojnie czy z pamiętnikarskich relacji zaczerpnęliśmy wiedzę, która sprawia, że obrazy podobnych i jeszcze gorszych potworności bez najmniejszego sprzeciwu gotowi jesteśmy uznać za budulec odzwierciedlenia historycznej prawdy, za cząstki realistycznej wizji. Można by oczywiście prawdopodobieństwo okrucieństw "Malowanego ptaka" różnicować, wprowadzać ich gradację, roztrząsać, że oto te zbrodnie, których dopuszczają się żołnierze okupanta zupełnie nie wzbudzają niewiary, natomiast jakiś procent czytających mógłby powątpiewać w prawdziwość tych potworności, które są skutkiem surowości chłopskiego obyczaju... W literaturze polskiej wszystko to jednak już kiedyś było, od "uciętego kulasa" Reymontowskiego Kuby począwszy. (Nie mówię , że Kosiński w ogóle nas nie zaskakuje... Ale nie okrucieństwami i o tym za chwilę.)
Wydaje się natomiast, że gdyby wyliczone wyżej (i wyliczonym podobne) naturalistyczne motywy przedstawiono audytorium czytelniczemu USA połowy lat sześćdziesiątych (tj. nim amerykańskiej świadomości nie "przeorały" doświadczenia wojny wietnamskiej) w konwencji realistycznej - uznano by je tam za dowód wynaturzonego gustu i odrzucono, nie przyjmując tym samym do wiadomości oryginalnych i ważnych przemyśleń, które Kosiński ukrył za krwawymi wizjami "Ptaka...".
Natomiast w sytuacji, gdyby (a tak czyni "Malowany ptak") okrutne szczegóły przedstawić jako obrazy archetypiczne, symboliczne, surrealistyczne, w procesie percepcji dzieła zostałby z odbiorcy zdjęty obowiązek wstępnego uznania tych szczegółów za prawdopodobne. Czytelnik przyjąłby je bez odruchu repulsji i ze spokojem mógłby poszukiwać w książce głębszego sensu. Ba! Wydaje mi się, że czytelnik zachodni Anno Domini 1966 skłonny byłby uznać za oczywiste i same z siebie zrozumiałe fakty jeszcze dziwniejsze i drastyczniejsze od tych z powieści Kosińskiego, jeśli tylko by je przedstawiono jako elementy mitu, szczątki symbolicznego rytuału, fragmenty gatunkowej pamięci ludzkości (albo przedstawiono je tak, by była możliwa idąca w tym kierunku interpretacja). Zwłaszcza gdyby to był czytelnik amerykański, dosłownie wychowany na antropologii kultury ludów prymitywnych, którym nieobce były rytuały nadzwyczaj okrutne. Czytelnik ten przecież znał pisma Edwarda Tylora, Jamesa Frazera, Alfreda Kroebera, Bronisława Malinowskiego; znał teorię Carla Gustawa Junga o roli sztuki jako nośnika symboli i wyrazu zbiorowej podświadomości, rozczytywał się właśnie w dziełach Claude Levi-Straussa poświęconych np. roli magii w życiu ludów pierwotnych.
Może właśnie tym torem biegły myśli Jerzego Kosińskiego, gdy postanowił przystąpić do literackiego przekazywania Amerykanom pewnej wiedzy o doświadczeniu swojego pokolenia oraz swych przemyśleń o ogólnoeuropejskim znaczeniu tego doświadczenia? Wszak nasz przyszły pisarz był uczniem profesora Józefa Chałasińskiego, wybitnego znawcy socjologii wsi!
"Malowany ptak" jest w swym planie wydarzeniowym relacją o przypadkach miejskiego chłopca podobnego do Cygana lub Żyda , którego - gdy miał sześć lat - z początkiem wojny ukryto w zapadłej wiosce. Utracił kontakt z rodzicami i całe lata błąkał się od zagrody do zagrody, od przysiółka do przysiółka. Pogardzany, wykorzystywany, przeganiany, żyjąc w ciągłym strachu przed okrucieństwem chłopów i niemieckim prawem podlega szczególnej edukacji. Przygarnięty następnie przez oddziały radzieckie, przekazany do sierocińca a później - rodzicom, swą wiedzę życiową ugruntowuje i uzupełnia. Akcja się urywa, gdy jedenastoletni bohater wyciąga ze swych przygód końcowe wnioski, proces jego dorastania się zakończył.
Powieść jest tak zbudowana, by strukturą swoją upodabniała się do mechanizmu pamięci. Mamy więc do czynienia z luźnym następstwem epizodów, w których mieszają się rzeczywistość i fantazja, to co realne i imaginacja chłopca. Ponadto narracja stara się nie przekraczać możliwości poznawczo-interpretacyjnych bohatera, unika wprowadzania jakichkolwiek wprost wyrażonych ocen moralnych, odznacza się suchością i lakonicznością opisu tym większą, im bardziej relacjonowane wydarzenia są przerażające.
A jednak, ten beznamiętny łańcuch faktów nosi ślady konstruowania go przez świadomość dojrzalszą od bohatera. Mam po pierwsze na myśli przypadki niekonsekwencji w budowie narratora-bohatera. Oto ów opowiadacz, chłopiec - (dokonujący relacji o wypadkach z takiego punktu widzenia na nie, jaki mógł mieć w momencie, gdy zachodziły) potrafi użyć słów w rodzaju: ekshibicjonizm , magia . I to całkiem kompetentnie... Po drugie, relacjonowane fakty układają się w ilustracje tez, dotyczących następujących zagadnień:
- natury stosunków między chłopcem a wieśniakami, reprezentantami kultury prymitywnej;
- konsekwencji, które dla powyższego układu zależności miało zetknięcie się z totalitaryzmem;
- istoty przygody intelektualnej bohatera, w oczach którego całkowicie dyskredytują się normy moralne i egzystencjalne sensy charakterystyczne dla cywilizacji europejskiej.
Wydarzenia - dające się uogólniać jak wyżej, przeplecione są ponadto epizodami jawnie archetypiczno- magicznego charakteru. Zaliczam do nich zwłaszcza te, które dotyczą np. unikania niebezpieczeństw związanych z czterema żywiołami, a następnie: utratę i odzyskanie mowy, tortury nawiązujące do Ukrzyżowania; także różne epizody z życia przyrody, analogiczne do przeżyć ludzkich. Dzięki wszystkim tym wydarzeniom cała historia daje się interpretować jako baśń lub uniwersalny mit o losie "obcego w grupie".
Nad tymi aspektami treści "Malowanego ptaka" zatrzymywać się jednak nie będę. Objaśnił je Kosiński w dołączonych do tekstu "Uwagach autora". Prócz tego, jak napomykałem, mam je za rodzaj omasty umożliwiającej ludziom Zachodu przełknięcie pigułki - zasadniczo w swej wymowie realistycznej (lecz niesamowitej dla nich w smaku). Przy czym omasty bardzo skutecznej, o czym najlepiej świadczy łączny nakład trzech miliony egzemplarzy i status światowego bestsellera uzyskany przez dzieło.
O wiele bardziej interesuje mnie pigułka sama - tzn. wymienione wyżej tezy, choć świadom jestem, iż odczytanie części obrazów powieści jako realistycznych zagęszczeń i uogólnień może się spotkać z zarzutem braku krytycznoliterackiej subtelności.
Pierwszej z wyliczonych, podstawowej, wyjściowej tezie poświęcono początkowych pięćdziesiąt stron utworu. Realia przedwojennej wsi (Polski "B") przedstawiono tam jako realia archaicznej kultury. Pisarz działał nieomal "ze skryptem folklorystyki w ręku" i najprostszą metodą, tj. gromadząc: drastyczne szczegóły higieniczne, przykłady obyczajów, przesądów, recept ludowej medycyny. W takim otoczeniu sytuacja bohatera (zwanego Chłopcem) jest szczególna, ale stosunki jego i wieśniaków tylko pozornie określa tytułowa metafora: "malowanego ptaka" (czyli najnormalniejszego ptaka, którego - w ramach jakiegoś magicznego rytuału - chwyta się, jaskrawo maluje, a następnie wypuszcza, by mogli zadziobać go współplemieńcy).
Mimo że powieściowa wieś wszystkich "obcych" - zwłaszcza odmiennych rasowo i językowo - po prostu nie uważa za ludzi, los chłopca jakoś się układa. Choć wśród jasnowłosych i niebieskookich tubylców jest czarny i smagły, choć wszyscy mówią gwarą - a on polszczyzną literacką i choć często grozi mu poważne niebezpieczeństwo (jak np. pobicie "dla zabawy" czy nawet utopienie w rzece przez rówieśników), ostatecznie znajduje sobie w ramach tej kultury miejsce marginesowe lecz w miarę bezpieczne. Bywa pomocnikiem znachorów, "jurodiwym", błaznem, wesołkiem. Dopóki świadomie lub nieświadomie nie przekroczy określonych zakazów (jak się to przydarzyło zatłuczonej przez baby erotomance, Głupiej Ludmile) - może czuć się dość pewnie. Co prawda, w dalszych częściach utworu zdarzą mu się istotniejsze przewinienia: sprowadzi piorun na zagrodę gospodarza, porani miejscowego chłopaka, a przede wszystkim "zepsuje" odprawianą w dzień Bożego Ciała mszę. Zawsze jednak jakoś ujdzie cało. Nawet w ostatnim z wymienionych wypadków oburzeni chłopi ukontentują się tylko wrzuceniem go do kloaki.
Autentycznie śmiertelne niebezpieczeństwa zaczną czyhać na Chłopca z chwilą, gdy w ów rządzony archaicznym prawem świat wkroczy historia. Oto przybyli do wioski, gdzie akurat Chłopiec zamieszkał, partyzanci (reprezentujący wszak żywioł "wyższej kultury", polityki i cywilizacji) radzą chłopom pragmatycznie, nie przejmując się różnymi "tabu", aby dziecko wydać Niemcom. Stanowi przecież, jako Żyd lub Cygan, niebezpieczeństwo dla wszystkich.
Również sam Kosiński (we wspomnianej już autoanalizie dołączonej do tekstu powieści) zwraca uwagę na fakt demoralizacji wieśniaków przez okupacyjne realia. Widząc wokoło określone przykłady, zaczynają oni postępować - np. z uciekinierami z transportów do obozów - nie lepiej niż niemiecka administracja. Ostatecznie, w obliczu takich zmian zachodzących w myśleniu otaczającej go zbiorowości bohaterowi udaje się przetrwać głównie dlatego, że Żydem lub Cyganem nie jest, co autorytetem swoim potwierdzają zgodnie oficer SS i katolicki ksiądz.
I tu zaczyna się najciekawszy z myślowych wątków książki. Walcząc o życie i psychiczną równowagę chłopiec sięga po ratunek, który zaoferować mu mogą tradycyjne, pozytywne i negatywne wartości kultury europejskiej. Lecz zawodzi się. Kolejno się okazuje, że mu nie pomogą: ani łączność z naturą (epizod spalenia przez wyrostków ulubionej wiewióreczki), ani jakaś nadludzka Sprawiedliwość (jest świadkiem bezkarnych okrucieństw i morderstw), ani religia (tysięczne modlitwy nie wybawią go od okrucieństw sadystycznego gospodarza, a fascynacje liturgią wiadomo gdzie się skończą), ani satanizm (personifikujący Diabła Kałmucy skończą powieszeni za nogi przez radziecki oddział), ani miłość (okaże się dla ukochanej tylko seksualnym narzędziem, zresztą mniej sprawnym niż zwierzę). Stosunkowo najdłużej zachowają aktualność uroki stalinowskiego totalitaryzmu, ale i wiara w Kolektyw się nie sprawdzi.
Na koniec ostateczną i uniwersalną receptą życiową stają się: nieufność, nienawiść do wszystkich, nieuleganie nakazom moralnym i obyczajowym, wybujały indywidualizm i kategoryczny imperatyw zdecydowanej pomsty za najmniejszą krzywdę. Zatem bohater nareszcie pogodzi się z faktem, że jest na świecie sam i od nikogo nie może oczekiwać pomocy. Każdy z nas jest sam, a im prędzej zrozumie, że musi się nauczyć radzić sobie bez Gawrył, Mitek, czy Milczków, tym lepiej dla niego ***3/.
Dopiero na końcu powieści, gdy zdobędzie tę mądrość, bohater stanie się tytułowym "malowanym ptakiem". Jest to jednak ptak obdarzony rozumem, który - przewidziawszy następstwa - nie garnie się do stada.
Kończący akcję utworu epizod odzyskania mowy ten ostateczny wydźwięk (i kryjącą się pod nim konstatację ogólną o tym, że doświadczenia wojenne są źródłem alienacji swoistej dla kultury współczesnej ) osłabia, ale go nie likwiduje.

*

W tym miejscu chciałoby się jeszcze poruszyć kwestię znaczenia "Malowanego ptaka" dla niektórych problemów poruszanych przez polskich pisarzy i historyków.
Nasza publicystyka i literatura rozpatrywała już ostatnią wojnę jako epokę końca europejskiej moralności. Ale często dochodzono do wniosków innych (lub częściowo innych) niż konstatacje Kosińskiego.
Na przykład w latach pięćdziesiątych obowiązywał w rozważaniach na ten temat optymizm "w ostatecznym rozrachunku". Głoszono przekonanie, komunizm uratuje jednak tradycyjne wartości. Mniej znany a spektakularny jest przykład "Czasu nieutraconego" Stanisława Lema. Bohater tego cyklu, lekarz, który w pierwszej powieści trylogii ("Szpital przemienienia") tak okrutnie zawiódł się na swojej wierze w humanizm - w części trzeciej ("Powrót") pozbywa się inteligenckiego sceptycyzmu pod wpływem socrealistycznych pocieszeń.
W latach sześćdziesiątych wyrażano na odmianę wiarę w immunologiczne walory starego, ludowego światopoglądu. Bohaterowi "A jak królem, a jak katem będziesz..." Tadeusza Nowaka starodawny, magiczny rytuał oczyszczenia wydał się lekarstwem wystarczającym na "zarażenie śmiercią". A później? Później zaczęto zapominać...
Ostatecznie wydaje się, że wnioski, które dwadzieścia lat temu - sięgając do tradycji bezkompromisowego pesymizmu Tadeusza Borowskiego - sugerował w "Malowanym ptaku" Kosiński, mogły były być dla naszego czytelnika pouczające, gdyby tylko książkę w kraju od razu przetłumaczono i wydano. Co więcej, są cenne i dla dzisiejszego odbiorcy.

Na koniec ustosunkować się trzeba do jeszcze jednej kwestii, związanej z powieścią Kosińskiego.
Otóż zamieszkujący świat powieściowy chłopi, pod wpływem wieści dobiegających z obozów zagłady zaczynają następująco rozmyślać:
Kara Pańska nareszcie dosięgła Żydów . Zasłużyli na nią dawno temu, kiedy ukrzyżowali Chrystusa. Bóg nic nie zapomina. Dotąd nie karał Żydów za ich grzechy, ale im nie wybaczył. Teraz Pan Wszechmogący, posługując się Niemcami jako Swoim narzędziem, wyrównywał rachunki. [...] Zostawali sprawiedliwie pokarani za grzechy przodków, za odrzucenie jedynej Prawdziwej Wiary, za bezlitosne mordowanie chrześcijańskich niemowląt i picie ich krwi . ***4/.
Nie dość na tym. Wyciągają z przemyśleń praktyczne wnioski i zaczynają postępować zgodnie z narzucającą się logiką.
Otóż jestem zdania, że w tym momencie przestają do nas przemawiać wszelkie wydrukowane na okładce enuncjacje wydawcy na temat niedopuszczalności realistycznego odczytywania utworu. To samo dotyczy uwag samego autora o ponadnarodowości bohaterów. Motyw współwiny w zagładzie Żydów niechętnego im i obojętnego otoczenia zbyt boleśnie przypomina o tej wstydliwej "białej plamie" naszych dwudziestowiecznych dziejów. "Plamie" będącej tylko naszą "zasługą" i tylko od nas domagającej się wyjaśnienia. W jej przypadku nie trzeba czekać na otwarcie zagranicznych archiwów.
Literatura polska usiłowała już co prawda dokonać rewizji ustalonego od dawna a wygodnego stereotypu "Polaków masowo ratujących Żydów". W 1965 roku wyszła nawet powieść Henryka Grynberga "Żydowska wojna", ukazująca, jakie zdanie na ten temat mają główni zainteresowani. Niestety! W atmosferze antysemickiej histerii 1968 roku pisarz opuścił Polskę (dopiero niedawno wyszła jedna z jego najnowszych książek). Musiał nadejść rok osiemdziesiąty, a później "odwilż" w naszych stosunkach z Izraelem, by znów wątek podjęto. Oceniana z tego punktu widzenia edycja "Malowanego ptaka" w Polsce, niewątpliwie jest krokiem na drodze wiodącej do poznania przez nas prawdy ***5/.

maj 1989

PRZYPISY

1. Jerzy Kosiński: "Malowany ptak", Warszawa 1989, Czytelnik.
2. Cyt. "Res Publica" 1988 nr 10, s. 44.
3. Cyt.: J. Kosiński: "Malowany ptak", Warszawa 1989, s. 225.
4. Cyt.: J. Kosiński: "Malowany ptak", Warszawa 1989, s. 95.
5. Możliwość odpowiedniego zinterpretowania powieści przez niefachowego czytelnika jest jednak niewielka. Za mało wie o jej twórcy. Wydawca przy tym nie zadbał o poważne, merytoryczne posłowie poświęcone Kosińskiemu. Zwłaszcza brak komentarza przy "Uwagach autora" uważam za poważne profesjonalne przeoczenie.



Uwaga! Powyższy tekst został wydrukowany jako podrozdział artykułu: Wojciech Kajtoch: "Z mojego archiwum (Kosiński, Parnicki i... socrealizm)" w: Proza, proza, proza... (opowiadania, fragmenty, eseje, notatki), tom 3 , wybór, wstęp i redakcja Wojciech Kajtoch, Kraków 1997, Związek Literatów Polskich - Oddział w Krakowie, ss. 516, tu: s. 304-332, (było to połączenie 2 szkiców krytycznoliterackich - tj. "Zarażenie śmiercią" po amerykańsku i Pożegnanie z Parnickim oraz popularnonaukowego: Socrealizm jako sposób myślenia o literaturze ); "Zarażenie śmiercią" po amerykańsku drukowano na stronach 306-312.