Wojciech Kajtoch Homepage





Wstęp

Introduction to Solaris

Historia Literatury Polskiej

   Z Mojego Archiwum II
   Lagry i Łagry
   Władysława...
   Obok ,,bruLionu''    Kiedy dwóch...
   Wstęp do ,,Solaris''


Historia Literatur Obcych

Językoznawstwo Prasoznawcze

O Poezji

Życiorys

Spis Publikacji
Wojciech Kajtoch

"Lagry i łagry" (Tadeusz Borowski, Gustaw Herling-Grudziński, Aleksander Sołżenicyn)
(esej***1)


Proza obozowa niesie istotne znaczenia. Rzecz w tym, iż dla całej (a na pewno całej polskiej) literatury dwudziestego wieku swoistym leitmotivem jest problem upadku tradycyjnych wartości europejskiej kultury. Wokół niego przecież (jak również wokół trosk estetycznych i prób kreacji wartości nowych) koncentruje się literatura dwudziestolecia międzywojennego (Witkacy. Schulz, Gombrowicz, Czechowicz, Miłosz itd.), wokół niego krążą również utwory literatury powojennej (np. Różewicz, Herbert). Zatroskanie o wartości łączy więc te dwie epoki literackie. A że nie ma dzieł bardziej dogłębnie drążących problematykę zniszczenia wartości niż dzieła obozowe - można śmiało uznać, iż proza Borowskiego, Herlinga-Grudzińskiego i Sołżenicyna jest skoncentrowanym wyrazem niepokojów egzystencjalno-filozoficznych charakterystycznych dla myśli i literatury europejskiej od przełomu XIX i XX wieku począwszy na latach trzydziestych skończywszy, oraz że zapowiada powojenny "ciąg dalszy" tychże niepokojów. Z drugiej zaś strony jest proza obozowa zjawiskiem dość specyficznym, i - jako właśnie taka - rozdziela przedwojenną i powojenną epokę, które - będąc tak podobnymi - jednak różniły się.
W ramach rozważań omówię: "Dzień na Harmenzach", "Proszę państwa do gazu", (częściowo "U nas, w Auschwitzu...") Borowskiego, "Inny świat" Herlinga-Grudzińskiego, "Jeden dzień Iwana Denisowicza" Sołżenicyna. Konfrontowanie i porównywanie tych właśnie tytułów i autorów usprawiedliwiają: przynależność pisarzy do jednej generacji (urodzeni: l922, l9l9, l9l8), podobieństwo doświadczeń (więźniowie obozów w latach: 1943-45, 1940-42, 1945-53). Celem głównym moich rozważań będzie wykrycie tego, co w problematyce obozowej uniwersalne, co dotyka ciemnych doświadczeń kultury europejskiej, obnaża istotne niebezpieczeństwa filozoficzne i życiowe. Ponadto pisarstwo wyżej wymienionych autorów prezentuje różne metody rozwiązania artystycznego zagadnienia: w jaki sposób przekonywująco i taktownie scharakteryzować coś tak strasznego, że trudno w to uwierzyć.

*

Totalitaryzm oznacza dążenie do totalnej, zarazem rzeczywiście absolutnej i niczym nie ograniczonej władzy nie tylko nad ludźmi i rzeczami, lecz zwyczajnie nad całą rzeczywistością. Jego głównym elementem jest więc niczym nie pohamowane myślenie w kategoriach życzeń. Podstawowa treść każdej totalitarnej nauki powiada, że rzeczywistość jest do przezwyciężenia wolą i czynem, oraz przez "światopogląd", który jest dopasowany do wyższej prawdy partyjnej. ***2 Aby osiągnąć swe cele musi:
- zniszczyć konkurencję, tj. inne ideologie oraz regulatory życia społecznego (prawo pisane i niepisane);
- upowszechnić własną, uzasadniającą słuszność swych dążeń doktrynę, z którą zresztą też się nie liczy;
- wskazać przyczyny ewentualnych niepowodzeń, tj. "wrogów" (np. Żydzi, kułacy);
- maksymalnie ograniczyć samodzielność (myślową, gospodarczą i in.), nawet prywatność obywateli poprzez uorganizowanie społeczeństwa oraz urzeczowienie jednostek.
Skutkiem, poligonem i warunkiem istnienia totalitaryzmu są kacety, natomiast jego korzenie myślowe to: utopie obiecujące uzyskanie szczęścia społecznego drogą szczegółowej reglamentacji trybu życia ***3; koncepcje dowodzące możliwości dowolnego kształtowania osobowości; doktryny (np. pragmatyzm) podważające tradycyjne systemy etyczne lub wykazujące czysto przyrodniczy, będący poza moralnością charakter rozwoju ludzkości (socjologia ewolucjonistyczna, darwinizm społeczny, koncepcje rasowe); myśl przełomu antypozytywistycznego; neoheglizm przełomu XIX i XX w. - podług którego rzeczywistością społeczną można kierować myślą (np. mitami), bo ma duchowy charakter.

Pierwszym etapem naszej analizy będzie rozpoznanie charakterystycznych cech "koncentracyjnej rzeczywistości" i cech obozów jako instytucji ukazanej w światach przedstawionych interesujących nas utworów.
Najkrótsza definicja instytucji obozu koncentracyjnego brzmi: pozbawienie wolności wedle swobodnego uznania nie kontrolowanych przez nikogo władz policyjnych ***4 (i wymaga odróżnienia go od "obozu karnego", gdzie więzi się z wyroku sądu i na czas określony, oraz od "obozu zagłady", gdzie zabija się i głównie zabija ludzi spędzonych tam na zasadzie ilościowej: tylu a tylu - nie zaś ci a ci ***5). Pełni obóz dwie funkcje: sieje terror wśród przeciwników władzy i ułatwia wykorzystywanie pracy niewolniczej. Przy czym hierarchia ważności i sposoby pełnienia tych funkcji - zmieniały się. Cytowany znawca problematyki, Andrzej Józef Kamiński wyróżnia następujące formy kacetów:
1. Obóz kolonialny, organizowany dla ludności cywilnej z terenu walk, zwłaszcza rodzin przeciwnika. Np. hiszpańskie obozy z czasów powstania na Kubie (1896 r., ok. 400000 więźniów), amerykańskie - założone w 1900 r. w ramach walki z filipińską partyzantką, angielskie (1900 r. - wojna burska, 20000 zmarłych na 160000 uwięzionych). Rosyjski odpowiednik to obozy Michaiła Tuchaczewskiego, gdzie gromadzono rodziny uczestników chłopskiego powstania antybolszewickiego w guberni tambowskiej, w 1921 r.
2. Obóz terroru politycznego eliminujący lub "reedukujący" prawdziwych czy domniemanych przeciwników politycznych; występuje w dwu fazach:
a) zdecentralizowanej - kiedy jest organizowany z inicjatywy władz lokalnych (obozy SA z lat 1933-34, radzieckie - 1918-22, prawdopodobnie niedawno istniejące obozy w Bośni),
b) scentralizowanej - podporządkowany politycznemu centrum (Bereza Kartuska, obozy SS do 1942 ***6, łagry do ok. 1930 r., gdy wprowadzono system uzależniający wyżywienie więźnia od wykonanej normy).
3. Obóz pracy niewolniczej (bezpłatnej, przymusowej, bez zachowania praw pracowniczych); warunki życia w nim polepszały się stopniowo, gdyż chciano podnieść wydajność pracy.
Zwróćmy uwagę na sytuację więźnia, z reguły podlegającego następującym koniecznościom:
A. Po uprzednim uwięzieniu kierowany jest do obozu bez sądu.
B. Osadza się go na czas nieokreślony.
C. Traktuje się go nie jako jednostkę, lecz jako przedmiot, z którym można zrobić wszystko, nie ma bowiem żadnych praw, z prawem do życia włącznie. (Np. w obozach terroru śmierć więźnia jest "wychowawcom" w najlepszym wypadku obojętna. W obozach pracy charakterystyczne jest traktowanie ludzi jak bydła roboczego, "królików doświadczalnych" itd.)
Punkt "C" rozwinął Andrzej Werner ***7. Urzeczowienie służy władztwu urzeczawiającego, gdyż nie jednostki lecz przedmioty martwe są doskonale posłuszne. Urzeczowieniem doskonałym jest więc zabójstwo. Istnieją jednak i formy łagodniejsze. By jak najsprawniej rządzić, w obozowych społecznościach po pierwsze zwalczano to, co sprawia, że człowiek uważa się za osobę, po drugie zaś intensyfikowano to, co w ludziach najmniej osobiste, a najbardziej biologiczne, zwierzęce. Czyniono tak poprzez:
1. Odbieranie poczucia godności i traktowanie czysto pragmatyczne - jako przedmiotu, narzędzia, zwierzęcia.
2. Nieuznawanie życia ludzkiego za wartość - manifestowane codziennym, masowym, anonimowym, a choćby tylko łatwym zadawaniem śmierci.
3. Osłabianie działania systemu norm moralnych (aranżowanie sytuacji, gdzie brak możliwości jednoznacznej oceny postępowania).
4. Niszczenie prawa, jako czegoś chroniącego jednostkę (nie przestrzega się i systemów szerzej obowiązujących i regulaminów obozowych).
5. Ograniczanie sfer życia, gdzie manifestuje się wola jednostki poprzez: a) przestrzeganie podziału na to, co osobiste i na to, co urzędowe; b) likwidację lub ograniczanie tzw. "czasu wolnego"; c) ograniczanie aktywności ekonomicznej; d) likwidację życia rodzinnego, normalnego życia seksualnego, swobód religijnych itd.; d) bezwzględne zwalczanie organizowania się więźniów między sobą (przy ewentualnym tolerowaniu organizowania się "więźniów przeciw więżniom").
6. Zmniejszanie możliwości zaspokojenia potrzeb fizjologicznych. Więzień poddany ciśnieniu głodu, potrzeb seksualnych, instynktu samozachowawczego poświęcał pozostawione mu resztki swobody na próby zaspokojenia zwierzęcych, biologicznych potrzeb ciała. ***8.
Zważmy na podobieństwo reguł życia obozowego i ambicji totalitarnych. Obóz jest jakby prawie doskonałym modelem społeczeństwa totalitarnego; państwo totalitarne - do pewnego stopnia obozem.
Czy w interesujących nas utworach ukazane są obozy koncentracyjne, czy obozy zagłady? Z jakim typem kacetów mamy do czynienia? Na ile jest typowa sytuacja więźniów ukazanych obozów?
Odpowiadając na pierwsze z pytań musimy zauważyć, że w opowiadaniach Borowskiego oba typy instytucji zajmują jedną przestrzeń. KC "Ausschwitz-Birkenau" jest dla aryjczyków i niearyjczyków, którzy pomyślnie przeszli selekcję - obozem koncentracyjnym; natomiast dla pozostałych ludzi z transportów - to obóz zagłady. Łagier z "Jednego dnia..." cech obozu zagłady nie ma, natomiast Herling-Grudziński się ich doszukuje mówiąc o obozach na Kołymie oraz selekcji na słabosiłkę i aktirowkę w Trupiarni swojego obozu [I-113, I-275] ***9 - odpowiedniku selekcji "do gazu". Czy ma rację - można dyskutować. Śmiertelność na Kołymie była olbrzymia, ale niektórzy przeżywali i nie wiem, czy można mówić o analogicznym do duszenia gazem "zabijaniu klimatem" (z komór gazowych nie uratował się nikt). Zupełnie inny był w łagrach i lagrach stosunek do dzieci i ciężarnych kobiet [I-178, P-224]. Niemniej jednak zaliczenie do aktirowki było wyrokiem śmierci. Problemu, czy można włączyć niektóre rodzaje stalinowskich łagrów do kategorii obozów zagłady nie da się rozwiązać w oparciu o omawiane tu teksty ***10.
We wszystkich interesujących nas przypadkach mamy raczej do czynienia z obozami pracy niewolniczej, gdzie utrzymują się tradycje obozów terroru. U Borowskiego - "polepszyło się" w lagrze od niedawna [P-214, U-80], więźniowie wynajmowani są przedsiębiorstwom [U-111], prymitywnie - ale już działa system różnicowania posiłków w zależności od wydajności pracy (dolewka [D-199]), zaznacza się dbałość o siłę roboczą: zaniechano selekcji aryjczyków "do gazu", urządzono kursy flegerskie, wprowadzono zachęty (premia pieniężna, sklepik itd.) [U-93]. Ale nowości przyjmują się opornie: wciąż "marnotrawi się" niewolników w komorach, życie można stracić z wielu mało istotnych przyczyn - ideologia góruje nad ekonomiką.
Obóz z "Innego świata" rozwinął już system wymuszania pracy normami żywieniowymi (trzy kotły, brygada [I-54/56]), a z drugiej strony - dba o siłę roboczą: leczy się chorych, wyróżnia wykwalifikowanego pracownika. Funkcje "reedukacyjne" traktuje się już czysto formalnie [I-205], ale ciągle poważnie - funkcję terroru. Najmniejsza oznaka politycznego oporu czy niezadowolenia oznacza śmierć [I-239]. Natomiast łagier Szuchowa to obóz pracy w pełnym rozkwicie: Brak indoktrynizacji - nawet polityczne donosy utraciły wagę [J-96], więźniowie samodzielnie wykonują skomplikowane prace, bicie zredukowano do kary za istotne przewinienia, a przedtem bywało inaczej [J-22]. Że jednak o niewolniczą pracę tu chodzi świadczą: szalone marnotrawstwo materiałów, niszczenie narzędzi pracy, mała wydajność - spowodowane brakiem zainteresowania więźniów czymkolwiek poza jedzeniem [J- 52].
Odpowiedź na trzecie z pytań jest jasna: w przypadku bohatera Borowskiego - o sądzie i wyroku nie napomknięto; znaczący jest też przypadek kryminalisty Kurta (trafił do obozu po odsiedzeniu wyroku i "do końca wojny" [U-102]). Natomiast bohaterowie powieści łagrowych niby to zostali prawnie skazani. Uwzględnijmy jednak dziwaczny tryb sądzenia (bez procesu, obrony, apelacji), śledztwo, które nie wyjaśnia prawdy lecz "przyszywa sprawę" [J-43,I-104], brak związku między czynem a wymiarem kary [J-42], między wyrokiem a rzeczywistym czasem uwięzienia [J-43], no i dziwaczne uzasadnienia wyroków [I-209, I-140]. Uwięzienie okaże się bezterminowe i bezprawne. Po prostu Rosjanie samowolę maskowali pozorami praworządności.
Zauważmy ponadto, że w prezentowanych i analizowanych przez naszych autorów kacetach istnieją typowe formy urzeczawiania. Formy te w lagrach i łagrach powtórzą się: i tu, i tu więźniowie ściągają czapki przed strażnikami, i tu, i tu są głodni, pozbawieni normalnego kontaktu z kobietami, jednakowo ubrani, bez prawa do pogrzebu, zmuszeni obejść się bez tego, co osobiste itd. Nie powtórzą się jedynie drastyczne sposoby zabijania, a następnie wykorzystywania ciał spotykane w świecie opowiadań Borowskiego - ale ich obecność wynika z faktu, że Oświęcim był także obozem zagłady.
*

Istnieję jednak ważna różnica między interesującymi nas utworami: ich autorzy inaczej obóz interpretują, a pisząc - stawiają sobie inne cele.
Moja teza brzmi: Borowski analizuje kacet socjologicznie, Grudziński - moralistycznie, a Sołżenicyn pisze utwór interwencyjny.
Dowód zacznijmy od omówienia "Dnia na Harmenzach". Potraktujemy to opowiadanie jako fabularyzowany esej o obozowym prawie i moralności.
Prawo oficjalne ma tu to do siebie, że obowiązuje niektórych: post szuka wybiegu, by zabić - unterscharfuhrer nie musi [D-204,206], kapo nie przed każdym esesmanem ściąga czapkę, zwykły więzień - tak [D-l97,206].
Ciekawiej wygląda los uniwersalnych norm moralnych oraz tworzenie się specyficznej moralności obozowej, której bohater się uczy. W obozie uniwersalne normy "zmieniają wektor"; tu podporządkowanie się im nie oznacza wyboru dobra, a brak podporządkowania - zła. Np. posłuszeństwo nakazowi: "dobrze pracuj" może pociągnąć za sobą karę [D-197], jest kolaboracją, a niekiedy - samobójstwem. Słuszna zasada: "karz złodzieja" prowadzi Beckera do powieszenia syna, a Tadeusza - do zabójstwa dokonanego rękami Niemców. Jaskrawych przykładów dowodzących, że przestrzeganie w obozie uniwersalnej moralności jest pustym gestem a czasem i zbrodnią dostarcza opowiadanie "Proszę państwa do gazu" (dziewczyna wybierająca śmierć, „karanie” wyrodnej matki) ***11.
Niejasne są też kontury obozowej moralności. Z początku się wydaje, że potępia ona bicie; później jednak się okaże, iż Iwan, który dostaje od współwięźniów jedzenie - bije. W rezultacie jedynym konsekwentnym, który uczy Tadeusza moralności jest kapo, który przestrzega swoistych zasad przy wydawaniu posiłku oraz nakazu: "nie wolno być bezinteresownym". Kapo jednak nie ma autorytetu, utrzymuje porządek tylko strachem, co wskazuje, że inni jego zasad nie wyznają.
Na koniec występuje tu Becker - mułzumanin, którego postępowanie jest poza każdą moralnością: myśli wyłącznie o jedzeniu, nie zna wdzięczności (dostał jeść a okradł) ani wstydu (okradł i znów prosi o jedzenie), a swą dawną funkcję obozowego kata, za którą wszyscy go nienawidzą i nim pogardzają, uważa za usprawiedliwienie najgorszej zbrodni.
Ostatecznie okazuje się, że w świecie "Dnia na Harmenzach" żadna moralność i żadne prawo - tak naprawdę - nie działają, a co za tym idzie: nie ma ludzi dobrych i złych. Bohater lituje się nad Beckerem, lecz nie nad Iwanem. Iwan jest złodziejem i bohaterem. Mamy tu zatem precyzyjnie ukazaną erozję moralności i prawa - ważny aspekt urzeczowienia.
Socjologiczne zacięcie Borowskiego uwidacznia też "Proszę państwa do gazu", gdzie Tadek na własnej skórze poznaje drugi po „moralności wyłączonej” ***12 przejaw XX-wiecznej patologii instytucji społecznych: manipulację, tj. taki sposób kierowania ludźmi, który świadomie wykorzystuje naturalne a nawet moralnie słuszne reakcje bezpośrednich wykonawców dla osiągnięcia dowolnie przez manipulatora dobranego celu. Cel ten może być nie tylko naganny, jest nieznany wykonawcy. Teorię tę explicite objaśnia Tadeuszowi Marsylczyk, odpowiadając mu na pytanie:
- Słuchaj Henri, czy my jesteśmy ludzie dobrzy?
- Czemu się głupio pytasz?
- Widzisz, przyjacielu, wzbiera we mnie zupełnie niezrozumiała złość na tych ludzi, że przez nich muszę tu być. Nie współczuję im wcale, że idą do gazu.[...] Rzuciłbym się na nich z pięściami. Przecież to jest patologiczne chyba, nie mogę zrozumieć.
- Och, wprost przeciwnie, to normalne, przewidziane, obliczone. Męczy cię rampa, buntujesz się, a złość najłatwiej wyładować na słabszym. Pożądane jest nawet, abyś ją wyładował.
[P-225].

Wyznaczenie cech perspektywy obserwacyjnej Herlinga- Grudzińskiego i wykrycie wniosków o istocie obozu (i nie tylko obozu), do których przyjęcia zachęca się czytelnika "Innego świata" będzie wymagać dłuższego wywodu.
O postawie moralisty świadczą już niektóre krytycznoliterackie uwagi autora "Wieży". Nie lubi on Borowskiego "za nihilizm" ***13 i irytuje go Szuchow pogodzony - twierdzi Grudziński - z niewolą ***14. Ważny jest fragment wypowiedzi tego pisarza o twórczości Warłama Szałamowa: obóz był wielką próbą sił moralnych człowieka, zwykłej ludzkiej moralności i 99% ludzi próby tej nie wytrzymało ***15. "Ale jeden - wytrzymał" - chciałoby się dopowiedzieć. Potwierdza moralistyczne preferencje fakt wzorowania się przy pisaniu "Innego świata" na "Dzienniku roku zarazy" Daniela Defoe ***16. Nauka, którą Grudziński prawdopodobnie zaczerpnął z tego utworu polegała nie tylko na tym, że pewne rozdziały „czarnej historii” ludzkości - kataklizmy, zarazy, eksterminacje, barbarzyńskie podboje, ludobójstwa - są odtwarzalne wyłącznie piórem bezosobistego do maksimum kronikarza ***17 - jak się zwykle cytuje. Narrator Defoe ma zredukowaną do minimum biografię, ale wyrazisty kontur ideologiczny (równocześnie purytański i oświeceniowy), więc subiektywnie i bezwzględnie ocenia, dzieli ludzkie zachowania w obliczu śmierci na godne i niegodne, mimo że jego styl opisywania w istocie jest beznamiętny, dociekliwie naukowy (z przytaczaniem dokumentów i statystyk włącznie).
Mówiąc krótko: Borowski bada i wczuwa się - Grudziński bada i ocenia. Ukażę to na przykładzie dokonanych przez obu pisarzy interpretacji obozowych romansów. Narrator "U nas, w Auschwitzu..." (jest nim nie "zlagrowany" Tadek, lecz postać biograficznie i światopoglądowo bliska autorowi) nie wydaje się akceptować sytuacji, w której Julii jest dziesięć a Romeów tysiąc [U-83], osobiście jest swej narzeczonej wierny, a nawet uważa korzystanie z puffu za godne tylko kryminalistów. Lecz w dłuższym wywodzie stara się "Romeów" (i przyczyny sytuacji) zrozumieć. Natomiast bohater "Innego świata" historię romansu Kowala i Marusi opatruje jedynie wymowną pointą:
Po trzech dniach Marusia odeszła od nas na własną prośbę z etapem więźniów do Ostrownoje, a wśród ośmiu "urków" w brygadzie zapanowało na powrót braterstwo broni, nie zakłócone już do końca mojego pobytu w obozie żadnym szczątkowym uczuciem ludzkim. [I- 48/49].
A przecież, gdyby Grudziński zechciał, mógłby doszukać się w tej historii nawet konfliktu tragicznego! Urce nie przyszło łatwo oddanie ukochanej bratcom. Grudziński jednak praw świata urków za rację konfliktu nie uznał, sytuację ocenił jako zwycięstwo zła i tylko zła. Owszem, jest świadom istnienia szczególnej moralności obozowej [I-176], ale go ona nie interesuje. Według niego, także w obozie - istnieją wyłącznie wybory moralne mierzone tą, co i na wolności - miarą. Tylko tych złych jest wyjątkowo dużo.
Na czym w łagrze polega bycie dobrym lub złym? Wedle jakich kryteriów i z jakich założeń wychodząc dzieli się na sprawiedliwych i niesprawiedliwych mieszkańców Innego Świata? Poszukajmy odpowiedzi dwojako: szukając cech charakterystycznych postaci lubianych i nielubianych przez autora oraz analizując typowe sytuacje i określenia, używając których Grudziński ujawnia swe oceny. Zacznę od spraw - zdawałoby się - marginalnych.
Sprawiedliwych i niesprawiedliwych rozpoznajemy już po wyglądzie zewnętrznym. Oto "męczennik za wiarę fałszywą" - Gorcew: ograniczona i tępa twarz fanatyka o przebiegłych oczach szui [I-67]; jeden z urków to goryl o płaskiej, mongolskiej twarzy [I-30]; Kowal jest ospowaty. Kontrastują z nimi ludzie o: gładko wygolonej, inteligentnej twarzy [I- 25], odruchowej wyniosłości gestów i dobrym ubraniu europejskim [I-84]. Natomiast w twarzy "męczennika za wiarę prawdziwą" - inżyniera Kostylewa czaiło się coś, co nadawało jej niezapomniany wyraz inteligencji połączonej z jakimś szalonym, zaciętym uporem [I-110]. Narrator Grudzińskiego odruchowo sympatyzuje z tym, co inteligentne, europejskie, świadczy o głębi przeżyć.
Mniej pewnym ale doniosłym sygnałem dobra i zła są dobre maniery. Uprzejmość, grzeczność, czystość są rzadkie w życiu obozowym, ich azyl to szpital, teatr [I-40,143,207]. Niemniej te objawy europejskości mogą maskować zło. Sztuczna uprzejmość Trupiarni [I-279,281] pokrywa egoizm skazanych na śmierć; ludzka rozmowa, uprzejme zwroty grzecznościowe [I-238] baraku technicznego kryją donosicielstwo; intymność i dyskrecja [I-148] romansu Jegorowa z Jewgienią Fiodorowną nie zmieniają faktu, że to obozowa prostytucja leży u jego genezy; dobre wychowanie nie uratowało "Polki z Mołodeczna" w godzinie próby [I-179]. Ale nie zmyli sposób przyjmowania pokarmu: ***18
- Jadł głośno i łapczywie - mlaskając, żłopiąc i siorbiąc gorącą ciecz, miażdżąc błyskawicznie żuchwami chleb [...] po chwili usłyszałem jeszcze charakterystyczne cmokanie języka wylizującego talerz [...] i zwierzęcy pomruk zadowolenia [I-267];
- Pił chciwie gorącą ciecz wśród odgłosów charczenia i prawie rzężenia [I-78];
- to, co dostawał, zjadał w spokoju i z godnością [I-285].
Dwa ostatnie fragmenty mówią o ludziach śmiertelnie głodnych. Pierwszy z nich, tzw. zabójca Stalina poddał się. Drugi - katolik i Polak M. - nie. Początkowy opis obrazuje zwierzęce zachowanie człowieka sytego, który skapitulował na płaszczyźnie moralnej, współpracuje z władzami obozu, jest sługą "systemu". Zauważmy: skutki głodu i posłuszeństwa władzom (a zatem i systemowi społecznemu przez nie zaprowadzanemu) są identyczne. I w tym i w drugim wypadku człowiek przypomina zwierzę. Prawidłowość działa i na odwrót: ci, co nie poddają się głodowi również przeciw władcom buntują się do końca, jak właśnie M., który nie uważa ich za ludzi [I-285].
Sądzę, że właściwym kryterium, według którego czytający zgodnie z zamiarami twórcy czytelnik ma podzielić bohaterów powieści na dobrych i złych jest poddanie się (lub nie) danego człowieka trzem siłom, a mianowicie: pragnieniom zagrożonej, zwierzęcej części swej natury, obozowej edukacji, wychowawczym działaniom radzieckiego ustroju.
Aby twierdzenie udowodnić i skonstatować, na jakiej filozofii opiera się system wartości autora "Innego świata" zanalizuję teraz mechanizm, cele i skutki zastosowania wymienionych trzech środków nacisku.
GŁÓD - jak wiadomo prowadzi do śmierci. Śmierć jednak - wedle narratora - to nie tylko fakt jednorazowy i biologiczny. Ma różne stadia, w tym odłączanie się własnej osobowości [I- 268]. Możliwy jest więc stan "śmierci za życia", gdy odłączenie nastąpiło, a biologiczna maszyneria jeszcze działa. W tym momencie głód włada najpełniej, człowiek traci godność ludzką [I-77], bierze w nim górę zwierzę (np. jak u pięknej Polki), na koniec staje się rozklekotanym mechanizmem - rzeczą [I-181/2]. Czy obłędowi głodowemu można się oprzeć? Bolszewikowi Sadowskiemu się to nie udało, ale Profesorowi N. tak, skoro do końca pamiętał o Knucie Hamsunie - pozostał profesorem. Częściej jednak głodny osobowość traci, niekiedy - przed ostatecznym końcem - nabiera innej: zabójca Stalina przed śmiercią uwierzył w swą nieistniejącą winę.
OBÓZ - wpierw zmusza, by zapomnieć o wolnym życiu, przywyknąć [I-132], odbiera zatem (jak i głód) starą osobowość. Co na to miejsce wszczepia - pokazują jego najwierniejsi pensjonariusze:
- całkowicie pozbawieni uczuć ludzkich urkowie i bezprizorni myślący o wolności z takim samym obrzydzeniem i lękiem jak my o obozie [I-24];
- nienawidzący wszystkiego i wszystkich donosiciele;
- tzw. więźniowie rozkonwojowani (np. wierzący w swą winę aktor Michaił Stiepanowicz);
- ci, których ogarnęło fatalistyczne przekonanie, że "taki już ich los", że z obozu i od obozu nie ma ucieczki (marynarz Wsiewołod, Rusto Karinen);
- rozumiejący konieczność swego uwięzienia bolszewicy (Sadowski).
Zważmy zatem, że skutki działania obozu są takie same jak skutki głodu - tylko trwa to dłużej. Urkom i donosicielom odebrano osobowość nie dając nic w zamian, a innym kazano (jak głód kazał zabójcy Stalina) uwierzyć w swe winy. Znów nastąpiła śmierć za życia. Rychło nastąpi ta prawdziwa. Ludzie, traktowani przez system trzech kotłów i brygad jak rzeczy, szybko zmienią się w trupy - rzeczy sensu stricto.
SYSTEM - wiemy o nim, że opiera się na filozofii zakładającej całkowitą plastyczność ludzkiej duszy [I-175], ma wyraźne ambicje pedagogiczne (poddanym bez przerwy urządza politgramotę [I- 16,304]), zbudował obozy, gdzie świadomie łamie ludzi głodem [I-182]. Ale szczegółowo powieść zajmuje się tylko tzw. Wielką Przemianą, w czasie której władze, rękami swych wytrawnych funkcjonariuszy, śledczych - wospitatieli zmuszają jednostkę, by przestała wierzyć w co wierzyła, czuć co czuła, myśleć jak myślała; by stało się tak, że luki między skojarzeniami wypełnią inne wiązania, myśli i uczucia dopasowane zostaną do innych łożysk, pasy transmisyjne zaczną przekazywać nie przeszłość teraźniejszości, ale teraźniejszość przeszłości, instynkt i wola zmienią kierunek działania. [I-92/93].
Więc znów człowiek uwierzy w swą winę, zostanie mu odebrana stara osobowość, poniekąd - umrze. Sędzia śledczy robi to samo z Kostylewem, co z Michaiłem Stiepanowiczem - obóz, zabójcą Stalina - głód, a z Sadowskim - marksizm.
Pierwszym punktem dojścia w naszym rozumowaniu jest więc stwierdzenie: w wytropionym przez nas z gąszczu skojarzeń, podobieństw i analogii, obecnym w "Innym świecie" systemie poglądów Grudzińskiego (tj. nadrzędnej świadomości utworu!) głód, obóz, władza radziecka i ideologia marksistowska są czterema aspektami tej samej siły. Na razie można powiedzieć o niej, że odbiera duszę (osobowość) i oddaje śmierci, oraz - że nie wszyscy się jej poddają.
Aby tę siłę bliżej określić niezbędne jest dokładne przyjrzenie się wartościom, które zwalcza, więc które można jej przeciwstawić; przy czym najpierw ograniczymy się do aspektu obozowego i później sprawdzimy słuszność naszych ustaleń na szerszym polu. Z czym walczy obóz?
Przede wszystkim z niepragmatycznym podejściem do człowieka wyrażającym się w miłosierdziu, życzliwości i pomocy innym. Obecność tych postaw toleruje się tylko w szpitalu - jedynym miejscu, w którym można było przyjść z pomocą cierpieniu [I-136]. To, że można żyć bez miłości i współczucia jest zasadniczą prawdą obozu, ukoronowaniem wychowania rozpoczętego w śledztwie [I-94/95, 108]. Że wpaja ją skutecznie, świadczy stosunek do kurzych ślepców [I-42] i czysty pragmatyzm w ocenie mieszkańców Trupiarni: darmo jedzą chleb i dla nich byłoby lepiej, gdyby im skrócono cierpienia [I-276].
Po drugie - walczy z aktywnością i samodzielnością. Zwycięża, gdy zaczyna działać samobójcze prawo bezruchu psychicznego, które głosi, że na samym dnie nędzy ludzkiej zdarzają się chwile, kiedy każda możliwość zmiany - choćby to nawet miała być zmiana na lepsze - wydaje się czymś ryzykownym i niebezpiecznym [I-256]. Zwalcza każdy odruch dążenia do wolności - począwszy od tak codziennych, jak samodzielność w ułożeniu wolnego od pracy czasu [I-154], poprzez namiastkę swobody - samotność [I-139,59], aż po odruchy buntu. I całkiem niewinne - jak płacz [I-122], i te zdecydowane. Przy czym niesłychanie rzadki bunt prawdziwy niekiedy udaje się, jak dowodzą historie: B. i samego narratora. Niszczy też łagier solidarność [I-56,135], godność, a w końcu nadzieję. W tym wypadku głównym narzędziem jest nagminne przedłużanie wyroków, pozbawiające sensu oczekiwanie na koniec kary, oczekiwanie dla więźnia istotne. W więzieniu człowiek musi przynajmniej na coś czekać [I-127,167] - jest wszak powiedziane. Najdrastyczniejszą formą walki z nadzieją była anonimowość pogrzebów, odbieranie jedynego przywileju, jaki jest dany każdej śmierci - jawności i jedynego pragnienia, jakie podświadomie odczuwa każdy człowiek - przetrwania w pamięci innych [I-199], pragnienia - dodajmy - jakiejś formy nieśmiertelności. A czym można przeciwstawić się obozowi? Pouczają o tym postacie wielkich buntowników Innego Świata, którzy niekoniecznie przeżyli, ale zmartwychwstali, uratowali wolność wewnętrzną:
Jewgienia Fiodorowna stała się wolna poprzez prawdziwą miłość. Dla więźnia porzuciła człowieka wolnego, gwaranta jej obozowych przywilejów. Był to powrót do niezależności uczuciowej tak gwałtowny, że stawiał na kartę samo życie [I-150], a jednocześnie rzecz niesłychana w obozie, który - poza Domem swidanii [I-129] - tolerował tylko seks i prostytucję.
Inżyniera Kostylewa i Natalię Lwownę ocaliły trzy rzeczy: - Oboje przesiąknięci byli kulturą europejską. Kostylew - jako oczytany w literaturze francuskiej, Natalia Lwowna - z racji miejsca urodzenia [I-209/210]. Dzięki temu mieli szansę prawidłowo rozpoznać wolność i niewolę, przy czym momentem przełomu były: dla inżyniera - powtórna lektura jednej z książek, dla bohaterki - przeczytanie "Zapisków z martwego domu" Fiodora Dostojewskiego ***19. Poczuła się wolna zdobywszy świadomość, że cała Rosja była zawsze i jest po dziś dzień martwym domem, że zatrzymał się czas pomiędzy katorgą Dostojewskiego a naszymi własnymi mękami, że umarliśmy już dawno, a tylko nie chcemy się do tego przyznać [I-216]. Inżynier inaczej zdobył wolność: podjął decyzję: Nigdy, rozumiesz nigdy nie będę dla nich [podkreślenie moje - W.K.] pracował. [I-113].
Oboje, mając dzięki swej europejskości szansę niezidentyfikowania się z systemem, skorzystali z niej. Ale inaczej raz zdobytą swobodę myśli utrzymywali. Natalia Lwowna - myślą o możliwości samobójstwa [I-215/216], Kostylew - za cenę męczeństwa. W wypadku bohaterki o takim wyborze zdecydował zapewne czający się w jej oczach błysk szaleństwa [I-215], natomiast Kostylew określał siebie jako chorego na tęsknotę za czymś nieokreślonym [I-101], co należy chyba rozumieć jako synonim zdolności do przyjęcia wiary, tym bardziej, że czyn i słowa inżyniera są analogiczne do czynu i słów trzech później wspomnianych w powieści zakonnic. Odmówią one wyjścia do pracy nie chcąc służyć Szatanowi [I-265] (w końcu pada to słowo!) i będą rozstrzelane, poniosą męczeństwo za wiarę.
Aby wyciągnąć ostateczny wniosek, dowiedzieć się, czym jest królująca w łagrze czworaka (a zbadana tu tylko w swym obozowym aspekcie) siła i za pomocą czego można się jej skutecznie opierać, oraz aby ostatecznie sklasyfikować system wartości leżący u podstaw moralizmu Grudzińskiego - pogrupujmy na zasadzie bliskoznaczności wcześniej podkreślone słowa. Oto wynik:
kultura europejska - wolność,
miłość - miłosierdzie - pomoc,
pragnienie nieśmiertelności - nadzieja,
wiara.

Zważywszy, że wolność jest jednym z naczelnych ideałów europejskich, otrzymamy: EUROPEJSKOŚĆ i trzy cnoty boskie: WIARĘ, NADZIEJĘ, MIŁOŚĆ. Tak więc skonstatujmy: Herling-Grudziński przeciwstawia europejskość i tradycyjne wartości chrześcijańskie systemowi łagrowemu, który jest ich zaprzeczeniem, więc ...(przeprowadźmy prostą operację logiczną...) władztwem azjatyckiego Szatana?

Ostatnim interesującym nas w dziele Grudzińskiego elementem jest zawarta w "Innym świecie" interpretacja ZSRR. Można ją skontrastować z poglądami Sołżenicyna.
Opis "sowieckiej wolności" liczy wszystkiego kilkanaście stron, ale od razu widać, że dla Grudzińskiego Rosja ówczesna cała jest "rozwodnionym łagrem". Narrator zauważa tam skutki tychże samych procesów, co zachodziły w obozie. I tak: zaznacza się pragmatyczno-rzeczowe traktowanie ludzi, które przeniknęło w dół i znieprawiło uczciwe w gruncie rzeczy serca [I-299]; można zauważyć brak miłosierdzia [I-304]; prozaiczny stosunek do miłości [I-305], obserwować, jak ludzie tracą godność [I-305]. Zdarza się wyczerpująca praca, podobna do łagrowej [I-303]. Ba! Są i podobne do wywołanych przez Wielką Przemianę zaburzenia w logicznym myśleniu, jak "dwójmyślenie" komunistki Fatimy równocześnie wierzącej i nie wierzącej w istnienie obozów [I-310]. W tym świecie niepodzielnie królują: brzydota, szarość, smutek [I-304] i nigdy nie gości Radość [I-19].
Zważywszy czym dla Grudzińskiego jest obóz, można sądzić, że kiedy określa on Rosję jako ziemię męki, głodu, śmierci i upokorzeń, ziemię wiecznego strachu, twardych jak kamień serc i wypalonych płaczem oczu, za jałową ziemię pustynną prażoną bezlitośnie przez gorące tchnienie Szatana [I-226] - tylko po części metaforyzuje!
W "Innym świecie" jest więc Gustaw Herling-Grudziński nie tylko moralistą, lecz i pisarzem walczącym; propagatorem (a może nawet właściwym twórcą) wielce wpływowego poglądu, wedle którego ZSRR był Innym Światem w znaczeniu najprostszym, miejscem, gdzie nie Bóg włada lecz Szatan, "królestwem Ciemności", antykulturą i antycywilizacją. Autor "Dziennika pisanego nocą" jednoznacznie odpowiedział na postawione ongiś przez Adama Mickiewicza pytanie o przyszłość, przeznaczenie Rosji: Kraina pusta, biała i otwarta/ Jak zgotowana do pisania karta -/ Czyż na niej będzie pisać palec boski,/ I ludzi dobrych używszy za głoski,/ Czyliż tu skreśli prawdę świętej wiary,/ Że miłość rządzi plemieniem człowieczem,/ Że trofeami świata są ofiary?/ Czyli też Boga nieprzyjaciel stary/ Przyjdzie i w księdze tej wyryje mieczem,/ Że ród człowieczy ma być w więzy kuty,/ Że trofeami ludzkości są: knuty? ***20
Sołżenicyn zapewne odpowiedziałby inaczej. Więcej: lektura "Jednego dnia Iwana Denisowicza" świadczy, że pisząc ów utwór i nie myślał odpowiadać na podobne pytania. Uogólnienia czynione przez największego znawcę łagrów w jego pierwszej opowieści nie sięgają tak wysokiego piętra.
Przede wszystkim dlatego, że prawie ich nie ma. Sołżenicyn tworzył w innych niż Grudziński warunkach. Pisał w kraju i w momencie historycznym, w którym łagry istniały i miały jeszcze długo istnieć . I - mimo że utwór wydrukowano - cenzuralne ograniczenia były silne. Zaświadcza o tym choćby mały szczegół tekstu: aby nazwać (pośrednio) stalinizm despotyzmem trzeba było zaaranżować całą dyskusję o filmie "Pancernik Patiomkin" Eisensteina [J-53]. Ostrożność zalecała wstrzemięźliwość w rozpatrywaniu ogólnych zagadnień politycznych. Może dlatego obóz Szuchowa jest łagrem specjalnym, gromadzącym samych "politycznych", z których "reedukacji" zrezygnowano. Gdyby tu byli i "polityczni" i "kryminalni" - mogliby pospierać się, wymienić argumenty...
A już mowy być nie może o wyciąganiu wniosków ogólnofilozoficznych, fenomenologii systemu łagrowego, analizie totalitaryzmu - choć rzeczywistość "Jednego dnia..." dałaby się pod tymi kątami zanalizować. Szuchow poddawany jest urzeczowieniu i manipulacji, nawet niekiedy czuje się zabawką i narzeka: żyje człowiek z mordą przy ziemi nie wiedząc za co siedzi, albo kiedy go wypuszczą [J-43], człowieka można obracać tak czy owak [J-77]. Że Sołżenicynowi nie są obce umiejętności analityczne i że zna on zasadnicze cechy totalitaryzmu, zaświadczają najbardziej przekonywująco te fragmenty, które pokazują manipulacje Szuchowowym umysłem. "System działa bezbłędnie" - chce się rzec w momentach, gdy bohater zaczyna nagle myśleć inaczej, niż przed chwilą [J-73, 78, 92].
Po drugie Sołżenicyn nie ma czasu na filozofowanie. Musi skorzystać z wyjątkowej szansy druku ***21 i wykrzyczeć, co najważniejsze:
- Przede wszystkim informuje i przekonuje o tym, co na początku lat sześćdziesiątych było powszechnie niezrozumiałe i nieznane: że w obozach wielu siedziało niewinnie, a niektórzy spośród nich byli godni wszelkiego szacunku (rzecz nie bez znaczenia w latach masowych amnestii i zwolnień).
- Zabiera też głos w kwestii agrarnej, którą Chruszczow wówczas intensywnie, ze zmiennym szczęściem się zajmował; myśl pisarza można streścić krótko: dobrze było przed kolektywizacją, a najlepiej przed rewolucją [J-31/32].
- Porusza na koniec kwestie ważne dla byłych współwięźniów; propaguje solidarność więźniarską i dostępne formy oporu radząc pozostającym za drutami (i tym, co tam trafią), jak walczyć o swoje prawa [J-44, 64, 80].
Jednak centralne znaczenie ma sprawa pierwsza; mimo paragrafu zdrada ojczyzny, który na nim ciąży Szuchow jest wartościowym człowiekiem, gdyż:
- Aresztowanie i wyrok były bezzasadne, Szuchow był dobrym żołnierzem (wrócił ze szpitala na front mimo rany, uciekł z niewoli).
- Dzieli los z ludźmi kulturalnymi, pożytecznymi dla ojczyzny: kapitanem, Cezarem, felczerem, Aloszką (ale nie wszyscy są tu przez pomyłkę - inaczej niż w "Innym świecie", gdzie wszyscy "polityczni" to niewinne ofiary ***22).
- Jest prostym chłopem, a od czasu "Wojny i pokoju" i Płatona Karatajewa w literaturze rosyjskiej tacy zawsze mają rację - jako nosiciele wartości rdzennych, autentycznych, naturalnych, rodzimych.
- Jako chłop właśnie ma takie podejście do pracy, jakiego władze mogłyby sobie tylko życzyć: praca sprawia mu radość; nie znosi hochsztaplerstwa (makatki); słynny fragment, w którym Szuchow muruje - nawiązuje i do Dostojewskiego ***23 i do propagowanego w ówczesnym ZSRR ... "ideału komunistycznego człowieka".
- Mimo wszystko nie przestaje być lojalnym obywatelem; jego uwagi o złej aprowizacji "na wolności" i kradnących kucharzach wskazują, że nie uważa głodu, który cierpi, za specjalnie dlań wymyśloną przez komunistów szykanę; widać też, że nie wszystkich strażników uważa za wrogów (Grudziński uznał głód za świadomie stosowane narzędzie i bagatelizował znaczenie obserwowanych przypadków braku nienawiści między więźniami i strażnikami [I-58]).

*

Ostatni zespół interesujących nas zagadnień dotyczy problemu artystycznego - zastosowanych przez naszych autorów strategii przekazywania czytelnikom zdobytych prawd. Wszystkie trzy strategie mają cechę wspólną: wierzą w samodzielność odbiorców; mimo że sposoby pisania Borowskiego, Sołżenicyna, Grudzińskiego są zewnętrznie zupełnie odmienne.
Na początek przypomnę polemikę Borowskiego z książką Zofii Kossak-Szczuckiej "Z otchłani", gdzie wprost głoszono pogląd, iż obóz jest karą Bożą, miejscem władztwa Szatana. Borowski postawił trzy postulaty:
I. Uważam, że nie da się pisać o wielkich zaburzeniach etycznych [...] inaczej, niż w kategoriach czysto ludzkich, operując słownictwem sprawdzalnym, nie wprowadzając jako wyjaśnień działania sił nadprzyrodzonych [...]. Sądzę, że jedyną metodą jest właśnie światopogląd materialistyczny, że sens Oświęcimia w jego ramach doskonale da się rozwiązać, gdyż problem etyczny: człowiek a warunki społeczne - właśnie w nim się mieści, a przecież to centralny problem Oświęcimia: stosunek więźnia do więźnia. ***24
II. Dające się z licznych zarzutów wyczytać żądanie faktograficznej dokładności, - kompetencji zapewniającej merytoryczną wiarygodność.
III. Żądanie bezwzględnej wiarygodności moralnej: Uważam dalej, że nie wolno o Oświęcimiu pisać bezosobowo, pierwszym obowiązkiem oświęcimiaków jest zdać sprawę z tego, co to obóz - tak, ale niech nie zapominają, że czytelnik, który czyta ich relacje [...] nieodmiennie zapyta: no dobrze, a jak to się stało, że właśnie pan(i) przeżył(a)? [...] - opowiedzcie wreszcie, jak kupowaliście miejsca w szpitalu, na dobrych komandach, jak spychaliście do komina muzułmanów, jak kupowaliście kobiety i mężczyzn, [...] opowiedzcie o dniu codziennym obozu, o organizacji, o hierarchii strachu, o samotności każdego człowieka. Ale piszcie, że właśnie wyście to robili. Że cząstka ponurej sławy Oświęcimia i wam się należy! Może nie, co? ***25
By sprostać pierwszemu wymaganiu, wystarczało zacięcie socjologiczne, by drugiemu - należyty obozowy staż. Sprostanie trzeciemu niosło za sobą konieczności artystyczne - przede wszystkim przymus zastosowania szczególnej konstrukcji narratora. Opowiadanie o przerażających zbrodniach nie może być prowadzone z dystansu. Auktorialny narrator odautorski, rezerwujący sobie prawo moralnej oceny - mógł irytować. Musiał więc to być albo narrator personalny w trzeciej osobie ("Jeden dzień Iwana Denisowicza"), albo wiarygodny, wyposażony w biografię autora narrator w pierwszej osobie, jak u Grudzińskiego i Borowskiego. Co więcej, nie mógł być dobrym człowiekiem! Straciłby wiarygodność, gdyby nim pozostał. "Widać nie było to piekło, skoro byli tam święci."; "Nie mógł być świętym w takim piekle - kłamie!" - Oto możliwe reakcje czytelnika słuchającego relacji narratora "bez skazy". Ale z kolei narrator wiarygodny moralnie (zwykły człowiek z prawem do błędu) może nie być wiarygodny merytorycznie, zwłaszcza w przypadku czynienia szerokich uogólnień ("Kto mu dał prawo do takich wniosków?"). Obaj pisarze jednak wybrnęli z kłopotów.
Borowski - jak powszechnie wiadomo - wziął na siebie zło całego obozu tworząc vorarbeitera Tadka. "Przyznał się" - jak ustalili badacze ***26 - do win niepopełnionych, lecz uwierzono mu bez zastrzeżeń i nawet okrzyczano kolaborantem. Natomiast niepodważalność wniosków socjologicznych Borowskiego często stąd się bierze, że je sobie czytelnik sam wyciąga, bo (te uwagi nie dotyczą "U nas, w Auschwitzu...") narrator milczy, co jest konsekwencją estetyki behawioryzmu. Dokładniej jest tak, że w bezpośredniej relacji dane są nam (nie wszystkie) fakty fabuły i widziane "od zewnątrz" zachowania, natomiast informację o reszcie faktów i analizę psychologiczną zastępują symbolizujące dramatyczne przeżycia opisy części ciała i gestów. Np. czytając "Dzień na Harmenzach" należy zwrócić uwagę na słowa: ”milczenie”, ”spojrzenie”, ”oczy”, gdyż cały dramat walczących z sobą Iwana i Tadka oraz tracących resztki tego, co ludzkie Greków, Beckera i kapo wyczytać można ze zwięzłych formuł opisowych, często zawierających te słowa. Formuły zastępują charakterystykę bezpośrednią bohaterów, analizę psychologiczną, komentarz światopoglądowy, niekiedy pozwalają uszczegółowić tok akcji.
Oto przykłady: Milcząc oddałem jej zawiniątko. [D-182] - Tadek dowiaduje się, kim jest złodziej; Chwilę patrzymy sobie twardo w oczy [D-194] - zapowiedź bezwzględności kontrakcji; Był zupełnie blady. Spojrzenia nasze spotkały się [D-209] - klęska Iwana; Milcząc podniosłem zegarek [D-189], uśmiecham się najprzyjemniej jak tylko umiem [D-196] - Tadek w grze z postem o życie; Odszedłem prędko w swoją stronę [D-206] - sygnał, że Tadek zachował jeszcze wrażliwość; Ręce Beckera kurczowo ujęły trzon od łopaty, a wzrok jego począł uważnie obejmować mój tułów, szyję, głowę [D-184] - Becker obawia się ataku. Niekiedy opisy zachowań nabierają poetyckiego charakteru: Puste oczy człowieka, z których nagle uciekła treść, patrzą nieruchomo przed siebie [D-184] - Becker boi się wybiórki; (kapo) utkwił we mnie martwy, pusty wzrok człowieka wyrwanego z głębokiego zamyślenia [D-202] - opis akcentuje, że kapo i Becker mają tyleż samo człowieczeństwa; Blade, niebieskie oczy patrzą w niebo, które jest tak samo niebieskie i blade [D-207] - (prawdopodobnie ateistyczny) komentarz do słów Greka o Bogu i nędzy ludzkiego losu.
Oczywiście metoda behawiorystycznego sugerowania nie jest w opowiadaniach Borowskiego jedyna. Np. narrator niekiedy dowiaduje się prawd od innych bohaterów - wtedy formułowane są wprost, ale nie przez niego. "U nas, w Auschwitzu..." zawiera analizy i deklaracje opowiadacza, ale - jak pamiętamy - nie jest nim Tadek.

I Borowski i Grudziński nie mówią wszystkiego wprost. Ale Borowski kryje się za milczeniem, a Grudziński za słowami. Obaj kompromitują opinie swego bohatera i narratora, lecz inaczej: Borowski wskazuje, że jest on gorszy niż jego zdanie o sobie, Grudziński - że lepszy. Miary paradoksalności porównań dopełnia to, że Grudziński reprezentuje podobne do Kossak spojrzenie na obóz i Borowski zapewne podobnie by go zrecenzował, gdyby - rzecz jasna - mógł go przeczytać i przedarł się przez swego rodzaju "system zabezpieczeń", który zbudowano w "Innym świecie" (możliwe że w obawie przed podobną recenzją?). Tego systemu fundamentem jest fakt, że do fideistycznej interpretacji przedstawionego odbiorca ma dojść... samemu, łącząc fakty i skojarzenia. Ba! Aby zinterpretować utwór jak wyżej, trzeba ominąć zachęty do interpretacji innej.
W ogóle "Inny świat" z upodobaniem łączy sprzeczności.
Eugeniusz Czaplejewicz wyróżnił w nim trzy plany: podstawowy schemat reportażowo - autobiograficzny (dokumentarny) ***27, plan odnoszący świat przedstawiony do rzeczywistości "Wspomnień z domu umarłych" ***28, oraz plan dantejski:
Jak wiadomo "Piekło" w "Boskiej komedii" opowiada o wędrówce Dantego po kolejnych dziewięciu rejonach czy też kręgach piekła, najpierw górnego (lżejszego), a następnie niższego (cięższego) - stąd uzasadnienie dwudzielnej kompozycji, zarówno u Dostojewskiego, jak też u Herlinga. Więźniowie to jak gdyby grzesznicy zamieszkujący kręgi piekła dantejskiego. Dla przykładu: rozdział I ukazuje jakby dusze wielkich ludzi, którzy nie zostali ochrzczeni; treścią rozdziału II pt. "Nocne łowy" jest zmysłowość, jak grzeszników drugiego kręgu; rozdział III pt. "Praca" pokazuje tych, co zgrzeszyli obżarstwem (część tego rozdziału nosi tytuł "Ochłap"), jak w kręgu trzecim; rozdział IV "Drei kameraden" powiada o skąpcach i rozrzutnikach z kręgu czwartego, rozdział V zaś o niepohamowanych w gniewie, jacy zapełniają krąg piąty, itp. Wprawdzie nie jest tak, by każdy z następnych rozdziałów miał swój odpowiednik w postaci osobnego kręgu - rozdziały łączą się ze sobą w większe całości - ale zasada zostaje zachowana i porządek również. Kolejność opisu Innego Świata odpowiada etapom wędrówki po Piekle. Co więcej: struktura "Innego Świata" odpowiada strukturze dantejskiego "Piekła". ***29.
Aluzję dantejską uważa Czaplejewicz za środek uwznioślenia tego, co przedstawione. Ale sądzę, że nie na tym koniec. "Boska komedia" jest w świadomości człowieka kulturalnego głęboko zakorzeniona. Aluzje do niej sprawiają, iż ma się wrażenie, że posługujący się nimi mówi o sprawach świętych. Zauważmy dalej, że autor "Innego świata" o użyciu tej aluzji wprost nas nie powiadamia (słowo Dante tylko raz pada w tekście [I-295]). Natomiast plan autobiografii sprawia, że cały czas to, o czym mowa w utworze odbieramy także jako coś autentycznego, co się wydarzyło. Przy czym obecność tego planu świadomości odbiorcy narzuca się demonstracyjnie (toż dotyczy aluzji do Dostojewskiego, które poszerzają perspektywę historyczną, wskazują, że o całej Rosji i rosyjskości tu mowa). Jakiż jest efekt ostateczny?
Taki, że czytający wie, że obcuje z faktami, a nie wie, co tym faktom nadaje poblask rzeczy ostatecznych; ma więc wrażenie, że ten poblask jest owych faktów obiektywną własnością, której istnienie samodzielnie stwierdził.
Dwoistość kompozycji ma odbicie w sprzecznościach stylu. Zauważono już mieszanie się w nim elementów poetyckich, uwznioślających przedstawione ***30 z implikującymi bezwzględną szczerość relacji fragmentami drastycznie naturalistycznymi (jak słynna scena początkowa) ***31. Znowuż momenty naturalistyczne zauważamy od razu - bo szokują, poetyckość natomiast - jako zwyczajniejsza cecha literatury - umyka uwadze, lecz przecież jest obecna. I znów czytelnik może pomyśleć: "tu się nie fantazjuje i skoro czuję, że w tych łagrach jest coś niezwykłego, to zapewne tam było" - a to wrażenie nadnaturalności wywołane jest przez "przesłoniętą" naturalizmem poetyckość. Metoda "zderzania sprzeczności" jest także skuteczna, gdy Grudziński odpowiada na owo hipotetyczne pytanie: A jak to się stało, że właśnie pan przeżył? by ostatecznie uwiarygodnić relację swego narratora (i interpretację łagru wynikającą z faktów tej relacji).
Aby ten cel osiągnąć, wykorzystano sprzeczność między obiektywną wymową faktów a sensem subiektywnego do nich komentarza. Na przykład, narrator mówiąc o sobie zawsze sugeruje, że nie wyszedł z obozu bez skazy; oskarża się, wspomina nieładne uczynki jak zakład o cnotę pięknej Polki, przypisuje sobie złe intencje, pokazuje, że żaden z niego bohater (rezygnacja z głodówki [I- 272]) - tak zdobywa wiarygodność jako człowiek. Ale często jego skromności przeczy wymowa obiektywna wydarzeń. Np. gdy bohater ofiarowuje się na transport na Kołymę za Kostylewa - tłumaczy, że kierowało nim pragnienie trzymiesięcznej bezczynności. No dobrze, ale czytelnik (powiadomiony uprzednio o podobieństwie Kołymy i komór gazowych) wie dobrze, że - obiektywnie mierząc - był to czyn na miarę czynu Ojca Kolbego! W ostateczności, gdy już nic nie skryje, że dany wyczyn narratora był niezwykły - deheroizuje się on opisem czynności fizjologicznych. Nieprzypadkowo historia bohaterskiej głodówki kończy się w latrynie.
W tym momencie odbiorca jest skłonny uznać narratora za kogoś, kto nie zdaje sobie sprawy z własnego bohaterstwa. W ten absolutnie dla autorytetu narratora nieszkodliwy sposób czytelnik uczy się nie ufać narracyjnym komentarzom tam, gdzie są sprzeczne z obiektywną wymową powieściowych faktów i ufać im w każdym innym miejscu.
Na tejże zasadzie samodzielnego interpretowania wydarzeń (i uznawania za mylące każdorazowych komentarzy opowiadacza przeczących tej interpretacji) odbywa się rozpoznanie przez czytelnika spraw zasadniczych: postulowanej przez książkę fideistycznej interpretacji łagru; celu i sensu napisania dzieła; głównego morału.
I tak, raczej sprzyja uznaniu, ze łagier jest miejscem walki Światła i Ciemności deklarowanie się bohatera jako niedowiarka [I-176/177] oraz to, że zasadniczy sens deklaracji Kostylewa do narratora nie dochodzi, że skłonny jest on wątpić w zdrowie psychiczne inżyniera. Czytelnik, zapoznawszy się później z historią trzech zakonnic i tak wie, co ma myśleć.
W pewnym momencie narrator wygłasza takie oto „credo”: Przekonałem się wielokrotnie, że człowiek jest ludzki w ludzkich warunkach, i uważam za upiorny nonsens naszych czasów próby sądzenia go według uczynków, jakich dopuścił się w warunkach nieludzkich - tak jakby wodę można było mierzyć ogniem, a ziemię piekłem. Rzecz jednak w tym, że kiedy chcę obiektywnie opisać obóz sowiecki, muszę zstąpić do najgłębszych czeluści piekieł i nie szukać na przekór faktom ludzi tam, gdzie z dna wody letejskiej spoglądają na mnie twarze umarłych i żyjących może jeszcze towarzyszy przekrzywione drapieżnym grymasem osaczonych zwierząt i szepczące zsiniałymi od głodu wargami: "Mów całą prawdę, jacyśmy byli, mów, do czego nas doprowadzono [I-176].
Pełne tolerancji oświadczenie narratora przynosi mu chwałę. To jednak, że on nie osądza, nie dzieli na dobrych i złych nie zmienia faktu, cała książka osądza i pozwala swoich bohaterów dość precyzyjnie pod względem etycznym sklasyfikować.
Również mylący jest komentarz narratora do przynoszącej skrót problematyki dzieła historii końcowej (ale zapowiedzianej na początku - będącej więc ramą całości). Tytuł epilogu: Upadek Paryża oznacza nie tylko przezwisko Żyda, o którym mowa, nie tylko wydarzenie historyczne, lecz przede wszystkim upadek chrześcijańskiej etyki i innych naczelnych wartości kultury Zachodu, który dokonał się w duszy proszącego o zrozumienie donosiciela. To, że narrator tłumaczy brak swego „rozumiem” (może wymówiłbym bez trudu to jedno słowo nazajutrz po zwolnieniu z obozu. Może... Miałem już jednak za sobą trzy lata wolności. [I-321]) - nie zmieni obiektywnej wymowy starannie uszeregowanych na przestrzeni całego utworu faktów, które świadczą, że to, co zachodnie i ludzkie nawet w obozach mogło się uratować, i że zdrada tego - jest zdradą.
Konsekwencja wywodu wymaga jeszcze poruszenia kwestii strategii Sołżenicyna. Przeważająca w tekście "Jednego dnia..." narracja "z punktu widzenia" niewykształconego chłopa (pełno tu mowy pozornie zależnej) zwolniła pisarza z obowiązku czynienia niecenzuralnych uogólnień, co nie znaczy bynajmniej, by nie czynił ich sobie odbiorca, którego do prawdziwości relacji mogła przekonać np. mnogość zupełnie nie znanych szczegółów lagrowej codzienności. Z kolei fakt włączania się niekiedy w tok opowiadania drugiego narratora (instancji wyższej [J-73,78,92]), który zwięźle podsumowuje tok myślenia i stan ducha Szuchowa - jest odpowiednikiem "przemilczeń" Borowskiego. Czytelnik dowiaduje się, że Iwan Denisowicz nie mówi wszystkiego, że coś trzeba sobie dopowiedzieć. ***32

1993, 2000

Przypisy

***1. Tekst ten jest inna wersją broszury, którą w 1994 roku wydało krakowskie wydawnictwo TEXT. Broszura ta zawiera także komentarz metodyczny - przeznaczone dla polonistów konspekty lekcji.
***2. Cytuję: Andrzej Józef Kamiński "Koszmar niewolnictwa. Obozy koncentracyjne od 1896 do dziś. Analiza", tłum. Halina Zarychta i Autor, Warszawa 1990, ss. 280, wyd. "Przedświt"; tu s. 137.
***3. Porównaj: A. J. Kamiński, op. cit. ss. 48/49.
***4. Cyt.: A. J. Kamiński, op. cit. s. 59.
***5. Por. A. J. Kamiński, op. cit. s. 31.
***6. 3 marca 1942 podporządkowano obozy Głównemu Urzędowi Gospodarki SS. Zobacz: J. A. Kamiński, op. cit. s. 129.
***7. Zob.: Andrzej Werner "Zwyczajna apokalipsa. Tadeusz Borowski i jego wizja świata obozów", Warszawa 1981, ss. 257, wyd. "Czytelnik"; tu zwłaszcza rozdział trzeci "Fenomenologia systemu".
***8. Nie chodzi o to, żeby więzień pod nieustanną kontrolą musiał występować w roli przedmiotu, lecz żeby nim był, żeby jako przedmiot funkcjonował w każdej bez wyjątku sferze życia. [...] Chodzi więc o wyeliminowanie wszelkiej spontaniczności, wszystkiego, co wymyka się kontroli - niezależnie, jakiej sfery dotyczy. Każda forma życia, choćby to było życie duchowe, musi zostać unicestwione. Możliwe jest tylko życie przedmiotowe, a więc nie- życie czy quasi-życie; w sensie swoiście ludzkim - jeśli to, co biologiczne, jest nie tylko ludzkie - śmierć. [...] Jeżeli więc człowiek ma żyć - a śmierć rzeczywista daje tylko ograniczone, zamknięte możliwości wykorzystania - należy to życie sprowadzić do tego, co jest w nim z natury przedmiotowe, co znajduje się między życiem pełnym a śmiercią sensu stricto: do funkcji fizjologicznych. Jeśli myślenie jest atrybutem ludzkiego życia biologicznego, to musi to być myślenie wyłącznie w obrębie tych funkcji, quasi-myślenie, myślenie przedmiotowe. Gdy uda się osiągnąć ten cel, człowiek nie występuje już w roli przedmiotu - przedmiotem jest. I to stanowi ideał świata obozów koncentracyjnych. Środkiem do osiągnięcia takiej redukcji czy niwelacji człowieczeństwa jest drastyczne odcięcie możliwości zaspokojenia potrzeb fizjologicznych. Człowiek nie dąży wtedy do innych celów, staje się wyłącznie własnym ciałem - brzmi teza eksperymentu. - cyt. A. Werner: "Zwyczajna apokalipsa", str. 92/93.
***9. Litera i cyfry w nawiasach kwadratowych lokalizują cytaty lub wskazują stronę, gdzie szukać można ilustracji i przykładu skonstatowanego zjawiska. Cyfry oznaczają strony, litery zaś utwory i wydania, z których korzystałem:
- "D" - "Dzień na Harmenzach", "U" - "U nas, w Auschwitzu...", "P" - "Proszę państwa do gazu" (w wydaniu: Tadeusz Borowski "Utwory wybrane", opracował Andrzej Werner, Wrocław 1991, ss. CXLV i 525, Ossolineum);
- "I" - "Inny świat" (w wydaniu: Gustaw Herling-Grudziński "Inny świat. Zapiski sowieckie", Warszawa 1989, ss. 328, Czytelnik);
- "J" - "Jeden dzień Iwana Denisowicza" (w wydaniu: Aleksander Sołżenicyn "Jeden dzień Iwana Denisowicza", przekład Witold Dąbrowski, Irena Lewandowska, Warszawa 1989, ss. 110, Iskry)
***10. Cytowany A. J. Kamiński jest zdania, że obozy radzieckie pełniły w pewnym momencie także funkcję obozów zagłady, argumentacja jednak mnie nie przekonuje. Por. op. cit., s. 88/89.
***11. Klasycznego przykładu sytuacji, w przypadku której uniwersalne normy dobra i zła zawodzą dostarcza "Przy torze kolejowym" Zofii Nałkowskiej.
***12. Termin Tadeusza Drewnowskiego. Patrz: T. Drewnowski "Ucieczka z kamiennego świata (o Tadeuszu Borowskim)", Warszawa 1972, ss. 370, Państwowy Instytut Wydawniczy; tu s. 170.
***13. Moja nota na marginesie "Pożegnania z Marią" ma datę 1948. - O rzeczach nieludzkich mówi się w "Pożegnaniu z Marią" tak, jak gdyby były najzupełniej normalne, naturalne i ludzkie. Przez całkowite usunięcie analizy motywów postępowania ludzkiego i własnego komentarza autorskiego, Borowskiemu udało się pozbawić człowieka człowieczeństwa i dojrzeć w nim mechanizm czystych odruchów biologicznych. Nie ulega wątpliwości, że na poziomie zwierzęcej wegetacji obozowej było to jedyne spojrzenie, gwarantujące "rzeczowość" obserwacji pisarskiej. Ale złudzeniem jest pogląd, że pisarz może osiągnąć taki stopień "rzeczowości", na którym zatraca już wszelki stosunek do opisywanych rzeczy. "Nie mieć żadnego stosunku", wykształcić w sobie według recepty Juengera "daltonizm wobec ludzkich wartości" znaczy stanąć otwarcie i niejako "programowo" na ruchomym piasku nihilizmu. I dalej: Borowski wrócił z Oświęcimia zatruty nihilizmem słabych, pociągał go (bez żadnych złudzeń) nihilizm innego znaku po stronie silnych. Myślę, że 1 lipca 1951 roku otwozył kurek od gazu, zrozumiawszy jasno, że jest przepalony do cna nicością absolutną, niezdolny już do szukania ratunku w niczym; ani w "jądrze" ukrytym niegdyś głęboko w sobie samym, ani w wierze w Boga. Cyt.: G. Herling-Grudziński "Dziennik pisany nocą 1973 - 1979", Warszawa 1990, ss.351, Res Publica; tu s. 140/141.
Na temat stosunku Herlinga-Grudzińskiego do dzieł Borowskiego zobacz: Marian Stępień: "Z pozycji moralisty. Gustaw Herling-Grudzinski o polskich pisarzach współczesnych", w: "O Gustawie Herlingu-Grudzińskim", Kielce 1992 (pozostałe dane - patrz przypis 32.).
***14. Oglądamy na katordze [...] Iwana Denisowicza Szuchowa. Zesłał mu Bóg "rozum a mądrość"? Dopomogła mu rewolucja w rozeznaniu własnego losu? Wykrzesał w nim nowy ustrój "choćby iskierkę protestu"? Zwróciła mu nowa władza "wrażliwość na cierpienia własne i cudze", wyposażyła go w zdolność "odróżniania sprawiedliwości od krzywdy"?
Czytając opowieść Aleksandra Sołżenicyna można o tym wątpić. Nie to jest najstraszniejsze, że w porównaniu z łagrem sowieckim z roku 1941, opisanym w moim "Innym świecie", warunki w łagrze Iwana Denisowicza z roku 1951 uległy znacznemu pogorszeniu: że "izdiewatielstwo", okrutne i nieludzkie znęcanie się nad więżniami, weszło bez obsłonek w skład systemu. Najstraszniejsze są krótkie zdania [...] beznamiętnie zanotowane i mimochodem rozsiewane w tekście Sołżenicyna [...]: "Ile razy Szuchow zauważał: dnie w łagrze płyną, ani się obejrzysz. A sam wyrok nie posuwa się ani trochę, nic zeń nie ubywa". "Poczekaj kapitanie, osiem lat posiedzisz i ty będziesz niedopałki zbierał. Dumniejsi od ciebie przychodzili do obozu". [...] I zdanie zamykające opowieść: "Przeszedł dzień, niczym nie zmącony, prawie szczęśliwy". Niczym nie zmącony, po opisie dziewięciuset minut, z których każda wypełniona jest męką i poniżeniem! Prawie szczęśliwy!.
Cyt. G. Herling-Grudziński: "Jegor i Iwan Denisowicz" w: G. Herling-Grudziński "Godzina cieni. Eseje", Kraków 1991, ss. 387, Znak; tu s. 325.
***15. Zapis z "Dziennika pisanego nocą" (15.I.1979) - cytuję za: Zdzisław Kudelski "Pielgrzym Świętokrzyski. Szkice o Herlingu-Grudzińskim", Lublin 1992 (?), ss. 171, Wydawnictwo FIS; tu s. 44.
***16. Por. Włodzimierz Bolecki "Ciemny staw. Trzy szkice do portretu Gustawa Herlinga Grudzińskiego", Warszawa 1991, ss. 88, Plejada; tu s. 21. Porównaj także: Daniel Defoe "Dziennik roku zarazy", przeł. Jadwiga Dmochowska, Warszawa 1959, ss. 320, PIW, (tytuł oryginału: "A Journal Of The Plaque Year", wyd. 1722).
***17. Cyt. G. Herling-Grudziński: "Dziennik pisany nocą 1973 - 1979", (patrz wyżej), tu s. 103/104.
***18. Zwrócił na to moją uwagę Eugeniusz Czaplejewicz.
***19. Inny tytuł przekładu polskiego: "Wspomnienia z domu umarłych".
***20. Cyt. Adam Mickiewicz "Droga do Rosji", według wydania: A. Mickiewicz "Dziady", Katowice 1989, ss. 368, Książnica; tu s. 274.
***21. Wiadomości historycznoliterackie nt. "Jednego dnia Iwana Denisowicza" zawiera np. artykuł Anny Marzec "Świadomość człowieka zlagrowanego, czyli "Jeden dzień Iwana Denisowicza" Aleksandra Sołżenicyna", w: "Język Polski w Szkole Średniej", Rocznik VI, zeszyt 2 (22), Rok szkolny 1991/92; tu ss. 3-11.
***22. Wątpię, czy czytelnik Sołżenicyna uważał za "niewinnych" banderowców będących z Szuchowem w jednej brygadzie. Sam Szuchow gotów nawet widzieć - jeśli o banderowców chodzi - pozytywne skutki pedagogiki obozowej: To właśnie jest brygada. Pawło strzelał po leśnych traktach, na miasta rejonowe napadał nocą, gdzie by mu się tam chciało żyły z siebie wypruwać. A dla brygadzisty to co innego.[J-58].
***23. Jeżeli obecna robota katorżnicza jest dla więźnia nieciekawa i nudna, to sama w sobie, jako praca, jest sensowna: więzień robi cegły, kopie ziemię, tynkuje, buduje; praca ta ma sens i cel. Czasem nawet katorżnik się do niej zapala, chce ją wykonać zręczniej, sprawniej, lepiej. - Cyt.: F. Dostojewski "Wspomnienia z domu umarłych", przeł. Czesław Jastrzębiec - Kozłowski, Warszawa 1977, ss. 310, PIW; tu s. 26.
***24. Cyt. T. Borowski "Alicja w krainie czarów", w: T. Borowski "Utwory wybrane" (zob. przypis 11.) tu s. 496/497.
***25. Ibidem.
***26. Borowski w lagrze był raczej odwrotnością "Tadka" - swego rodzaju inteligenckim niezgułą... na szczęście lubianym przez współwięźniów. Na ten temat zob. T. Drewnowski "Ucieczka z kamiennego świata" (dane wyżej), s. 64-66, 72 i dalej.
***27. Plan dokumentarny: reportażowo-autobiograficzny widać tu jak na dłoni. Zaczyna się od opisu pobytu w więzieniach kolejno: Witebska, Leningradu, Wołogdy. Dopiero potem jest Jercewo pod Archangielskiem. Cała pozostała część staje się opisem pobytu w tamtym łagrze , aż do uwolnienia w dniu 19 stycznia 1942 roku po długiej głodówce protestacyjnej i pobycie w Trupiarni. Czas został ściśle określony: pobyt w sumie trwał od czerwca 1940 do 19 stycznia 1942 roku. Miejsce także. Bohaterem jest sam autor, który opisuje własne przeżycia. Układ odtwarza naturalny porządek zdarzeń w tego typu historii.
Taki porządek zdarzeń i, co z tym się wiąże, układ kompozycyjny jest właściwy dla całej bez mała - a w każdym razie dla przeważającej części - literatury łagrowej: aresztowanie, śledztwo w więzieniu, częściej zresztą w więzieniach, sąd (czy też jakaś jego namiastka lub w ogóle brak), wywózka do łagrów, pobyt (przerywany najczęściej etapami i wypełniony morderczą walką o przetrwanie), zwolnienie z obozu, dalsze losy [...]. Naturalność i niejako uniwersalność takiej kompozycji literatury łagrowej w ogóle najlepiej wydobył Aleksander Sołżenicyn w "Archipelagu gułag", opierając na niej konstrukcję swego dzieła.
- cyt. Eugeniusz Czaplejewicz "Polska literatura łagrowa", Warszawa 1992, ss. 212, Wydawnictwo Naukowe PWN; tu s. 58.
***28. Gdybyśmy zadali pytanie o reguły kompozycji w książce Herlinga-Grudzińskiego, doszlibyśmy do wniosku, że kompozycja "Innego świata" wyraźnie i ostentacyjnie uwzględnia "Wspomnienia z domu umarłych" Dostojewskiego. Co tam "uwzględnia"; ostentacyjnie wzoruje się na tamtej książce. Ze "Wspomnień" Dostojewskiego wzięte zostało motto i tytuł książki, "Wspomnienia" Dostojewskiego organizują zdarzenia opisane w jednym z rozdziałów, na "Wspomnieniach" wzorowany jest typ opisu, który zostaje podporządkowany refleksji badawczej, niektóre wątki myślowe "Wspomnień" rozrastają się w książce Herlinga- Grudzińskiego do osobnych rozdziałów, kompozycja opisu Domu Umarłych przydaje się do opisu Innego Świata. Tytułem przykładu podam, iż jeden z najbardziej wstrząsających rozdziałów Herlinga-Grudzińskiego pt. "Krzyki nocne" wywodzi się z sugestywnego, ale bardzo krótkiego fragmentu Dostojewskiego: "Prawie wszyscy więźniowie mówili w nocy i bredzili. Najczęściej we śnie przychodziły im na język przekleństwa, złodziejskie słowa, noże, topory. Bili nas - mawiali - mamy przetrącone wątpia i dlatego krzyczymy po nocach" [w cytowanym wydaniu "Wspomnień..." s. 21 - dopisek mój, W.K.]. Przedstawienia teatralne i działalność "kawecze" w łagrze opisana w rozdziale "Zapiski z martwego domu" mają swój ścisły odpowiednik w rozdziale "Wspomnień" zatytułowanym "Przedstawienie". Rozdział "Wychodnoj dień" oraz odpowiednie fragmenty rozdziału "Trupiarnia" odsyłają do rozdziału Dostojewskiego "Święta Bożego Narodzenia". Sceny z łażni w rozdziale "Głód" nawiązują do obrazu łaźni jako piekła u Dostojewskiego w rozdziale II. Przykłady można mnożyć. Z Dostojewskiego pochodzi podział na dwie części, a także forma wtrąconych (jako rozdziałów lub dołączonych do rozdziałów) opowiadań: u Dostojewskiego znajdujemy np. "Opowiadanie Bakłuszyna", u Herlinga- Grudzińskiego będzie "Opowiadanie B."; nawet inicjały nie zostały, jak widać, zmienione. - cyt. E. Czaplejewicz, op. cit. s. 60/61. Następnie autor zastanawia się nad funkcjami pełnionymi przez wspomniane odniesienia do Dostojewskiego. ***29. Cyt. E. Czaplejewicz, op. cit. s. 62.
***30. Np.: Nasz barak wypływał na bezksiężycowe morze ciemności i niby okręt-widmo uciekał ścigany co nocy przez śmierć, unosząc pod swym pokładem śpiącą załogę skazańców. [I- 200]. Obok tego zaś fragmenty w rodzaju: Czekając z glinianymi miskami na gorącą ciecz wieczorną, odlewaliśmy przy okazji do wysokiego kibla żółtawą ciecz z obiadu. Strumienie moczu z sześciu lub ośmiu otworów spotykały się, zatoczywszy łuk jak w fontannie , pośrodku kibla i wkręcały się wirującymi lejami do dna, podnosząc poziom piany u ścian. [I-11].
***31. Na tę dwoistość stylistyczną zwrócił moją uwagę szkic Tomasza Burka "Cały ten okropny świat. Sztuka pamięci głębokiej a zapiski w "Innym świecie" Herlinga-Grudzińskiego", w: "Etos i artyzm. Rzecz o Herlingu-Grudzińskim", pod redakcją Seweryny Wysłouch i Ryszarda K. Przybylskiego, Poznań 1991, ss. 256, wyd. "a5"; tu ss. 9-18.
***32. Kończąc szkic, chciałem oprócz książek wyżej wymienionych w przypisach wyliczyć inne, wykorzystane w pracy nad tym artykułem pozycje: Jan Błoński "Borowski i Herling. Paralela" w: "Tygodnik Powszechny" l991 nr 21; Andrzej Drawicz: "Węzły Aleksandra Sołżenicyna" w: A. Drawicz "Spór o Rosję", Warszawa l987, ss. 200, wyd. Krąg, tu ss.147-157; Magdalena Lubelska "Mikroświaty w "Innym świecie" Gustawa Herlinga-Grudzińskiego", w: "Etos i artyzm..." ss. 34-44; Anna Marzec "Wstrząsająca wizja łagru w "Innym świecie" Gustawa Herlinga-Grudzińskiego" w: "Język Polski w Szkole Średniej" Rocznik V, zesz. 2, Rok szkolny 1990/91, tu: ss. 52-61; Czesław Miłosz: "Zniewolony umysł" (rozdział "Beta czyli nieszczęśliwy kochanek" - np. w wydaniu Krajowej Agencji Wydawniczej, Kraków l989 - ss. 126-131); "O Gustawie Herlingu-Grudzińskim", Materiały z sesji pod red, Ireny Furnal i Jana Pacławskiego, Kielce 1992, WSP im. Jana Kochanowskiego w Kielcach, Instytut Filologii Polskiej, ss. 176; Ryszard Kazimierz Przybylski "Być i istnieć: o pisarstwie Gustawa Herlinga - Grudzińskiego", Poznań 1991, ss. 148, Uniwersytet Adama Mickiewicza oraz "W perspektywie cierpienia. O "innych światach" Tadeusza Borowskiego i Herlinga-Grudzińskiego.", w: "Etos i artyzm..." (zob. przypis 33.); Stanisław Stabro "Gustaw Herling-Grudziński - Inny świat. Fenomenologia cierpienia", w: "Etos i artyzm...”, ss. 18-34; Andrzej Werner: Wstęp w: T. Borowski "Utwory wybrane" (zob. przyp. 10.), s.CII-CVII; Ewa Wiegandt "Dzień na Harmenzach Tadeusza Borowskiego" w: "Nowela, opowiadanie, gawęda. Interpretacje małych form narracyjnych", wyd. drugie, poszerzone, pod red. Kazimierza Bartoszyńskiego, Marii Jasińskiej-Wojtkowskiej, Stefana Sawickiego, tu ss. 447-466.


UWAGA!!!
Tekst ten wydrukowany został na stronach 363-389 publikacji: Konrad Strzelewicz [red.] „Proza, proza, proza... opowiadania, fragmenty, krytyka, eseje, publicystyka, felietony, korespondencje, wspomnienia, kronika”, Rocznik VI, Związek Literatów Polskich - Oddział w Krakowie, Kraków 2000, ss. 637