Wojciech Kajtoch Homepage





Wstęp

Introduction to Solaris

Historia Literatury Polskiej

Historia Literatur Obcych

Językoznawstwo Prasoznawcze

O Poezji

   O ,,Białej Magii''...
   ,,Kołysanka''...
   ,,Kot w pustym...''
   ,,Piosenka o...''
   "Oeconomia divina"...
   "U wrót doliny"...
   Presymbolizm, symbolizm...


Życiorys

Spis Publikacji
Wojciech Kajtoch

"Oeconomia divina" Czesława Miłosza


Jeśli odczytamy ***1/ wiersz dosłownie, powiemy że jest krótką refleksją istoty nadludzkiej o życiu i czasach, gdy jej w na Ziemi żyć wypadło, refleksją uzupełnioną opisem końca świata: stopniowego zaniku rzeczywistości materialnej, rozpadu więzi społecznych i daremnego oczekiwania ludzkości na Sąd Ostateczny. Opis ten będzie nieco alogiczny i wewnętrznie sprzeczny. Jak pierwsza może zaniknąć materia, a dopiero potem ludzie - wszak (przynajmniej częściowo) - z materii się składający? Czyżby zatem już same dusze oczekiwały na sąd? W dodatku oczekują "na placach", które miały uprzednio się rozpaść...
Sprzeciw wzbudzi w nas także brak wyraźnego określenia podmiotu mówiącego utworu - jako postaci fikcyjnej. Czyżby wypowiadał się Poeta (relacja nie ma cech stylizacji na język jakiegoś różnego swą umysłowością od Poety opowiadacza) - a przecież kimś innym niż postacią fikcyjną podmiot tu być nie może!
Nie wzbudziłaby sprzeciwu ta relacja, gdyby włożono ją w usta jakiegoś biblijnego proroka. A przecież "Oeconomia divina" nie jest wypowiedzią bohatera misterium, którego akcja przebiega po zakończeniu historii ludzkości. Przeciwnie - "Oeconomia divina" to liryk i tylko liryk. Jakiż więc jest jego temat? Wydarzenia przed Sądem Ostatecznym? Przecież do niego nie dochodzi!
Sądzę, że ta nieudana próba dosłownego, literalnego odczytania wiersza wskaże na bezsens takiej lektury. Pamiętamy jednak - jeszcze z wierszy Baudelaire`a - że wewnętrzne sprzeczności są znakiem symbolu. Może zatem wizje tego wiersza, choć niczego rzeczywistego nie opisują - jednak coś oznaczają , ku czemuś naszą myśl kierują, znaczą nie literalnie a przenośnie. O czym się w tym wierszu (za pomocą sekwencji fantastycznych obrazów) opowiada? Ku jakim problemom i zjawiskom winna się kierować myśl czytelnika utworu? Odpowiedzmy na pytania.
Zacznijmy od skonstatowania sprzyjającego naszej początkowej omyłce faktu: nie cały wiersz jest wizją, choć trudno to dostrzec. Dlaczego trudno?
Po pierwsze dlatego, że Miłosz, jakby chcąc zaznaczyć, że potrzebuje odbiorcy wnikliwego, nie zadowalającego się oglądem powierzchni zjawisk (tj. w tym wypadku odczytaniem tylko dosłownej treści opisu), już czysto formalnym chwytem "zatarł za sobą ślady". Utwór napisano wierszem stychicznym mimo ewidentnej możliwości jego podziału na osobne całości treściowe (co z reguły zaznaczone jest za pomocą strof).
Po drugie na początku "zamazano" nawet podział na zdania. Pierwszy wyraz drugiego wersu: Kiedy - będąc gramatycznie spójnikiem wprowadzającym zazwyczaj podrzędne zdanie zastępujące okolicznik czasu, przeszkadza nam od razu zorientować się, że pierwszy wers skończył się kropką, że stanowi całość i jako wers, i jako zdanie. A to z kolei zachęcało, aby potraktować treść w nim zawartą jako szczególnie ważką (zdania pokrywać się będą z wersami jeszcze na końcu wiersza - ale tam służyć to będzie wzmocnieniu dramatyzmu opisu, które się osiąga z pomocą zdań krótkich).
W tej sytuacji sami przeprowadźmy podział utworu na części - "niby-strofy". Otrzymamy cztery:
I) Wers 1. Część zawiera więc tylko jedno, krótkie, dobitne zdanie ( Nie myślałem, że żyć będę w tak osobliwej chwili.) o treści równej mniej-więcej stwierdzeniu: "że też dożyłem takich czasów". Przy tym chwilę dziejową, o której mowa określono słowem: osobliwa . To wyklucza traktowanie jej jako części historii świętej. Tym bardziej to nie Koniec Świata. Przymiotnika "osobliwy" używamy, gdy chcemy ocenić coś - owszem - zaskakującego i dziwacznego, ale przemijającego i na ogół niezbyt niebezpiecznego. Tak ludzie dojrzali często mówią o dziwiącej ich współczesności i sądzę, że jako wypowiedź o współczesności można treść zdania z 1 wersu zakwalifikować.
II) Wersy 2-8. Mowa tu o owej osobliwej chwili czyli współczesności. Mówi się o niej językiem metafory ale dość utartej. Określenie rzeczywistości jako "opuszczonej przez Boga" ( Bóg [...] / Najdotkliwiej upokorzy ludzi, / Pozwoliwszy im działać jak tylko zapragną, ) mieści się w ramach obyczaju, jest nierzadko spotykanym określeniem alegorycznym, za pomocą którego mówi się o zjawiskach pełnych zła.
Wersy 7-8 zawierają jeszcze jeden element oceny współczesności (cykl "królewskich tragedii" Szekspira opowiadał o okrutnych lecz wzniosłych dziejach angielskiej Korony) i wprowadzają część III.
W tym miejscu utworu następuje zmiana poetyckiej konwencji . Dotychczas omówione części były zasadniczo bezpośrednią relacją Poety o własnych odczuciach. Natomiast dalsze dwie, umownie wydzielone "niby-strofy", jako taka relacja zakwalifikować się już nie dadzą (jak przekonaliśmy się, brnąc w absurdy na początku naszych rozważań).
Przynoszą one wizje, które mogłyby w zasadzie wejść w skład innego wiersza, czy też wystąpić samodzielnie. Ich stosunek do uprzednich słów poety jest taki: To, co uprzednio stwierdzono ogólnie, wprost i w języku dyskursywnym - teraz wizje uszczegóławiają mówiąc językiem obrazów. Części następne utworu to (tam przynajmniej gdzie ich rozwój nie rządzi się już tylko własną, autonomiczną logiką i są nieprzetłumaczalne na język dyskursu) uobrazowanie tezy o "odejściu Boga". Wizje są dwie, tworzą trzecią i czwartą część wiersza:
III) Wizja zawarta w wersach 9-18. Dosłownie rozumianym tematem wypowiedzi jest tu rozpad świata fizykalnego, materialnego: od wytworów cywilizacji technicznej począwszy, poprzez świat przyrody, na materii samej skończywszy. Wzmianki o widmie przedmiotów, o dymie na kliszy każą ów rozpad traktować na podobieństwo anihilacji zachodzącej w czasie jądrowego wybuchu. Wykształcony czytelnik wszak pamięta, że promieniotwórczość przypadkowo odkryto dzięki śladom, który pozostawiła na kliszy fotograficznej. Wiemy też o "cieniach" ludzi, które po wybuchu pozostały na ścianach ruin domów Hiroszimy.
IV) Wersy 19-29 zawierają wizję o proweniencji biblijnej; obecna jest tu wyraźna aluzja do historii Wieży Babel (Rdz. XI, 1-9).
Dokonaliśmy pierwszego oglądu wiersza, wydzieliliśmy części i rozpoznaliśmy konwencje, wg. których należy go odczytywać. Podporządkowując ich wymogom spróbujmy dotrzeć do właściwej, częściowo danej wprost, a częściowo zaszyfrowanej treści utworu. Trud nasz uznamy za zakończony, gdy uda się nam odpowiedzieć na pytanie, jakim słowem określić można zjawisko, które:
1) Jest czymś niezwykle dla ludzkości istotnym. Tytuł wiersza przecież brzmi: "Oeconomia divina" a to oznacza: "gospodarowanie Boże " ***2.
2) Zagrożenie, "odejście" którego jest źródłem bezładu i owej osobliwości czasów współczesnych (pamiętajmy, że w ramach swej "gospodarki" Bóg może wystawiać na próbę i doświadczać!).
3) Można je określić metaforycznie, tak jak w części II.
4) Może być symbolizowane treścią wizji z części III i IV, a więc traktowane jako zasada (słowa: uzasadnienie , zasada powtarzają się w obu częściach), na której oparte jest zarówno życie społeczne, jak i nasze widzenie rzeczywistości. Biorąc pod uwagę zainteresowania filozoficzne Miłosza (Heraklit) można chyba rozumieć tę zasadę na kształt "arche" poszukiwanej przez jońską filozofii przyrody i jej bezpośrednich następców, tj. czegoś, z czego "składa się świat" ***3./ (z wody - dla Talesa, z powietrza - dla Anaksymenesa, z "bezkresu" - dla Anaksymandra, z ognia - dla Heraklita, z czterech żywiołów - dla Empedoklesa).
Wczytując się w treść części III i IV można skonstatować następujące skutki zaniku owego "czegoś". Gdyby go zbrakło: - Przestalibyśmy widzieć świat wokół nas; znikłby z naszych oczu jakby zdmuchnięty atomowym płomieniem (wers 14-16). - Przestalibyśmy tworzyć społeczeństwo mogące porozumiewać się (wers. 21: Wrzawą wielu języków ogłoszono śmiertelność mowy.).
- Groziłaby nam utrata świadomości podstawowych praw moralnych (wers 22: skarga (...) skarżyła się samej sobie. ).
- Nie do odczytania dla nas stałoby się dotychczasowe myślowe dziedzictwo ludzkości (wers 19 - zauważmy: pokreślono akurat śmierć ksiąg w "niby-atomowym" pożarze; srebrnieją, chwieją się i nikną litery na płonących kartach).
- Zatracilibyśmy uniejętność utrwalania duchowego dorobku (tajemnicze znaki z wersu 20 to najpewniej hieroglify pisma egipskiego - przy czym te, które oznaczają wartości dla tamtego społeczeństwa podstawowe: rzekę , bez której by ono nie powstało, palmę daktylową bez której by się nie wyżywiło; ibis był znakiem Thota - boga mądrości, nauczyciela pisma).
Nie dość na tym. Wersy 24-28, utrzymane konsekwentnie w biblijnym tonie wskazują nie tylko na uniwersalny i ponadczasowy ("biblijny" znaczy tyle co "ponadczasowy" - mądrość Księgi ważna jest dla zamierzchłych epok i dla naszej) charakter owego "czegoś", ku czemu myśl naszą kierują wszystkie części składowe ostatniej wizji utworu. Wskazują również na to, że dzięki owemu "czemuś" pozostajemy w ogóle ludźmi: gest zrzucania sukni (tj. odzieży) kojarzy się na ogół z szaleństwem i próbą powrotu ku pierwotnej zwierzęcości, a ponadto jedynie człowiek zwykł szukać kulturowych (mitologicznych czy naukowych) uzasadnień dla swych podstawowych życiowych czynności ( praca i odpoczynek ) oraz kształtów i funkcji swego ciała ( I twarz, i włosy, i biodra ).
Czym jest owo "coś"? Możliwe są dwie odpowiedzi.
Niektórzy odpowiedzą: "Bogiem". Taka interpretacja nasuwa się na pierwszy rzut oka, gdyż wizję części III można by uznać za obraz skutków wycofania się Boga z dzieła Stworzenia. Wtedy jednak wizję części IV należałoby rozpoznawać po prostu jako opis unicestwienia ludzkości. A przecież w naszych osobliwych czasach (a ich zasadniczo wiersz dotyczy), póki co, ludzkość jeszcze nie wymarła... - Musimy zatem szukać innej odpowiedzi.
Proponuję owo "coś" określić terminem "kultura" (zastrzegając, że chodzi o ścisłe znaczenie słowa ***4/) lub dokładniej: "niematerialną część kultury".
Chodziłoby o tzw. duchowe dziedzictwo, które decyduje o ciągłości danej cywilizacji i o wspólnocie wszystkich jej odłamów. "Oeconomia divina" Czesława Miłosza byłaby wówczas wołaniem o stabilizację znaczeń i ratowanie świata wartości, byłaby protestem przeciwko kryzysowi trapiącemu cywilizację kręgu śródziemnomorskiego - jak sądzą liczne autorytety - przynajmniej od końca XVIII wieku, a nasilającemu się współcześnie. I na ogół tak się ten wiersz odczytuje ***5/.
. Moja decyzja interpretacyjna na razie wygląda arbitralnie. Postaram się jednak wyjaśnić wątpliwości oraz - choćby szkicowo i hipotetycznie - wskazać na genezę wiersza by w ten sposób moją interpretację ostatecznie uprawdopodobnić.
Powróćmy do kwestii, dlaczego "pozostawienie przez Boga ludzi samym sobie" (wersy 2-6) należy rozumieć alegorycznie, jako upadek tradycyjnych wartości kultury?
Otóż sądzę że także dlatego iż owemu "odchodzącemu Bogu" z wiersza przydane są atrybuty nieomal bóstw pogańskich: przebywanie w określonym miejscu ( Bóg skalnych wyżyn ), możliwość (a może nawyk) manifestowania swej obecności ( i gromów ), a określenie Kyrios Sabaoth - "Pan wojsk" (abstrahując od jego teologicznych znaczeń) brzmi niezwykle archaicznie i kojarzy się z Bogiem znanym ze Starego Testamentu, który na co dzień przebywał z narodem wybranym, bezpośrednio kierował jego postępowaniem, wyrokował w sporach. Bóg tak rozumiany to Bóg religii będących nie tylko systemem twierdzeń o istocie świata i człowieka i wynikających stąd - głównie moralnych - konsekwencjach (a tak rozumieć zwykł religię człowiek nowoczesny). To raczej Bóg religii będących też prawem drobiazgowo reglamentującym życiowe czynności, nie pozostawiającej pola nie tylko dla egzystencjalnych ale i dla czysto życiowych wątpliwości, religii będących właściwie mitem w całości określającym światopogląd człowieka.
Otóż "odejście" tak rozumianego Boga winno się rozpatrywać nie w kategoriach teologii i filozofii, lecz antropologii i socjologii. Znaczy ono tyle, co przełom w rozwoju społecznym, oddzielający społeczność prymitywną (albo taką o ustabilizowanym systemie wartości) od nowoczesnej - które nie posiada aż tak zwartego systemu regulującego myślenie i zachowanie jednostek.
Dodatkowym argumentem za słusznością alegorycznego odczytania wersów 2-6 (zastąpienia słowa "Bóg" - słowem "Kultura") jest późniejsze (wersy 9-10) wprowadzenie w wywód myślowy wiersza przeciwstawienia materialnych wytworów naszej cywilizacji ( drogi , miasta , lotniska ) duchowemu produktowi kultury prymitywnej: plemiennemu państwu . Ten fragment (w kontekście, w jakim występuje) stanowi ważny interpretacyjny trop. Winien pobudzić czytającego do czynienia porównań między dzisiejszym bałaganem aksjologicznym i brakiem kulturowej stabilizacji a prastarym (ale jeszcze w XIX wieku dość powszechnym) "sposobem na życie bez niespodzianek", który - nie dając człowiekowi swobody życiowych wyborów - gwarantował mu jednak życiowy komfort myślowy, oferował recepty postępowania w każdej sytuacji.
Relacja treści wizji z III części wiersza (wersy 9-18) i zasadniczej problematyki utworu jest bardziej skomplikowana. Wizja zdaje się być rezultatem myślowego eksperymentu: poeta jakby próbuje przedstawić świat widziany oczyma człowieka, z którego umysłu "wyparowały" podstawowe dla danej kultury pojęcia.
Wyobraźmy sobie sytuację, w której tracimy swą całą (zdobytą samemu, bądź nam przekazaną) wiedzę o rzeczywistości. Zaiste, przestrzeń wokół nas uległaby wydziedziczeniu z przedmiotów . Rzeczy, zwłaszcza te słusznie uznane za powód do dumy dla naszej cywilizacji, istnieją wszak dla nas o tyle, o ile jesteśmy je w stanie nazwać, przypisać im pewne cechy, funkcje i znaczenia. W momencie "wyparowania" naszej wiedzy o rzeczywistości "znikłyby nam sprzed oczu", gdyż przestalibyśmy je spośród otoczenia wyróżniać (podobnie jak przebywając w podzwrotnikowym lesie nie dostrzegamy 90% zjawisk, które zauważa tam jego rdzenny mieszkaniec ***6/.) Zanik jednolitej sfery sensów - niematerialnego dorobku naszej kultury - dosłownie oślepiłby nas.
Można więc sądzić, że - zdaniem Miłosza - subiektywną (tj. istniejącą dla danej jednostki należącej do danej społeczności) istotą rzeczywistości materialnej jest kultura właśnie. Miłosz mówi o "zniknięciu zasady" ("arche"). Czytelnik "Oeconomia divina" winien pomyśleć, że dla danej społeczności ową "arche" jest kultura niematerialna - jedność doświadczeń i znaczeń.
Wersy 14-15 ( Z drzew, polnych kamieni, nawet cytryn na stole / uciekła materialność ) wzmacniają to przekonanie. Mowa w nich już o utracie zasady nie tylko przez wytwory cywilizacji, lecz przez cały świat przyrodniczy - zgodnie ze starogreckim znaczeniem terminu (materia też mogła być pojmowana przez pierwszych filozofów posługujących się tym terminem jako swoista "arche"). Katastrofa kultury byłaby dla jednostki równa - katastrofie atomowej. Jej skutkiem także byłaby anihilacja. (Przynajmniej anihilacja myślowego obrazu rzeczywistości.)
Ostatnim argumentem na rzecz słuszności naszego rozumowania, (stawiamy tezę, że wiersz "Oeconomia divina" jest sformułowanym w języku wizji wywodem na temat ważności dorobku kultury dla ludzkości) mogą być: - ogólne informacje o wydarzeniach zachodzących w czasie i w miejscu napisania utworu (Berkeley, 1973);
- inne wiersze z tomu "Gdzie słońce wstaje i kędy zapada" (1974), w którego skład wchodzi "Oeconomia divina".
Wspominając czasy przełomu lat sześćdziesiątych i siedemdziesiątych a więc okres studenckich niepokojów, buntu młodzieży, kształtowania się konktrkultury "hippies" - a więc czasy zdecydowanego odwrócenia się młodych Amerykanów od ideałów i modeli życiowych proponowanych im przez "dorosłe" społeczeństwo - w rozmowie z Aleksandrem Fiutem poeta mówił: (...) przeżyliśmy w Berkeley, w latach sześćdziesiątych, ogromną rewolucję. Fala protestu i fala nienawiści, plucia na establishment, na społeczeństwo osiadłe, która pojawiła się, trwała kilka lat, opadła i uniknęła (...) trudno odtworzyć wszystkie etapy wzbierania tej fali. ***7/.
"Oeconomia divina" zdaje się do tych wspomnień nawiązywać i zapewne nieprzypadkowo w tomie znajduje się pomiędzy (napisanymi w tymże co ona, 1973 roku - i także w Berkeley) wierszami: "Wieść", gdzie o ziemskiej cywilizacji mówi się w czasie przeszłym i "Lektury", gdzie nader zjadliwie mówi się o tej wyższości czasów biblijnych nad naszymi, że wówczas Daimonizomenoi czyli opętani biesowaci nie mieli pism ani ekranów, / rzadko tykając sztuki i literatury, że: drgawki, na ustach piana, zgrzytanie zębami / nie uchodziły wtedy za znamię talentów ***8/. Miłoszowi - wykładowcy slawistyki musieli mocno dopiec młodzi ludzie - pierwowzory bohaterów musicalu "Hair", hippisi i inne ugrupowania młodzieży negujące nawet najbardziej - wydawałoby się - podstawowe nawyki społeczne: pracę, małżeństwo, rodzinę, itd. Niezbyt też lubił intelektualistów popierających ten sposób myślenia.
Dlaczego? Może uznał, że niepokoje amerykańskiej młodzieży i towarzysząca im dezorientacja inteligencji jest przejawem tegoż samego kryzysu europejskiej kultury, którego obawiał się w latach trzydziestych, a którego drastycznym przejawem i zarazem radykalnym pogłębieniem była wojna i następujące po niej władztwo totalitaryzmu? Może w demonstracjach przeciwko interwencji w Wietnamie i zakładaniu hippisowskich komun dostrzegł te same upiory negacji, które wcześniej przejawiły się w wyczynach młodych hitlerowców, czy radykalnej, komunistycznej młodzieży? Ale to już temat dla osobnego studium.

Przypisy:

***1/. Na temat tego wiersza porównaj następujące jego analizy: Bożena Chrząstowska: "Groźba chaosu" w: B. Chrząstowska. "Poezje Czesława Miłosza" Warszawa 1982, WSiP, tu ss. 120-142; Aleksander Fiut: "Moment Wieczny. O poezji Czesława Miłosza", Warszawa 1993, Open, tu strony 106-108, Elżbieta Kram- Mikoś: "Z Miłoszowego dyskursu o kondycji ludzkiej (O wierszu Oeconomia Divina )" w: "Poezja w szkole średniej" pod redakcją Elżbiety Kram-Mikoś, Kraków 1995, Wydawnictwo Edukacyjne, ss. 66-75.
***2/. Według wyjaśnień ks. Kazimiera Bukowskiego zawartych w książce "Biblia a literatura polska. Antologia" (Warszawa 1984, WSiP) Tytuł utworu znaczy "boska ekonomia", co w terminologii teologicznej oznacza boski plan zbawienia świata (s.62). Wedle IV tomu "Encyklopedii katolickiej" (Lublin 1983), "Ekonomia Boża", albo "Ekonomia zbawienia" to plan zbawienia ludzkości, objawiony przez Boga w dziejach Starego i Nowego Testamentu . Cytuję fragmenty artykułu encyklopedycznego: Pojęcie [...] ma źródło w "Listach" św. Pawła Apostoła [...]; określa realizowanie przez Boga pełni czasów na drodze ponownego zjednoczenia wszystkich w Chrystusie, udzielenie łaski objawiania tajemnicy Bożego planu zbawienia apostołowi, który ma go głosić wszystkim [...], realizację tajemnicy zbawienia [...] oraz także włączenia się człowieka przez wiarę w Chrystusa w realizację tych planów [...] i zlecone przez Boga szafarstwo tajemnic Bożych oraz misję głoszenia objawionej tajemnicy zbawienia [...]. Termin "ekonomia" - do planu lub zamysłu Bożego, który spełnia się w Chrystusie, odnosił Ignacy Antiloch [...] a Ireneusz w "Adversus haereses" przyjął go jako zasadniczy do wyrażenia nauki o działaniu Boga zarówno w całym procesie zbawczym, jak i na jego poszczególnych etapach [...]; działanie to zmierzało do Chrystusa, będącego rekapitulacją całej historii i wypełnieniem wszystkich obietnic Chrystusa, który towarzyszy zawsze ludzkości, przygotowywując wcześniej ekonomię wcielenia i krzyża. [...] Obecnie wielu teologów łączy pojęcie ekonomii zbawienia z pojęciem historii zbawienia z uwagi na to, że Boży plan zbawienia jest zarówno objawiony, jak i realizowany przez Opatrzność Bożą w dziejach ludzkości; zbawcze działanie Boże rozpatrują oni pod kątem uwidaczniania się i realizowania zbawczego planu Bożego wobec ludzkości w całej historii czy też przedstawienia określonego porządku zbawczego w danej epoce dziejów [...]. Skoro plan zbawienia ludzkości ma określone etapy, istnieją różne ekonomie zbawienia w zależności od historycznej epoki, wydarzeń religijnych i warunków zbawienia, porządku zbawienia oraz przymierza Boga z ludzkością; zawierają w sobie określone prawo religijno-moralne, drogę zbawiania, dary, kult i ofiary oraz środki zaradcze przeciw grzechowi; (s. 796-797).
Jak widać, Czesław Miłosz potraktował ów termin nader swobodnie, przydając mu jednak znaczenie bliższe współczesnym poglądom teologicznym.
***3/. Na temat znaczenia słowa "zasada" dla pierwszych filozofów - porównaj następująse cytaty z I tomu "Historii filozofii" Władysława Tatarkiewicza (wyd. 8, Warszawa 1978, PWN): Tales rozmyślał nad początkiem świata, ale dopiero Anaksymander zaczął używać terminu początek (arche). Był to wyraz potoczny, ale użyty przez filozofa zmienił swe pierwotne znaczenie. Początek był dla Anaksymandra już czymś więcej niż pierwszym momentem w rozwoju rzeczy; a to dlatego, że był przekonany, iż to, co było na początku nie przestaje istnieć, tylko przybiera inne kształty. Tales szukał materii, która była na początku, ale przestała istnieć, bo przetworzyła się w inne rodzaje materii; Anaksymander szukał również pierwotnej materii, ale z przekonaniem, że skoro była, przeto jest i będzie. Pierwotne własności rzeczy pojmował zarazem jako trwałe, istotne, zasadnicze: "arche" była dlań już nie tylko początkiem, ale "zasadą" rzeczy; nie tylko ich pierwotną, ale też właściwą naturą. Przy takim założeniu główne zagadnienie filozoficzne uległo przemianie: chodziło w nim już o coś więcej niż o początek. Wyraz "arche", który znaczył tyle, co początek, zaczął oznaczać, gdy został zastosowany w filozofii - zasadę (uległ analogicznej przemianie, jak później łaciński wyraz "principium", pierwotnie znaczący tyle, co "początek", a potem tyle, co "zasada"). I w znaczeniu "zasady" wyraz ten stał się naczelnym terminem greckiego słownika filozoficznego. (cyt. s.26). I dalej: Z zagadnień kosmologicznych (pierwszego okresu rozwoju filozofii greckiej, tj. od ok. 600 do 460 p.n.e.) główne było zagadnienie zasady (arche). Pierwotnie chodziło w nim o początek, z którego się rzeczywistość wywodzi, u późniejszych zaś, dojrzalszych myślicieli - o główny składnik, o właściwą naturę rzeczywistości. Na to zagadnienie każdy, kto w owych czasach chciał mienić się filozofem, musiał mieć odpowiedź. A każdy prawie filozof miał inną: jeden mówił, że zasadą jest woda, inni, że bezgraniczna a nieokreślona materia, powietrze, ogień, ziemia, 4 żywioły, zarodki, atomy. (s.61)
***4. Kulturę definiujemy (za "Elementarnymi pojęciami socjologii" Jana Szczepańskiego) jako: Ogół wytworów działalności ludzkiej, materialnych i niematerialnych wartości i uznawanych sposobów postępowania, zobiektywizowanych i przyjętych w dowolnych zbiorowościach, przekazywanych innym zbiorowościom i następnym pokoleniom .
***5. Wiersz ów, dość powszechnie rozumiany jest jako refleksja nad dziejami cywilizacji nowoczesnej, konkretnie - cywilizacji Zachodu. Jerzy Kwiatkowski uważał go za wielką syntezę naszej epoki, wyrażoną językiem katastrofizmu, analizę pustki i bezzasadności współczesnej cywilizacji. (cyt.: Jerzy Kwiatkowski "Miejsce Miłosza w poezji polskiej" w: "Poznawanie Miłosza. Studia i szkice o twórczości poety" pod redakcją Jerzego Kwiatkowskiego, Kraków 1985, WL, ss. 81-98, tu s.90). Według Jana Błońskiego Miłosz w ogóle amerykański dosyt czy potęgę kwitował goryczą i poczuciem niespełnienia (cyt. Jan Błoński: "Wzruszenie, dialog i mądrość" w: "Poznawanie Miłosza. Studia i szkice o twórczości poety", ss. 363-380, tu s.378). W tym zbiorze artykułów, na s. 187-188 znajduje się także pomocna mi w tych rozważaniach krótka analiza "Oeconomia Divina" - pióra Aleksandra Fiuta.
***6. On z kolei - będąc przedstawicielem innej, prymitywnej kultury a o naszej kulturze mając wiedzę zerową - zaprowadzony na ulice naszej metropolii dostrzegłby w niej jedynie bezsensowne nagromadzenie kamiennych brył (domy), wokół którego biega stado dziwnie ryczących zwierząt (samochody).
***7. Cyt. "Czesława Miłosza autoportret przekorny. Rozmowy przeprowadził Aleksander Fiut", Kraków 1981, WL, s. 14.
***8. Cyt.: Czesław Miłosz: "Lektury", w: Cz. Miłosz "Wiersze" [t.2], Kraków 1984, WL, s. 195. (Cytaty z "Oeconomia divina" wedle tego wydania.)

Uwaga! Analizę powyższą wydrukowano w "Koniec Wieku. Pismo Filozoficzno -Artystyczne" 1999/12-13, ss. 73-82;