Wojciech Kajtoch Homepage





Wstęp

Introduction to Solaris

Historia Literatury Polskiej

Historia Literatur Obcych

Językoznawstwo Prasoznawcze

O Poezji

   O ,,Białej Magii''...
   ,,Kołysanka''...
   ,,Kot w pustym...''
   ,,Piosenka o...''
   "Oeconomia divina"...
   "U wrót doliny"...
   Presymbolizm, symbolizm...


Życiorys

Spis Publikacji
Wojciech Kajtoch

„Kołysanka” Czesława Miłosza


Druga awangarda przeszła do historii - czy może legendy - m. In. jako wyrazicielka niepokoju, który z końcem lat trzy­dziestych był aż nadto uzasadniony, katastroficznego niepokoju o los Polski i europejskiej kultury. Przypomnę ***1 jeden z moich ulubionych wierszy Czesława Miłosza, "Kołysankę" - dedykowa­ny Józefowi Czechowiczowi i do motywów jego poezji (kołysanka, dzieciństwo, sen, wieś prowincja, wojna, wybuchy pocisków kojarzące się z gwiazdami, zasnuwająca wszystko mgła) wyraźnie nawiązujący, aż do granic pastiszu.
Pomysł wiersza oparł Miłosz na wspomnieniach z własnego dzieciństwa. Otóż jego ojciec, inżynier Aleksander Miłosz w latach l wojny jako oficer rosyjskich saperów budował mosty w strefie przyfrontowej, a podczas kolejnych budów towarzyszyła mu rodzina ***2. Od razu jednak widać, że materiał anegdotyczny był jedynie punktem wyjścia. Został udramatyzowany, gdyż most buduje się tu "pod ogniem", a siwa od mgły armatniej wioska jest z pewnością bliżej frontu, niż ojciec poety skłonny byłby zaryzykować. W stosunku do anegdoty biograficznej zmieniono w wierszu realia rosyjskie na polskie (piosenka "Rozkwitały pęki białych róż..."), a przede wszystkim postarano się uogólnić znaczenia opowiedzianego. Nowy bohater to nie tylko Miłosz, ale i inni mu rówieśni, a określenie: prowincja gdzie salwa co dzień błyska, ze względu na podkreśloną periodyczność walk, może być - sądzę - traktowana po prostu jako metonimia Polski.

Treść tego, co w wierszu dosłownie powiedziano - podobnie jak to bywało w wierszach Czechowicza - jest konglomeratem obrazów i wypowiedzi różnych podmiotów.

Nad filarami, z których smoła ścieka, [1]
w prowincji tej, gdzie salwa codzień błyska, [2]
pod śpiew saperów o losie człowieka [3]
kołysze płacz dziecinny kołyska. [4]

Kołysze, lula nowego bohatera [5]
w zapachu ognia i spalonych zbóż. [6]
Pluszczą pontony, tryska ptak zbudzony. [7]
Roz-kwi-ta -ły pęki białych róż. [8]

Pierwszych siedem wersów buduje anegdotę, która równocześnie może być uważana za metaforyczny, niosący pośrednio treści ogólne, obraz początku. Na przykład dlatego, że kołyska jest nad filarami [a "filar" kojarzy się ze pojęciami "grunt", "podstawa") że słowo prowincja - jak wspomniałem - można rozumieć ogólniej, bo wers [4] zawiera nieco abstrahującą synekdochę. W wersie [8] pojawia się wprowadzony bezpośrednio cytat z sza­cownej polskiej pieśni wojskowej i wyjaśnia się, czym był śpiew saperów o losie człowieka. Że cytat nas nie razi, wtapia się w tekst, jest zasługą umiejętnej rytmizacji [7] wersu: trzy trocheje na końcu są mocnym akcentem rytmicznym. Cały wers [8], już bez niespodzianki, naśladować będzie rytm piosenki.
Następna zwrotka jest wypowiedzią jednego z bohaterów anegdoty, ale nie wprowadzoną bezpośrednio, lecz poprzez jakiegoś "narratora" - tego samego, który relacjonował sytuację z wersów [1] - [7]:

Nie śpiewajcie chłopcy, pieśni tej - [9]
porucznik mówi - bo zanadto smutna [10]
i tak już w wodzie mokniemy po pas. [11]
Nie bójcie się, tam w górze nie szrapnele - [12]
po prostu leci ogień sennych gwiazd. [13]


Niepokój czytelnika, świadomego wszak, że ma z poezją do czynienia, muszą wzbudzić wersy [12] i [13]. Odrealniają one sytuację, każą znów myśleć asocjacjami (spadające gwiazdy realizują marzenia). Przede wszy­stkim zaś pobrzmiewają szczególnym tragizmem: osobiście mam wraże­nie, że saperzy budują ten most pod ogniem, a oficer "kłamie w dobrej sprawie" - jak wielu innych oficerów, pocieszających swych żołnierzy w sytuacjach beznadziejnych. Może stąd to wrażenie, że szrapnel (niegdy­siejszy odpowiednik dzisiejszych bomb kulkowych) to broń szczególnie mordercza? Jeżeli nie jest to tylko moje osobiste wrażenie, można uznać, że do budowy z naszych skojarzeń niesionego przez wiersz "głębokiego komunikatu" dołożyliśmy jeszcze jedną cegiełkę. Historia o dziecku ł żołnierzach budujących most staje się historią o pełnym marzeń l tragedii, ciężkim początku:

Dwie następne zwrotki brzmią:

Mój mały - szepczą dziecku w wiosce siwej [14]
od mgły armatniej - mały, bajkę chcesz? [15]
Więc była .... rzeka nazwana Stochodem. [16]
W rzece mieszkała taka ryba, leszcz. [17]

A leszcz był płaski jak miesiąc wieczorem [18]
i pływał sobie, wodne kwiaty jadł, [19]
aż przyszedł ktoś nad wodę i zakrzyczał: [20]
wróć, u-ca-łuj jak za dawnych lat, [21]

Ktoś, kogo należałoby nazwać "podmiotem lirycznym - narratorem opo­wieści", rysuje sytuację kolejną: opowiadania "nowemu bohaterowi" bajki. Cytuje ją. A że opowiadanie bajek później się przedłuży, postawi to czytelnika w sytuacji trochę "czechowiczowskiej" niepewności co do tego, kto jest w tym wierszu podmiotem a kto adresatem wypowiedzi... Ale istotniejsze jest coś innego. Uzyskujemy mianowicie w tym miejscu bardzo wyraźne wskazówki mówiące o konieczności traktowania całego obrazu jako prze­nośni, alegorycznej peryfrazy, a także uzyskujemy przesłanki, aby móc stwierdzić, czego to peryfraza.
Pierwszą - daje umieszczony akurat w klauzuli wyraz siwy, który to kolor, ze względu na tradycyjny lniany roboczy ubiór chłopa i określenie "siwe oczy", silnie się kojarzy z pojęciem rodzimości. Wszelkie zaś wątpliwości rozstrzyga nazwa rzeki. Nad Stochodem w lipcu i sierpniu 1916 roku trwały szczególnie ciężkie walki Legionów Polskich, Wiadomo już teraz, jacy to żołnierze śpiewają piosenkę z [8] i [21] wersu. W oczach znającego przecież dobrze historię i świadomego roli Legionów w odzyskaniu niepod­ległości czytelnika (w latach 1933/34, która to data pod wierszem widnieje, Legiony otaczano państwowym kultem) historia o chłopcu i saperach automatycznie staje się wizją pełnego marzeń i tragedii, ciężkiego początku niepodległości Polski. Początku jednak tak odległego, a może i tak nierzeczywistego, że mówią o nim w dziecięcych bajkach... Mocą poetyckiej sugestii nad całym państwem i narodem to państwo budującym zaczyna się rozsnuwać jakaś niepokojąca aura.

Zdziwił się leszcz, kto go wołać może.
Ale dość bajki, śpijże już mój mały.
Jest inna bajka. Był raz sobie kraj,
a w kraju żyta szerokie szumiały,
szumiały żyta, szumiały i szły
krajem pociągi pełne bochnów chleba,
nad pociągami srebrny grał skowronek ...
Dalej nie umiem.


Ciąg dalszy opowiadania bajek buduje u czytelnika poczucie kontrastu spowodowanego zestawieniem dwu utopii: naturalnego szczęścia, w któ­rym bytuje leszcz, i szczęśliwego (jeszcze?!) kraju. Jakiego? Jego opis do końca objaśnia budowaną w utworze alegorię. Zwłaszcza motywy szumią­cych żyt, bochnów chleba, skowronka są od lat elementami polskich ziemiańskich arkadii. Uważa się je za fragmenty typowo polskiego krajobrazu. (Wspominany kraj jest więc Polską). Równocześnie drugi element ukrytego komunikatu utworu, tym razem wieloznaczny nastrój niepewności, oczekiwania katastrofy, pogłębia się, a to głównie za sprawą uczynienia rzeczywistości (realnej przecież) przedmiotem narracji kłamstwa-bajki i mówienia o rzeczywistości teraźniejszej w czasie przeszłym. Ostatni wers - deklarowana przez opowiadającego niemożność zakończenia „bajki o Polsce” (w domyśle: zakończenia optymistycznym akcentem) - komentarza nie wymaga.

Przypisy:

***1. Tekst jest poprawionym fragmentem książki: Wojciech Kajtoch: „Presymbolizm, symbolizm, neosymbolizm... Rzecz oczytaniu wierszy”, Kraków 1996, WOM, s. 74; tu: 66-68.
***2. Por.: Tomasz Burek: „Dialog Wolności i Konieczności albo historyczne wtajemniczenie” w: „Poznawanie Miłosza. Studia i szkice o twórczości poety” pod red Jerzego Kwiatkowskiego, Kraków 1985, s. 263-80, tu: s. 274.