Wojciech Kajtoch Homepage





Wstęp

Introduction to Solaris

Historia Literatury Polskiej

   Z Mojego Archiwum II
   Lagry i Łagry
   Władysława...
   Obok ,,bruLionu''    Kiedy dwóch...
   Wstęp do ,,Solaris''


Historia Literatur Obcych

Językoznawstwo Prasoznawcze

O Poezji

Życiorys

Spis Publikacji
Wojciech Kajtoch


Władysława Terleckiego trylogia o powstaniu styczniowym ("Spisek", "Dwie głowy ptaka", "Powrót z Carskiego Sioła")



Celem szkicu jest opis i interpretacja wymienionych powieści pod kątem realizowania przez nie hipotetycznych założeń autora, co pozwoli na sformułowaniu paru myśli o skutkach wprowadzenia do powieści historycznej personalnej perspektywy narracji.

*

Chociaż z problematyką powstania styczniowego (o tej epoce traktuje trylogia) zetknął się Terlecki w latach studiów, to "Spisek" był pisany w latach 1962/1963 - 1965, "Dwie głowy ptaka" - 1967-1969, a "Powrót z Carskiego Sioła" oddany do druku około 1971/1972. W rekonstrukcji "systemu zamierzeń" pomocna będzie publicystyka i krytyka Terleckiego z tych lat oraz liczne wypowiedzi o własnej twórczości ***1/. Duży wpływ na teorię i praktykę powieściopisarstwa historycznego miało też pisanie utworów współczesnych ***2/ (najczęściej noweli), w których ukazywał spustoszenia, jakich w psychice ludzkiej dokonała ostatnia wojna i późniejsze walki bratobójcze. Dla nas znaczenie będzie miała dojrzała wersja tematu współczesnego, wypracowana około roku 1960. Pisał:
Wierzę w ścisły związek pisarskiego wysiłku z epoką, w której pisarz żyje, której obraz utrwala w swojej pracy, z epoką, która go wreszcie tworzy. [...] Interesuje mnie w tej epoce umieranie starego świata, jego związek ze współczesnością, człowiek tworzący tę epokę uwikłany w konflikty wobec niej anachroniczne [...] często tragiczne i beznadziejne. [...] Interesują mnie ludzie, którzy żyjąc we współczesnym świecie usiłują żyć wbrew temu światu, którzy przynoszą do niego mocno spłowiałe wyobrażenia o szczęściu, samotności, bogactwie. ***3/
Genezy cyklu wypada szukać w zaangażowaniu się Terleckiego w dyskusję o naszym charakterze narodowym, o roli walk narodowowyzwoleńczych i tradycji, charakterystyczną dla przełomu lat pięćdziesiątych i sześćdziesiątych. Stanowisko ulegało zmianom. W roku 1959 bronił antyromantycznego, neopozytywistycznego i pragmatycznego "wyznania wiary" Stanisława Grochowiaka ***4/. W rocznicowym, 1963 roku występował już jako obrońca - w imię historycznej prawdy - zasadności i znaczenia czynu powstania styczniowego, udowadniając, że lojalistyczno-pozytywistyczny program odzyskania niepodległości był wtedy zwykłą bzdurą.
W tym bowiem okresie, w tekście polemizującym ze wstępem Melchiora Wańkowicza do II wydania "Hubalczyków", po raz pierwszy znajdujemy zaczątki typowej i ważnej dla Terleckiego refleksji o prawdzie historycznej i jej artystycznym ujęciu, znaczeniu pisarza jako tego, który bądź prawdy historycznej społeczeństwu dostarcza, bądź też ją fałszuje, uczestnicząc w tworzeniu legendy wydarzeń oraz stwierdzenie, że popularne "legendowe" widzenie faktu zaciemnia nie tylko obraz historii, ale i żyjącego w przeszłości człowieka, bezprzykładnie go zubożając. ***5/.
Omówimy kolejno: kształtowanie się zasadniczych zrębów programu towarzyszącemu pisarzowi przy pracy nad "Spiskiem", dalszy rozwój autorefleksji Terleckiego i zamierzeń wobec pozostałych powieści cyklu.
Na genezę powstania "Spisku" obiektywne światło rzuca pierwsza w publicystyce Terleckiego wzmianka o powstaniu styczniowym - opublikowana w 1962 roku:
Czytałem ostatnio protokoły śledczej komisji badającej sprawy Rządu Narodowego. [...] Wstrząsająca to była lektura. Jak bardzo literatura piękna umie uwikłać się w kłamstwa, kiedy staje się - z konieczności historycznych, albo bez tych konieczności - dyletancką dydaktyką! Ile prawdy o ludziach tego czasu i ich sprawach mówią owe niesprawnie zanotowane słowa sądowego protokolanta. Cóż więcej literatura naszego czasu może ofiarować przyszłemu i dzisiejszemu czytelnikowi? Prawdę [...] - jaką prawdę? Tylko prawdę, która jest zgodna z własnym sumieniem. Z jakim! Kim jest człowiek żyjący w tym kraju... ***6/.
Wyraźnie widać nawiązanie do wymienionych problemów. Zaś konkretnie określił pisarz to, co dlań w powstaniu najistotniejsze i jego zdaniem dziś ważne - w polemice ze współczesnymi apologetami ugodowców oraz w znacząco zatytułowanym artykule "O złoty wzorzec współczesnego patriotyzmu". Na tej i na podstawie jeszcze innych źródeł można jego cele przedstawić tak:
Pisarz - odczuwający konieczność poszukiwania rodowodu, ustalenia, skąd bierze swój początek los współczesny, co właściwie kryje się pod frazeologicznie określonym pojęciem polskiego losu ***7/ - zetknął się z protokołami sądowymi. Odkrywszy język epoki, przekonał się o "pokrewieństwie psychologicznym" inteligentów współczesnych i tych sprzed stu lat, że mentalność tamtych ludzi nie różni się znowu tak dalece od naszej, aby oddalić zasadnicze pytania, które oni stawiali sobie również ***8/. Równocześnie, przysłuchując się dyskusjom o "bohaterszczyźnie" (zwłaszcza w odniesieniu do powstania styczniowego) dostrzegł ich jałowość. Skonstatowawszy fałsz obrazu szlachetki z ojcowską szablą biegnącego na armaty i ciemnego chłopa mordującego powstańca, postanowił w imię przekonania, iż błędy tego powstania są [...] lekcją, która pozwala na wyciągnięcie wniosków wcale nie anachronicznych, przypomnieć przykrą prawdę: stojący wobec zagrożenia zewnętrznego Polacy potrafili zwalczać się wzajemnie, a stroną atakującą bynajmniej nie byli rewolucjoniści, a Biali - dziś tylu mający obrońców. Chciał również przypomnieć nieznany przykład postępowania mądry i piękny jednocześnie ***9/.
Terleckiemu, dobrze pamiętającemu oskarżenia krytyki (po "Podróży na wierzchołku nocy" okrzyczano go kreacjonistą uznając, że przedstawione tam sytuacje nie mają odnośnika w rzeczywistości), tak zależało na udowodnieniu własnej prawdy, że wybrał drogę pisania powieści "dokumentarnej", o rzeczywistych bohaterach i wydarzeniach historycznych.
Gdybym usiłował napisać powieść [...], której bohaterem byłby bezimienny rewolucjonista ginący w sprowokowanym przez jego rodaków pojedynku i gdybym na ten fakt nałożył świadomość historyczną o epoce i legendę o tej epoce, powiedziano by, że jest to historia nieprawdziwa [...], natomiast mój zamysł jest próbą kompromitacji historii, która cechowała się jedynie walką z zaborcami. ***10/
Ogólnym celem, w imię którego podjął trud napisania powieści historycznej, towarzyszącym mu i dalej, było przeciwstawienie się nie tylko romantycznej legendzie, ale legendzie "w ogóle", stereotypowemu patrzeniu na przeszłość, przeszkadzającemu poznaniu współczesności:
W obserwowaniu postaw ludzi żyjących dawniej interesuje mnie szczególnie to, co ich dzieli. Nasza tradycja literacka stworzyła legendę zacierającą owe przedziały. Jest to legenda fałszywa. [...] Tego rodzaju legenda o pewnych okresach historycznych może spowodować fakty negatywne. Zaciera ona również dzisiaj istniejące rozwarstwienia i podziały. ***11/
Podsumowując: Terlecki wyszedł z założeń stanowiących kamień węgielny światopoglądu myślącego historycznie człowieka: jedynie prawdziwe poznanie przeszłości stwarza warunki do skutecznego działania współcześnie. A zatem obraz przeszłości istniejący w świadomości społecznej powinien być analogiczny do rzeczywistego, fałszywe stereotypy trzeba rozbić. Ów pogląd ma jednak odmianę radykalną, będącą w gruncie rzeczy zaprzeczeniem historyzmu, która analogię stara się zastąpić tożsamością. Jej osiągnięcie uznaje się za możliwe przy założeniu pełnej poznawalności historii. (Jest owa odmiana nie uświadamianą konsekwencją tego założenia.) Wystarczy jakieś wydarzenie uznać za bezwzględnie prawdziwe i do końca poznane. Terlecki przypuszczalnie uległ tej pokusie, skoro chciał rozbić "fałszywy" stereotyp ukazaniem "prawdziwego" faktu.
Na przezwyciężeniu tego poglądu będzie polegał dalszy rozwój jego pisarstwa. lecz na razie zadanie nie wydawało mu się skomplikowane i oryginalne. Wystarczyło przedstawić w książce wypadki nie budzące zastrzeżeń czytelnika co do tego, że są prawdziwe, oraz przypadki jednoznaczne. Optymistycznie można było przypuszczać, że dla osiągnięcia celu wystarczy pokazać bez komentarza nieznane rewelacje. Jedynym novum zaproponowanym przez Terleckiego było przekonanie o nowoczesności psychiki bohaterów, wymagające zastosowania wszystkich formalnych zdobyczy współczesnej powieści psychologicznej. Zgodnie z owym postulatem i koncepcją "jednostki anachronicznej", charakterystycznej dla twórczości współczesnej pisarza, przedstawiono w "Spisku" sylwetkę psychiczną głównego bohatera.
Około 1965 roku Terlecki, poznawszy "Przygody człowieka myślącego" Marii Dąbrowskiej, zaczął zastanawiać się nad realizmem ***12/. "Spisek" potraktował jako przejściowy epizod twórczości powracając do zagadnień anachronizmu ludzkich postaw wobec zmieniającej się historii, co zaowocowało "Gwiazdą Piołun" - powieścią kończącą ten nurt w pracy pisarza. Do pisarstwa historycznego na razie zniechęciło go przyjęcie subiektywnej teorii prawdy: W literaturze proces historyczny jest uwarunkowany przez widzenie rzeczywistości współczesnej [...]; skazani jesteśmy, podejmując temat historyczny na baśniotwórstwo, budowanie mitu. ***13/. Odkrył, że nikt nie ma patentu na głoszenie pełnej, historycznej prawdy, i że on sam, przeciwdziałając fałszywym społecznym stereotypom, może podobne tworzyć. W Polsce, gdzie stosunek do własnego rodowodu oparty jest właśnie na wizjonerstwie literackim łączy się to ze zbyt dużą odpowiedzialnością. Nie ma sensu opowiadać czytelnikowi o faktach "prawdziwych", skoro nie ma mitu niezmiennego [...] tworząc mit taki w najszlachetniejszych pragnieniach staje się wbrew faktom, które historia już ujawniła i które ujawni w przyszłości ***14/ . Odpowiednio i realizm - pojmowany dotąd prymitywnie, jako prawda życiowego szczegółu ***15/ - stał się dlań konwencją anachroniczną i nieprzydatną w ujmowaniu problemów współczesnego świata. Punkt dojścia rozważań, który pozwolił także na rozwiązanie sygnalizowanego dylematu pisarza historycznego był taki:
W dziewiętnastym wieku - pisał Terlecki po zakończeniu pracy nad cyklem - oczekiwano od literatury wielkich, syntetycznych obrazów świata. Miała ona ten świat wyjaśniać, rozumieć, osądzać [...]. My już świata nie możemy wyjaśnić [...]. Nie jestem też zupełnie pewien - czy nasz osąd może być równie niepodważalny, jak to ongiś bywało. [...] Sądzę, że zamiast całościowych formuł tłumaczących świat współczesny, stoimy wobec uporczywej konieczności upowszechnienia pytań, na które nie zawsze możemy znaleźć zadowalające odpowiedzi. Ale naszą racją bytu a i nakazem moralnym, jest stawianie takich pytań. [Innymi słowy:] podstawowym zadaniem pisarza jest kształtowanie moralnej, ideowej i estetycznej wrażliwości. ***16/
Odpowiednio zmieniają się zadania powieściopisarza historycznego. Nie sposób już poszukiwać "nieanachronicznego mitu"; cel zakładający zachęcenie czytelnika do krytycznego spojrzenia na przeszłość można osiągnąć przez podsuwanie mu takich obrazów, o których prawdziwości nie musi być przekonany - ale które sprawią, by prawem analogii sam zechciał oczyścić swoje myślenie z nalotu popularnych stereotypów. W praktyce okazało się, że trzeba pisać powieści przynoszące krańcowo niepokojące hipotezy na temat natury procesu historycznego. Terlecki, z upływem czasu mniej dbający o unikanie anachronizmów i skupiający zainteresowania tematyczne na sprawach zdrady, lojalizmu i ugody, tak określa swój konkretny cel:
Coraz więcej dokonuje się we współczesnym świecie spraw, które są uniezależnione nie tylko od udziału naszej woli, ale także od udziału świadomości. Coraz mniej wiemy o procesach historycznych. Życie współczesne odbiera człowiekowi swobodę namysłu. Tu rysują się obowiązki literatury. Chcę, abyśmy patrzyli na dziejący się współcześnie proces historyczny jako na coś niesłychanie złożonego. ***17/

*

Zinterpretujemy obecnie powieści, badając je po pierwsze jako dzieła literackie, po drugie - przedstawicielki synkretycznego gatunku powieści historycznej (określając ich stosunek do poznanych źródeł). Szczególną uwagę zwrócimy na wynikłe z immanentnych prawidłowości rozwoju prozy bariery, na które natknęły się postulaty pisarza i jak je przezwyciężono.

I. "SPISEK"

Zajął się w nim Terlecki postacią i "sprawą" Stefana Bobrowskiego ***18/ , urodzonego 22 kwietnia 1841 r. w rodzinie średnio zamożnej polskiej szlachty w Kazimierówce na Ukrainie. W 1857 r. rozpoczął on studia prawnicze na Uniwerstytecie Petersburskim. Tam zetknął się z konspiracją tzw. "Kółka Sierakowskiego- Dąbrowskiego". W 1860 r. z ramienia tegoż udał się z misją na Uniwerstytet Kijowski dla nawiązania kontaktów ze "Związkiem Trojnickim" i rychło znalazł się w jego władzach. Następnej jesieni wyjechał do Warszawy, skąd przewiózł do Kijowa prasę drukarską. Po wsypie drukarni (luty 1862) uciekł do Paryża. W październiku już jako emisariusz Centralnego Komitetu Narodowego (CKN) podporządkował "Związek Trojnicki" Warszawie. W skład CKN wszedł 3 stycznia 1863. Bobrowski, uczestnicząc w samych początkach rozwoju ruchów niepodległościowych tych lat, w najbardziej radykalnych jego skrzydłach, położył wielkie zasługi podczas wstępnego okresu powstania. Kierował nim faktycznie przez pierwszy miesiąc jako szef Komisji Wykonawczej.
W drugiej połowie lutego rozpoczęły się wydarzenia, które już bezpośrednio łączą się ze "sprawą Bobrowskiego". Biali przystąpili do ruchu. Z początkiem marca wszczęto rozmowy na temat ewentualnego rządu koalicyjnego. Chcieli mieć w nim większość, ale Czerwoni sprzeciwili się stanowczo, nie chcąc równocześnie (ze względów finansowych) odrzucać oferowanej "pomocy". W końcu Biali zdecydowali się na zamach stanu i ogłosili 10 marca dyktaturę Langiewicza.
Kulisy przedstawiały się tak: Langiewiczowi należało wykazać, że jego decyzja nie stanowiłaby samowoli. Znalazł się zatem w Krakowie "pełnomocnik rządu", niejaki hr. Adam Grabowski. Machinacja (o której prawdopodobnie dobrze wiedzieli dwaj członkowie TRN o białej orientacji - Giller i Królikowski) udała się. Langiewicz urząd przyjął, a Bobrowski i pozostali członkowie rządu zostali odsunięci od władzy. Na wieść o dyktaturze wysłano z Warszawy Gillera i Jankowskiego dla nawiązania stosunków. Nie niepokojono się sądząc, że montowany przy dyktatorze rząd powstanie w wyniku rokowań. Lecz tuż przed 20 marca obecny w obozie Langiewicza komisarz Biechoński wysłał list zawiadamiający, jak się sprawy miały. Bobrowski poczuł się wyprowadzony w pole. Zaczął był rokowania z Białymi na temat rządu jawnego, w którym miał sam zasiadać, z tym, że tajna władza warszawska pozostałaby w rękach Czerwonych. Obecnie czuł się odsunięty na bok, a władza przechodziła do rąk białych kombinatorów ***19/. Napisał list do Langiewicza, żądając odpędzenia intrygantów. Z tymże listem zjawił się 20 marca w Krakowie. Zastał zupełny bałagan. Langiewicz po przegranej bitwie przekroczył granicę Galicji i został internowany. Władza dosłownie "leżała na ulicy". Zdecydował się więc na krok bezprecedensowy. Napisał odezwę, w której, w imieniu TRN, znów obejmował władzę i - nie mając pieczęci - podpisał ją własnym nazwiskiem (a propos: jego pseudonim brzmiał identycznie, jak nazwisko hrabiego "delegata" - Grabowski).
Sytuację opanowano. Wytoczono śledztwo przeciwko "bohaterom" Langiewiczowskiej imprezy. Na pierwszym posiedzeniu sądu Bobrowski nie podał hrabiemu ręki (obecny tamże Giller dłoń podał). Obrażony Grabowski zażądał satysfakcji. Bobrowski odmówił, powołując się na pełnioną funkcję. Sprawę przekazano sądowi honorowemu. Ten orzekł konieczność pojedynku. Bobrowski zginął pod Rawiczem 12 kwietnia 1863 r. Przeciwnik był wprawnym strzelcem, a Naczelnik Miasta krótkowidzem, z ledwością widział na odległość paru kroków.
Właściwa "sprawa" Bobrowskiego to cały zespół zagadek. Dlaczego ostatecznie zgodził się na pojedynek? Dlaczego sąd honorowy wydał taki werdykt? Czy śmierci Bobrowskiego nie są winni Biali, mszczący się za krakowską klęskę? Na pytanie to twierdząco odpowiedział Paweł Jasienica w "Białym froncie". Tę teorię przejął Terlecki. Wiemy, jaką wagę przykładał do wydarzenia i jakiego dostrzegł w Bobrowskim człowieka. Dla budowy powieści najistotniejszy będzie postulat równoczesnego ukazania czytelnikowi prawdziwego, nieschematycznego człowieka przeszłości i faktów przeczących legendzie. Postulat pierwszy wymagał zastosowania zdobyczy nowoczesnej powieści psychologicznej z personalną perspektywą narracji ***20/ , a drugi - dostarczenia maksymalnej i obiektywnej informacji. Stworzy to charakterystyczną sferę napięć.
Terlecki pisał:
Autor chciał uniknąć tradycyjnego zapisu. Książka nie ma traktować o wszystkich sprawach powstania [...] Ma ukazać jeden tylko odcinek walki. Paweł Jasienica w swojej książce utrzymuje, że Bobrowski zachował wiarę w rezultat zmagań powstańczych. Jest to - z psychologicznego punktu widzenia - teza dość wątpliwa. Decydując się na opuszczenie Warszawy Bobrowski musi mieć pełną świadomość zbliżającego się końca. I od tej chwili zaczyna się powieść. Czas, w którym się rozwija, trwa dwa dni: od momentu wyjazdu do pojedynku. Wtedy właśnie - w pamięci - budzi się historia jego życia, najlepiej wyrażająca się w pełnych dramatyzmu wydarzeniach ostatnich miesięcy. Jest to już człowiek osaczony. Drobne epizody, ludzie, których w tej ostatniej podróży spotyka, projekty listów, oto uzupełnienie obrazu. Autor chciał również uniknąć wielokrotnie wykorzystywanych efektów konstrukcyjnych, które towarzyszą podobnym tematom. Więc rekonstrukcja? Forma monologu przeplatającego się z opisem następujących w ciągu tej doby faktów i okoliczności ***21.
Ale musimy zaprzeczyć słowom pisarza: akcja obejmuje okres od 20 marca (w powieści dnia, w którym dotarła do Warszawy wieść o upadku Langiewicza) do 12 kwietnia rano (biorąc pod uwagę pod uwagę wydarzenia opisane w retrospekcjach i dialogach, czas objęty fabułą zwiększy się: obejmie okres do czasu wakacji 1860 r., spędzonych przez Bobrowskiego w Odessie. Sumarycznie zatem zawiera nieomal całe dorosłe życie bohatera, zgodnie ze schematem właściwym biografiom). Jest ona nam dana w dwudziestu jeden "odsłonach" (jak nazwiemy jednostki graficznego rozczłonkowania tekstu, który to podział nie pokrywa się z logicznym, tzn. na wydarzenia czy związki wydarzeń, tworzące rozdziały, epizody) oraz w dłuższym rozdziale opisującym wypadki z 11 kwietnia i ranka dnia następnego. Mamy dwa toki odsłon: pierwszy obrazuje okoliczności podróży (to jest zaszłe w nocy z 10 na 11 kwietnia), drugi (wprowadzony w myśl zasad czasowej inwersji) - obejmuje wydarzenia od momentu rozpoczęcia akcji do chwili zawiadomienia Bobrowskiego o wyroku sądu. Rozpoczyna się on pod koniec trzeciej odsłony (pierwszego toku) retrospekcją ***22. Są przemieszane podług schematu: x y, x1 y1. Ów drugi tok sprowadza się do tego, co autor we wstępie nazwał monologiem. Trzeba jeszcze nadmienić, że w trakcie trzech pierwszych odsłon udało mu się wprowadzać regularnie po jednej dłuższej retrospekcji, które na taki monolog zaczęły się składać. Nie potrafił jednak utrzymać konsekwencji.
Oto wypadki powieściowe: wieczorem biegnie do pociągu dwóch ludzi. Jednym z nich jest Bobrowski. Powinien wsiąść do przedziału przed innymi pasażerami. Wewnątrz czeka kolejarz, zobowiązany czuwać nad jego bezpieczeństwem. Ale tuż przed odjazdem, dosłownie wdziera się do przedziału jakiś grubas. Zjawia się rosyjski pułkownik, rozpoznający w Bobrowskim jakiegoś znajomego z Kijowa. Sytuacja daje się opanować, i Bobrowski rozmawia z grubasem o tym i owym. Nagle współtowarzysz Naczelnika dostrzega pistolet ukryty pod poduszkami kanapy. Od tego momentu rozmowa "nabiera rumieńców". Grubas, monologując, wygłasza kwestie coraz bardziej dwuznaczne. Naczelnik obezwładnia prowokatora. Następuje wymiana zdań z kolejarzem, jak pozbyć się szpiega - ale bez ustalenia konkretów. Zbliża się granica, celnicy zbierają dokumenty. Udaje się obejść ich czujność. Bobrowski opuszcza przedział, przyjmuje zaproszenie pułkownika, który zwierza mu swoje kłopoty. Kolejarz likwiduje szpicla. Bobrowski wraca do swojego przedziału. Obydwaj spiskowcy naradzają się: kolejarz musi uciekać do oddziału, Bobrowski przyrzeka pomoc, ale nie potrafi odpowiedzieć towarzyszowi na pytania o wynik, czas trwania i sposoby walki. Jeszcze przekroczenie granicy, oczekiwanie na zwrot dokumentów, pożegnanie z pułkownikiem. Bobrowski, jadąc dalej samotnie zapada w półsen. Rankiem na dworcu w Rawiczu oczekuje powóz. Bobrowski jedzie do hotelu. Usiłuje pisać list do rodziny, nie udaje się; pisze w południe. Przy obiedzie i później rozmowa z sekundantem Krasińskim o sądzie, naturze spraw honorowych, przyczynach takiego właśnie wyroku. Następują wydarzenia ostatniego ranka. Z lekarzem, niezadowolonym że zamiast udzielać w tej chwili pomocy powstańcom za kordonem musi asystować przy pojedynku, jedzie na spotkanie Grabowskiego. Pada śmiertelny strzał.
Streszczenie rozpoczęliśmy "od połowy". Bliżej przyjrzyjmy się teraz wprowadzeniu drugiego, inwersyjnego toku.
Pierwsze odsłony zawierają dwie retrospekcje z początków działalności Bobrowskiego w ruchu i przeżyć w domu rodzinnym. W połowie trzeciej, Bobrowski, prowadząc rozmowę z grubasem, nagle pomyślał: że o tej porze - gdyby nie podejmował tej podróży - przynosiliby mu meldunki ***23. Myśl ta rozwija się w obszerną retrospekcję, dotyczącą bieżącej pracy: w konspiracyjnym mieszkaniu Bobrowskiego zjawia się współpracownik i rozpatrują wspólnie plan Dąbrowskiego zdobycia warszawskiej Cytadeli. Narracja urywa się. Następnie czwarta odsłona z opisem wypadków, które doprowadzą do demaskacji grubasa. Równie nagła przerwa i retrospekcja rozwija się dalej. Kończy ją pukanie do drzwi. Lecz powracamy w teraźniejszość: to grubas, budząc rozmówcę, pukał palcem w stolik. W tym momencie narrator zmienia "tu i teraz" relacji. Bez przygotowania odsłona szósta powraca do kontynuacji poprzedniej retrospekcji. Bez uzasadnienia w bieżącej sytuacji znajdujemy się znowu w Warszawie. Przychodzą wieści o upadku Langiewicza. To niewątpliwa inwersja. Rozpoczyna się akcja: Bobrowski, po krótkiej rozmowie z podwładnymi decyduje się wyruszyć do Krakowa rozumiejąc, że teraz rzecz w uchwyceniu władzy. Następny epizod obejmuje dzień 23 marca, w którym Bobrowski opublikował wiadomą odezwę. Przed sceną jej układania opisy narady w Hotelu Saskim, niepokój o to, gdzie jest Giller i kim jest Grabowski... Dzień następny: zjawia się Giller, zarzuca Bobrowskiemu samowolne rozpowszechnianie odezwy. W wyrzutach wyczuwa się nieszczerość. Bobrowski chce już wracać, lecz Giller proponuje spotkanie z bliżej nieokreślonym przedstawicielem Białych. Udają się na nie. W trakcie dyskusji służba oznajmia przybycie Grabowskiego. Bobrowski umawia się z Gillerem, że nie podadzą mu ręki. Nie podaje jej. Epizod czwarty: oczekiwanie na sekundantów, rozmowa z nimi. Pada propozycja, aby Bobrowski, nie zgadzający się na pojedynek z osobą pozbawioną honoru, zdał się na wyrok sądu obywatelskiego. Epizod piąty: Naczelnik znowu przy pracy. Nadal rozpatrywany jest atak na Cytadelę. Kobiety, u których mieszka, dowiadują się o śmierci syna i brata-powstańca. Równocześnie nadchodzi wiadomość o decyzji sądu.
Kończąc ogólny opis powieści, warto przedstawić na wykresie jej graficzną i czasową strukturę. "Spisek" składa się z osiemnastu epizodów z życia bohatera. Zakładając że: duża litera odpowiada jednej odsłonie, nazwa litery - danemu epizodowi, mała litera - epizodowi pojawiającemu się w retrospekcji, a układ alfabetyczny - porządkowi epizodów w następstwie historycznego czasu - ich układ w powieści przedstawia się tak:

G H (a) H (b) I (b) I B I C I C I D J D K E L F Ł F + M N O

Jest on wyrafinowany i wymagający niezwykłej uwagi czytelnika, co trochę dziwi zważywszy, że wszystkie epizody można było z łatwością złożyć w schemat właściwy dla zwykłej powieści biograficznej, bo "Spisek" faktycznie jest taką - tyle, że nie operującą w ogóle "opowiadaniem relacjonującym".
Dokonajmy oglądu "Spisku" jako powieści historycznej. W dziewiętnastowiecznym jej modelu światem przedstawionym rządziły zasady ***24 :
a) rezygnacji z konwencji "wspólnego świata",
b) tzw. "koniecznego anachronizmu",
c) obowiązku rozstrzygnięcia podstawowej sprzeczności polegającej na tym, że historyczne fakty jako znane, nie mogły być zasadniczo tematem powieściowym.
Oto skutki:
ad a) Obraz świata przeszłości musiał być w miarę całościowy, wyczerpujący i w konsekwencji - mocno schematyczny w opisie wydarzeń i ludzi.
ad b) Obowiązywała zasada, że wypadki historyczne muszą być pokazane z ważnej dla nas perspektywy, choćby formalnie oceniali je ludzie przeszłości - określała ona główne zarysy schematów z punktu "a".
ad c) Istniały następujące sposoby wyjścia: albo przez kreowanie fikcyjnych bohaterów, których losy układały się wedle rozmaitej proweniencji wątków, albo - jeśli preferowano dokumentaryzm i ścisłość faktograficzną - poszukiwano postaci i epizodów nie znanych dokładnie ogółowi czytelników.
Jeżeli chodzi o dwa ostatnie punkty, stwierdzamy, że postulaty w nich zawarte "Spisek" spełnia i ich realizacja nie przeszkadzała programowym ambicjom pisarza. Trudniej jest z punktem "a". Możemy przypuścić, że zjawisko schematyzacji obrazu epoki miało dwa aspekty. Zewnętrzny - dla czytelnika i wewnętrzny - z punktu widzenia autorskiej pracy nad dziełem. Odbiorca musiał mieć przedstawiony taki obraz powieściowych przypadków, by bez trudności zorientował się, kiedy przebiega akcja i czym charakteryzuje się epoka, w której ta akcja się dzieje. A że przekonania na temat przeszłości należą do sfery społecznych stereotypów, to i obraz musiał być odpowiednio uproszczony, tym stereotypom odpowiadający. Aspekt drugi: proces historyczny z natury rzeczy nie jest prosty i jednoznaczny. Autor powinien był, aby odpowiednio epokę scharakteryzować, dokonywać świadomej selekcji faktów, a niekiedy przeinaczać zdarzenia rzeczywiste, chcąc dany okres historii - tak jak go widział i ujrzeć miał czytelnik - w świecie powieściowym stworzyć. Spójrzmy na "Spisek" pod tym kątem przyjąwszy założenie, że właściwym jego "światem" jest walka polityczna między Białymi i Czerwonymi.
Przykłady: wieść o upadku Langiewicza wcale nie przerwała Bobrowskiemu narad nad zdobyciem Cytadeli, tylko nad zwalczaniem opozycji wewnętrznej; gest odmowy podania ręki Grabowskiemu nastąpił nie na jakimś podejrzanym zebraniu z Białymi, lecz na pierwszym posiedzeniu sądu nad hrabią, a już na pewno na owo rzekome zebranie nie mógł zdradziecko zaciągnąć Bobrowskiego Giller. Kierunek zmian w stosunku do historycznej prawdy jest oczywisty: czytelnik musi mieć przedstawione wydarzenia zupełnie jednoznaczne. Okazuje się zatem, że Terlecki tak schematyzował "świat" swego dzieła, jak np. Henryk Sienkiewicz epokę wojen kozackich. A czy, posługując się sfałszowanym szczegółem, można stworzyć prawdziwy, szerszy obraz? Autor w następnej książce cyklu nie przeprowadzał już podobnych działań. Tutaj jednak nie miał wyjścia, o czym przekonamy się, omawiając najistotniejszy problem powieści.
Chodzi o nieuchronne przeniesienie zasady schematyzacji przeszłej epoki na jednostkę ludzką w niej żyjącą. Człowiek, jego osobowość także pełni funkcję znaku. Cechy charakterologiczne, język, umysłowość muszą być takie, jakie wedle powszechnych mniemań były swoiste dla ludzi kiedyś żyjących. Łatwo było obejść ogólną regułę. Wystarczało przyjąć, że bohaterowie nie różnią się od nas mentalnością i zrezygnować z archaicznej stylizacji. Gorzej przedstawiał się problem szczegółowy, to jest postępowania z bohaterem autentycznym. Dotąd determinowała go historia; uczestnicząc w znanych czytelnikowi wydarzeniach dziejowych musiał myśleć i mówić to, co w danej chwili mu "wypadało". (Łączyło się to dodatkowo z charakterystyczną dla powieści auktorialnej "zależnością" bohatera od narratora). Drugorzędne postaci fikcyjne "Spisku" (kolejarz, pułkownik, lekarz itd.) nie są pełnoprawnymi osobowościami, gdyż widziane przez pryzmat osobowości Bobrowskiego siłą rzeczy występują w roli nośników problematyki tylko dla niego ważnej. Pełnią też niekiedy funkcje rezonerów autorskich, jak np. kolejarz, który radzi Bobrowskiemu: Żebyście rzecz doprowadzili do końca. Nie oglądali się na innych. W głąb zeszli. Broni ludziom dali, oderwali ich od ziemi, pokierowali nimi mądrze ***25. Tak mówiąca postać jest anachronizmem. Czy podobne ograniczenia stosunkują się i do Bobrowskiego?
Wspomniano parokrotnie, że Terlecki zastosował nowoczesną metodę narracji. Narrator "Spisku", trzecioosobowy, nie zmienia "tu i teraz" obserwacji, chyba że razem z bohaterem (na niezamierzony wyjątek wskazano). Tylko w stosunku do Bobrowskiego przysługuje mu prawo wglądu w psychikę postaci. Nie dość - wszystko o czym oznajmia nie może przekraczać horyzontu myślowego Naczelnika. Niekiedy perspektywa narracyjna z personalnej przemienia się w neutralną. Abstrahując od znanych kategorii, w jakich Terlecki widział swego bohatera, trzeba stwierdzić, że przy przyjętym sposobie narracji Bobrowski mógł być osobowością tak skomplikowaną i pełnoprawną, na ile tylko pozwalają zdobycze współczesnej techniki powieściowej.
Ale za przyjęcie takiej drogi się płaci, wszelka informacja przekazywana przez narratora przestaje być wiarygodna. Współczesnej powieści to nie szkodzi. Przyznanie "centralnej świadomości" utworu prawa, by normalnie i po ludzku mogła się mylić, znakomicie przydaje bohaterowi pełnego ludzkiego formatu. Ale o ile to, że bohater "Odmian czasu" Butora nie wie, czy rzeczywiście jego znajomy uległ zamachowi (a jeśli byłby pewien, nie uwierzyłby mu czytelnik), w niczym nie umniejsza możliwości spełnienia przez powieść hipotetycznych celów autora, o tyle odbiorca Terleckiego musi wiedzieć na pewno, że Bobrowski padł ofiarą morderstwa. Inaczej nic nie wyszłoby z programu rozbicia stereotypu narodowej zgody.
Konsekwencje wprowadzenia personalnej perspektywy do powieści historycznej idą jeszcze dalej, likwidują dydaktyczne właściwości gatunku, utrudniają pełnienie przez powieść funkcji informacyjnej. Jedno zdanie ze "Spisku": Znów były wiadomości od Łokietka z Cytadeli ***26 . Narrator auktorialny powiedziałby tak: "Na początku kwietnia znów nadeszły wiadomości od uwięzionego w Cytadeli Jarosława Dąbrowskiego" (w książce oczywiście to nazwisko później pada ***27, ilustrujemy zasadę ogólną). W drugim przypadku wiadomość przekazywana jest przez nadrzędną instancję, dbającą o dokładne poinformowanie czytelnika, natomiast w pierwszym - narrator tak oświetla wydarzenie, jak widzi je kierujący pracami organizacji bojownik, który nie potrzebuje ani uświadamiać sobie, skąd Dąbrowski w Cytadeli się znalazł, ani znać nazwiska towarzysza. Czytający zorientuje się, o kogo chodzi, tylko pod warunkiem posiadania szerokiej informacji wyjściowej.
Sumując: konsekwentne wprowadzenie do powieści personalnej perspektywy narracji równa się zastosowaniu konwencji "wspólnej wiedzy" czytelnika i autora o epoce. Ale pogardzając powieścią historyczną, mającą opisywać fakty szeroko znane, Terlecki wręcz zakładał niski poziom świadomości historycznej czytelników i nie mógł zrezygnować z przekazania im wiarygodnej wiedzy, przynajmniej o najbardziej istotnych wydarzeniach. Próbował uczynić to już w "Przedsłowiu".
Dotykamy metody, zgodnie z którą czytelnikowi prezentuje się fakty. Jest dwojaka: to, co mniej ważne, nie wiążące się bezpośrednio ze "sprawą Bobrowskiego", konsekwentnie "oświetlane" jest przez "centralną świadomość" z jej osobistego punktu widzenia. Składa się zatem na magmę świadomości Bobrowskiego. Natomiast to co kluczowe - musi jawić się czytelnikowi jako obiektywne i rzeczywiste. Powracamy do punktu wyjścia, niezmiernie skomplikowanego, wręcz wydumanego układu fabularnego. Zakładany na początku przez pisarza monolog zmienił się w akcję, ponieważ nie sposób było ciągle uzasadniać każdorazowej "chwili wspomnień" bohatera bez ryzyka znudzenia odbiorcy, a wypadki krakowskie należało opisać wyczerpująco i tendencyjnie, aby na ich podstawie czytelnik wyrobił sobie odpowiedni pogląd. Jeżeli ktoś tylko cokolwiek wie o mechanizmach prowokacji, to bez wątpienia już z faktu, że skierowanie sprawy do rozpatrzenia przez sąd honorowy nastąpiło z inicjatywy sekundantów Grabowskiego, może wyciągnąć wnioski co do prawdziwego oblicza tego ciała. Ale ten opis także przeprowadzony jest zasadniczo "z punktu widzenia" Bobrowskiego i może budzić wątpliwości odnośnie do obiektywizmu i prawdziwości przedstawionych faktów. Muszą ona zostać potwierdzone. Ponieważ nie ma auktorialnego narratora, to instancją stawiającą kropkę nad "i" jest sam Bobrowski:
Była to ta sama myśl, która nie ustępowała od początku podróży. Jej dalszy ciąg, logiczne rozwinięcie. Jeżeli wyrok, na który czekał [...] był tylko potwierdzeniem wyroku, który zapadł wcześniej? Kiedy? Odczuwał teraz wielką jasność. Jeżeli wywoził go z Krakowa w dniu, w którym przęjął władzę po upadku Langiewicza, nim jeszcze przejęli ją ci, których w jego sprawach wyobrażał sam hrabia Grabowski? [...] Od przejęcia władzy zależały losy powstania. Życie albo śmierć całego ruchu ***28 .
Gdyby te słowa nie były potwierdzone przez opis wypadków krakowskich, nie byłyby one dla czytelnika wiarygodne. A że stanowią potwierdzenie wniosków, które odbiorca mógł samodzielnie wysnuć, zatem zgodnie z anachronicznymi, według Terleckiego, tradycjami powieści historycznej, Bobrowski staje się autorskim rezonerem. I mówi to, "co mu wypada".
"Spisek" stanowi hybrydyczny utwór z pogranicza - znanej i dopiero tworzącej się - poetyki. Owo pęknięcie wywołała sprzeczność pomiędzy częścią autorskiego programu nakazującą dostrzegać w przeszłości autentycznego, pełnokrwistego człowieka, a tą, która kazała jednocześnie podsuwać czytelnikowi historie prawdziwe i ponad wszelką wątpliwość prawdopodobne. Nowej filozofii człowieka, na której opiera się współczesna powieść, niepodobna było pogodzić się z przestarzałymi poglądami na naturę historycznej prawdy.

II. "DWIE GŁOWY PTAKA"

Bohaterem powieści jest również postać historyczna, Aleksander Waszkowski, urodzony w r. 1841 w Tarnogrodzie, w rodzinie zdeklasowanego szlachcica. Większość swego krótkiego życia spędził w Warszawie. Z konspiracją wiąże się w r. 1862. Prawie przez rok zajmuje w organizacji stanowiska podrzędne. W kwietniu 1863 następuje awans na pomocnika wydziałowego, nagroda za wykradzenie z Biura Wydziału Pomiarów Rządowej Komisji Skarbu pięćdziesięciu dwóch sekcji wielkiej mapy Królestwa, dokonane w lutym. Znalazł się Waszkowski w kręgu wyższym organizacji miejskiej, z łona którego miały wyjść wszelkie spiski i zamachy na Rząd Narodowy. Waszkowski bierze w nich udział, należąc politycznie do prawicy Czerwonych. Niedługo po objęciu przez niego stanowiska władzę objął tzw. Rząd Czerwonych Prawników. Z jego obaleniem wiąże się najsłynniejszy czyn bohatera, zabór kasy Banku Królestwa. Przeprowadzona wraz z grupą współpracowników akcja przyniosła trzy miliony sześćset tysięcy rubli (w tym trzy miliony osiemdziesiąt siedem tysięcy w tzw. listach zastawnych Towarzystwa Kredytowego), dzięki którym udało się obalić wspomniany Rząd i ustanowić nowy, Karola Majewskiego, jeden z najbielszych i najfatalniejszych dla powstania. Po 17 października 1863, gdy władzę przejmuje dyktator, Waszkowski, objąwszy 10 grudnia funkcję Naczelnika Miasta, staje się jednym z najwierniejszych i najdzielniejszych współpracowników Traugutta. Ale w schyłkowym okresie powstania wiele zdziałać nie można. Rozpaczliwie zwiera rozsypujące się szeregi, ściąga podatki, ogłasza nieliczne odezwy. Walczy do końca, nawet po egzekucji Traugutta (5 sierpnia 1864).
Początkowo współdziała z ostatnim Prezesem rządu Bronisławem Brzezińskim, od października pozostaje sam. Tylko on i garstka współpracowniczek tworzą organizację powstańczą. Aresztowany 19 grudnia. Ta data oznacza definitywny koniec powstania, ale dopiero początek właściwego dramatu ostatniego Naczelnika Miasta. (Wtedy zaczyna się powieść.) Staje przed komisją śledczą pułkownika Tuchołki, dla której nie mniej ważnym od przyznania się więźnia do winy, od wydania przezeń wspólników, było moralne złamanie więźnia, przekonanie go o bezsensie sprawy, dla której się poświęcał. [...] To była najpewniejsza droga do uzyskania wyznań bardziej szczerych, odnoszących się nie tylko do czynów, ale i do ich motywacji, do myśli i uczuć. ***30. Od 19 grudnia do 26 stycznia udaje się mu zachować godność. Później komisja rozpoczęła właściwą grę: Położenie Waszkowskiego jest ciężkie. Los jego jest przesądzony, nic go od śmierci uratować nie mogło. Chodziło o coś innego [...] o jego śmierć moralną ***31. Działano tak: Postępowanie komisji względem byłego Naczelnika było nadzwyczaj uprzejme. Pułkownik udawał nadzwyczaj życzliwego. Pozwalał mu czytać dostarczone z miasta książki, ubolewał nad położeniem tak wielkiego patrioty i długie na ten temat prowadził z nim rozmowy. Podczas śledztwa cała komisja przesadza w grzecznościach [...]. Uprzejme odnoszenie się do więźnia nakazano nawet służbie. Wszystko co żyło na Pawiaku okazywało mu szacunek i poważanie. Waszkowskiego miło łechtały te "niekłamane wyrazy podziwu" i w życzliwość Tuchołki dla siebie uwierzył ***32 . Wypadki toczą się szybko. Waszkowski umyślił ucieczkę. Poprosił strażników o przeniesienie "grypsów" do uwięzionego towarzysza i do rodziny. Wszystkie otrzymała komisja.
26 stycznia odkryto karty: Komisja upomina go do wyznania prawdy, przedstawia skutki kłamstwa, pozwala przeczytać zeznania świadków, pokazuje jego kartki i nakazuje się wytłumaczyć" ***33. Waszkowski załamuje się. Pisze uniżony list do Berga, tzw. "historię organizacji" wtajemniczającą Rosjan w jej tajniki, pragnie nawet przynieść im swoją pieczęć, by już nikomu nie mogła służyć. I on - filar powstania uznaje, że dalsze działania na drodze organizacji powstańczej nie doprowadzą nie tylko do pożądanych rezultatów, ale nawet wpływają na na osłabienie sił narodowych, że wskutek tego stan wojenny nie pozwala rozwinąć krajowi przemysłu i handlu, a tym samym hamuje jego dobrobyt ***34. Poznawszy przy wybitnym udziale wroga nową prawdę, Waszkowski godzi się na przekreślenie swego największego czynu, składa w obecności konsula brytyjskiego zeznanie, które spowodowało, że wspomniane listy zastawne dostały się w ręce Rosjan (po zaborze kasy wysłano je za granicę). Zginął na szubienicy wraz z Emanuelem Szafarczykiem 17 lutego 1865 roku. Jego towarzysza zawiodły nerwy. On zginął godnie.
Nim przystąpimy do analizy powieści, przytoczymy słowa wyrażające pogląd Terleckiego na sprawę ostatniego Naczelnika: Waszkowski umiera najpierw duchowo, bo zaczyna wierzyć w podsuwaną mu prawdę przeciwnika. Dopiero potem ginie fizycznie ***35.
Wypadki powieściowe podane w chronologicznym ciągu "scen" obejmują okres od aresztowania do zakończenia śledztwa. Jedynie dzień aresztowania wyłamuje się z zasady, lecz jest to inwersja świadoma, gdzie dochodzi do głosu nadrzędny narrator-reżyser wydarzeń. Schemat układu epizodów jest prosty: BACDEF... itd. Jeśli chodzi o wydarzenia, o których Waszkowski rozmyśla, to poza retrospekcją dotyczącą zaboru kasy, mieszczą się one ogólnie w przedziale czasowym od momentu egzekucji Traugutta. Nie uznał pisarz za stosowne powiadamiać czytelnika o wszystkich, co ważniejszych momentach z życia bohatera. Waszkowski myśli raczej o wydarzeniach bieżących: staje kilkakrotnie przed komisją, stosującą różne środki perswazji, by namówić go do składania szczerych zeznań; wysłuchuje długich monologów tajemniczego "oficerka", ponoć przybyłego z Petersburga, aby opracować memoriał o udziale rosyjskich oficerów w powstaniu i spotykającego się z wrogiem - jak twierdzi - z osobistej sympatii. Dzieli także celę ze współtowarzyszem, być może cierpiącym na lekki obłęd, opowiadającym mu historię o Szczęsnym Potockim i o własnym spotkaniu z Margrabią. Galerię postaci uzupełnia więzienny lekarz, człowiek podobno uczciwy. Z wypadków mających odpowiedniki historyczne należy wymienić okoliczności aresztowania, moment załamania i poprzedzające go starania dotyczące ucieczki, pisanie zeznań dla audytorów, oświadczenie złożone przed White'em. Powieść traktuje o tym, jak Waszkowski dostał się w ręce wroga, uległ jego manipulacjom i pomógł mu odzyskać ponad trzy miliony rubli. Zdarzenie to jednoznaczne z samej swej istoty, przeczące optymistycznym legendom.
Niemniej, jak pamiętamy, Terlecki zmienił poglądy i na podaniu faktów (przy równoległej realizacji zainteresowań psychologicznych) poprzestać nie mógł. Opisu wypadków historycznych w książce w ogóle nie ma. Owo działanie zakłada bowiem przynajmniej nazwanie, klasyfikację, dokonywane z nadrzędnej pozycji kompetentnego obserwatora. A wyciągnięto konsekwentne wnioski z przyjętej perspektywy narracyjnej.
Natomiast istotnie oparto się na rzeczywistym szczególe. Choć znakomita część fabuły jest fikcyjna (dostępne nam źródło nie notuje takich postaci jak oficerek, lekarz itd., pisarz pominął również wydarzenia nazbyt jednoznaczne, jak np. pisanie listu do Berga oraz szczegóły mogące nadmiernie rozdąć książkę), to:
1) Jest w utworze wiele scen zgodnych z prawdą historyczną.
2) Nie występuje sytuacja zastąpienia faktu historycznego przez fałszywy, ale dosadniej ilustrujący autorskie tezy.
W "Dwóch głowach ptaka" nie ma prawie niczego, co by stało w sprzeczności z ujęciem H. Jabłońskiego. Sposób wykorzystania materiału nie odbiega od powszechnie wykorzystywanych w beletrystyce biograficznej, a sfera fikcji jest równocześnie sferą hipotezy wskazując na to, co rzeczywiście być mogło, choć nie musiało. Znając fakty historyczne, łatwo można je w książce zlokalizować. Natomiast skutek wprowadzenia personalnej perspektywy narracyjnej całkowicie przeciwdziała temu, aby niewykształcony historycznie czytelnik mógł zdobyć nowe wiadomości szczegółowe. Ścisłe trzymanie się prawdy występuje na własny użytek autora. Oglądane przez czytającego sceny przesłuchań i rozmów muszą z natury rzeczy zawierać duży ładunek informacji, ale jednocześnie dyskusje są wymianą poglądów, dokonywaną przez osoby dobrze zorientowane, które nie muszą sobie wszystkiego tłumaczyć od początku. Wydarzenia powieściowe stały się zasadniczym nośnikiem problematyki bez względu na to, czy czytelnik uzna je za zdarzenia historyczne. Są ważne same przez się, skutkiem czego czytelnik nie może zasłonić się optymistycznym ahistoryzmem, a równocześnie nic nie przeszkadza w nawiązaniu z nim porozumienia, normalnego w tego typu powieściach (tzn. "poza plecami bohatera"), porozumienia które można oprzeć już nie na wspólnej znajomości faktów czy wprowadzaniu starych konwencji, a na wspólnocie podstawowych przekonań etyczno-moralnych i narodowej symbolice historycznej, na wartościach uniwersalnych.
Czego ma ono dotyczyć? Przede wszystkim na jego bazie ma się dokonać zrozumienie "opowiedzianych" w "Dwóch głowach ptaka" wydarzeń; bo choć historia jest jednoznaczna i prosta, bynajmniej niełatwo jest to z książki wyczytać. Cała rzecz przedstawiona wszak została z punktu widzenia Waszkowskiego, a on, poddawany swoistemu praniu mózgu, nie może przecież zdobyć się na samoświadomość. Wtedy by nie zdradził. Tę perspektywę prezentuje podstawowy narrator powieści, posiadający wiedzę Waszkowskiego. Tylko jego myśli przekazuje odbiorcy. Przy czym ostatni Naczelnik nigdy nie staje się medium autora, a to pozwoliło nareszcie Terleckiemu zrealizować marzenie o prawdziwym i nieschematycznym człowieku przeszłości.
Narracja przechodzi czasami w neutralną, gdy opowiadacz powtarza wiernie słowa (i tylko słowa!) innych postaci, "wyłączając" jak gdyby na ów okres swojego podopiecznego. Natomiast właściwymi "twórcami" mającego się sfinalizować porozumienia z czytelnikiem są:
- zaznaczający delikatnie autorski dystans wspomniany narrator-reżyser, który:
a) na początku każdego epizodu wskazuje na umiejscowienie go w czasie i przestrzeni, wzmagając przejrzystość akcji;
b) z rzadka występuje szerzej, dając do zrozumienia, że to on a nie Waszkowski ma więcej do powiedzenia; < br> c) na końcu książki przekazuje opis egzekucji do akcji nie należący, a stanowiący główny komentarz (nie wprost) do pokazanych wydarzeń;
- trzeci opowiadający, czyli należący do powieściowego świata więzień.
Składa on w celi Waszkowskiemu relację o Panu Szczęsnym, symbolu zdrajcy w naszej historii i o własnym przodku, który - słysząc tajemniczy głos z zaświatów: violenti non fit iniuria - nie zdobył się na cięcie Potockiego szablą, tak jak i on sam (analogicznie myśląc) nie strzelił do Wielopolskiego. Zwłaszcza pierwsza opowieść, o tym jak Szczęsny powracał po trzecim rozbiorze z petersburskich wojaży, a potem zaprosił do Tulczyna grupę włoskich tancerzy i kazał im odgrywać spektakl pt. "Radość z powodu szczęśliwej Ojczyzny", utuczywszy wpierw tancerkę występującą w tytułowej roli - pełni istotne funkcje (dla czytelnika a nie bohatera, długo widzącego w tej historii tylko bredzenie obłąkanego). Więzień opowiada o wszystkim na sposób współczesnego opowiadacza, tworząc niewielką "powieść w powieści".
Ingerencja "obrazu autora", która pozwala na nawiązanie porozumienia, uwidacznia się nie tylko we wprowadzeniu trzech narratorów, lecz przede wszystkim w misternym układzie podobieństw i analogii pomiędzy poglądami poszczególnych postaci, wiodących w powieści długie dyskusje. Konstrukcja ta pozwala z jednej strony odkrywać badaczowi poglądy autora, z drugie zaś - stanowi autorski instrument sterowania odbiorem tekstu. Ogólna zasada funkcjonowania jest następująca: aby ocenić dane przekonanie, trzeba mieć zawsze w pamięci, po co się je wygłasza oraz do poglądów której postaci jest ono podobne. Owe podobieństwa i analogie nazwę sygnałami pośrednimi, bo istnieją jeszcze wypowiedzi merytorycznie (choć nigdy formalnie) skierowane nie tylko przez jedną postać do drugiej, lecz i od autora do czytelnika. (Np. wstęp więźnia do swojej opowieści).
Przyjrzyjmy się problematyce prowadzonych rozmów. Poszczególne monologi i kwestie w dyskusjach można podzielić:
1) na informujące czytelnika o naturze rozgrywającego się dramatu (należą do sygnałów bezpośrednich),
2) na stanowiące nośniki przeciwstawnych koncepcji naszego postępowania w warunkach niewoli i
3) prezentujące związane z nimi poglądy historiozoficzne.
Żadna z postaci nie ma do końca racji w swoim myśleniu i postępowaniu, nie jest autorskim rezonerem, ale to nie znaczy oczywiście, aby Terlecki (zwłaszcza w odniesieniu do punktu "2") określonego zdania nie miał i go nie zaznaczał.
Jak powiedziano, podczas czytania powieści stajemy się świadkami dramatu wszczepiania Waszkowskiemu systemu poglądów, który można orientacyjnie nazwać systemem niewolnika. Rzecz w tym, by okoliczność przejściową, naszą zależność od ościennego mocarstwa uznał za pewnik, zapomniał o niej, pozostawił "poza podejrzeniem". Ściślej mówiąc: miałby zbudować sobie taki system etyczny, który byłby na pozór prawidłowy, ale jedynie w ramach układu odniesienia o założeniach, nie mających nic wspólnego ze słusznością moralną. Konkretne cele audytorów i ściśle współpracującego z nimi oficerka zakładają skłonienie Waszkowskiego do złożenia dobrowolnych zeznań o zaborze kasy oraz do udziału w pewnej szerszej imprezie. Aby je osiągnąć, trzeba mu dowodnie ukazać, że jego działalność (zatem i jej podbudowa filozoficzna) była niesłuszna, że ponieważ się mylił "po nim nie ma już nic", tylko legenda pozostanie (Waszkowski w końcu dla niej zeznanie składa). Naczelnik doskonale zdaje sobie sprawę z celów, lecz truciznę dawkowano zbyt delikatnie, by jej nie uległ, by pojął metodę. Światopogląd ma nieskomplikowany i w dużej mierze prawdopodobny. Prowadził walkę z zaborcą w imię ciągłości idei, w przekonaniu, że istnieje jakiś duch narodu, sprawiedliwość dziejowa. która pozwoli na spełnienie marzeń o niepodległości. Opierając się na tych przesłankach, wierzył w podjęcie słusznej walki przez innych, choćby miano ponosić klęskę za klęską. A oto, co przeciwstawiają mu wrogowie:
- Nie ma jednej wolności. Wolność, tak jak my ją pojmujemy, to dążenie do lepszego, a co za tym idzie, mądrzejszego życia [...] ***36
- Duch narodu? Ryzykowane pojęcie [...] określajmy naród kierując się jego etniczną przynależnością, rozprawiajmy o jego wielkości wyrażając w przybliżeniu liczbę obywateli przyznających się do pokrewieństwa [...] ***37
- Wpojono we mnie myślenie o państwie. W wielkim państwie mogą się mieścić różne narody. Nie na tym stwierdzeniu wyczerpuje się moje widzenie państwa. Skoro zjawisko dominacji rzeczywistością i myślenie utopijne należy odrzucić [...] to pozostaje forma owej dominacji [...] . Czy ma to być dominacja dzika, nie okiełznana wyższą racją stanu i królewskiej powagi, czy też oświecona, a więc taka, która zysk swój widzi w dobrobycie wszystkich [...] ***38 .
- Jeśli dobrze zrozumiałem - duch narodu to jego historia [...]. Ale co stanowi o jego wielkości? [...] Ta wielkość nie ma nic wspólnego z moralnymi racjami. [...] Jednym słowem: siły narodu, jego prężności i prawa do bycia sobą nie mierzy się zasługami, w które obfitują dzieje [...] *** 39.
- Kiedy jedno zło niszczy drugie, staje się dobrem [...]
***40.
Długie monologi oficerka (on przede wszystkim z Waszkowskim rozmawia, przesłuchania zajmują mniej miejsca w powieści) na pozór do niczego Waszkowskiego nie namawiają. Ot, przyjacielskie dyskusje dwóch młodych ludzi. Z tego względu nie zajmujemy się szczegółowo ich treścią, a przytaczamy fragmenty o najistotniejszym znaczeniu, najsilniej działające na Waszkowskiego. Prezentują też one myśli nowoczesne i szeroko dzisiaj rozpowszechniane (nie znaczy to, by Terlecki popełniał anachronizm). Tę metodę przekonywania uzupełniają rozliczne przykłady niezwykłych umiejętności i głębokiej wiedzy tajnych służb, niezbite wykazywanie, iż powstanie sprowokowały siły antypolskie oraz sprytne odwoływanie się do zasad moralnych powszechnie uznawanych za bezwzględnie obowiązujące, ważniejsze od nakazów obrony narodowej godności, np. do zasady ochrony ludzkiego życia. Siła argumentacji sprawia, że Waszkowski załamuje się, przyjmuje wyżej prezentowane racje za swoje, co pozwala mu stać się płomiennym i agresywnym organicznikiem, pragnącym za wszelką cenę nie dopuścić do dalszej walki. Uważa teraz, że do powstania pchnął jego i innych fanatyzm bezrozumny,prowadzący do ogólnych nieszczęść. Po co był ten zryw [...] Dla miraży narodowego wyzwolenia? ***41. Dlatego należy wyrwać pieniądze z rąk emigracji, wydać komisji pieczęcie, aby nikt nie kontynuował oporu. Idzie nawet krok dalej: wątpi w główny cel ruchu, konieczność odzyskania niepodległości. Potem oficerek zaproponuje mu jeszcze otwartą współpracę z ochraną - za cenę życia. Waszkowski ją odrzuci.
Dramat się dokonał. Czytelnik "obejrzał" całą historię. Ale nic przecież nie przesądza, jak ją rozumie. Może uwierzyć na równi z bohaterem komisji śledczej i oficerkowi. Może nawet nie pojąć, że Waszkowski popełnił zdradę, wręcz przeciwnie - uznać opacznie, iż dał on się przekonać do słusznej organicznikowskiej drogi i dopiero gdy miał zdradzić (chodzi o końcową ofertę oficerka), cofnął się z całą stanowczością.
W tym miejscu powróćmy do problematyki "porozumienia poza plecami bohatera". Informowaliśmy: konstrukcja pozwalająca na nie ma podwójne oblicze dla badacza i składa się z sygnałów dwojakiego rodzaju. Zajmiemy się pośrednimi. Chodzi w nich o zapewnienie prawidłowej oceny tak przekonywających argumentów wroga. Parę przykładów poznaliśmy poprzednio. Z faktu, że Waszkowski przyjmując je stał się organicznikiem wynika, iż podług autora przynależne są one do tej ideologii jako jej filozoficzne założenia.
Pośród postaci odnajdujemy jedną, tak oceniającą "drogę Wielopolskiego": To była parszywa idea. Mieliśmy do wyboru walkę albo zagładę [...] Powolną, ale ostateczną. Dokonywaną na wielu pokoleniach. Prowadzącą do zupełnego wyniszczenia. Zatraty poczucia odrębności. W planach tego człowieka czaiła się śmierć ***42. Jest nią więzień, główny przewodnik Waszkowskiego po więziennym życiu i orędownik idei patriotycznej, który po załamaniu się Naczelnika zdradę wytknie mu wprost. Jego słowami - zauważmy - wypowiada Terlecki zbliżone do swoich poglądy. Ale nie jest to postać mogąca być rezonerem i dla czytelnika. Obłąkany, często się myli, uważa np., że powstanie trwa i pomyślnie się rozwija. Niezrównoważone zachowanie pozwala jednakże pisarzowi na wkładanie w jego usta kwestii, umożliwiających w świetle całości utworu właściwe wartościowanie. Tak właśnie oświetla pisarz całość organicznikowskich idei, bo jej założenia filozoficzne okazują się równocześnie poglądami Szczęsnego Potockiego z opowieści więźnia, postaci obrzydliwej i równie obrzydliwego narodowego "archetypu". Rozumiemy zatem na czym polega wspomniane odwołanie się autora do narodowej symboliki. Zresztą już z samego faktu wprowadzenia do powieści historii pana Szczęsnego i z występujących - o czym nadmieniono - sygnałów bezpośrednich czytelnik powinien się zorientować, że mowa będzie o zdradzie, a nie ideowej przemianie.
Porozumienie się dokonalo: Czytelnik zorientował się, że Waszkowski uległ manipulacji, zdradził nieświadomie, w przeświadczeniu, że zmienia polityczne przekonania. Autor zaznaczył swój pogląd na temat idei lojalistyczno-organicznikowskiej, takiej, jaka występowała w rzeczywistości XIX wieku. Czegóż zatem dotyczą słowa o stawianiu pytań, na które nie można znaleźć odpowiedzi? Wydaje się, że Terlecki zachęca czytelnika do myślenia per analogiam. Nieprzypadkowo filozoficzne założenia przejmowanej prawdy wroga brzmią współcześnie, a problem dotyczy szeroko dziś (tj. w 1982 r. - W. K.) rozpowszechnionych stereotypów rodem z tradycji "polityki realnej". Skoro ukazano odbiorcy na dowodnym przykładzie, że poglądy takie były prawdą naszych wrogów i mogły być wmanipulowywane nieświadomym jednostkom, to po to, aby pomyślał, czy i współcześnie nie może dziać się podobnie, by zadał sobie pytanie: "Jakie jest prawdziwe oblicze rzeczywistości? Być może działają w niej siły, o których nic nie wiem? Może to, w co wierzę wmawia mi się, aby wykorzystać mnie do swoich celów? Trzeba być zatem krytycznym, by to, co w dobrej wierze czynię, nie było działaniem przynoszącym skutki odwrotne do przeze mnie zamierzonych."
"Dwie głowy ptaka" są wartościową powieścią. Konsekwentna pod względem konstrukcji i przynosząca doniosły problem miała tylko tę "wadę", że mógł go czytelnik rozpoznać dopiero po wypełnieniu "warunków umowy", gruntownym uogólnieniu i samodzielnej interpretacji.
Konkludując: Terlecki uznał, że tylko taka powieść historyczna może zapewnić mu sukces, która jest nie tylko utworem historycznym, ale i mówiącym o historii.

III. "POWRÓT Z CARSKIEGO SIOŁA"

Terlecki zapowiadał ostatnią powieść cyklu: Będzie to książka zawierająca sumę mych przemyśleń, refleksji z tamtej epoki. ***43. Z naszego punktu widzenia okaże się jednak innym, bardziej wyraźnym przekazem zdobytej już prawdy.
Powieść stanowi panoramę. Zamiast zajmować się jednym, znamiennym faktem i jedną postacią, zbudował ją autor z dziewięciu epizodów, z których każdy opiera się na konkretnym wydarzeniu z lat 1862-1863 i posiada odmienną "centralną świadomość". Bohaterami są z reguły rzeczywiste i znane postacie (z jednym charakterystycznym wyjątkiem) takie jak: generał Luders (pełniący obowiązki Namiestnika do połowy 1862 r.), margrabia Wielopolski, Andrzej Zamojski, Józef Ignacy Kraszewski (jako redaktor "Gazety Polskiej"), arcybiskup Feliński, Helena Kirkorowa, Romuald Traugutt. Z postaci drugorzędnych: Kronenberg, Awejde... itd., także liczne postaci fikcyjne występujące sporadycznie oraz jedna ważna - generał J. - ten wyjątek właśnie. Treść epizodów:
- 1) "Zamach" - przedstawia okoliczności zamachu Potiebni na Ludersa w odwecie za rozstrzelanie trzech konspiratorów, dokonanego 27 czerwca 1862. Wydarzenie rzeczywiste. W utworze poprzedza je rozmowa namiestnika z niejakim Antonellim, który przestrzega generała przed zamachem zamiast skierować raport do III Oddziału. Daje to Ludersowi asumpt do rozmyślań, czy przypadkiem tajna policja nie jest w zamach wmieszana.
- 2) "Powrót z Carskiego Sioła". Wielopolski, po przejściowej niełasce, gotuje się do powrotu jako Naczelnik Rządu Cywilnego. Rozmowa z carem, "przypadkowe" spotkanie z policjantem Z. i Katkowem *** 44. Margrabia rozmyśla, jak pozbyć się z Warszawy Zamojskiego oraz o tych siłach w cesarstwie, którym zależy na sprowokowaniu wybuchu, korzystnego dla policji i urzędów.
- 3) "Pożegnanie" - przymusowy wyjazd A. Zamojskiego do Petersburga w celu wytłumaczenia się ze sprawy tzw. adresu, (do cara) wręczonego mu przez przedstawiciela Towarzystwa Rolniczego, w którym wymieniono jako warunki uspokojenia kraju - "wolny rząd" i przyłączenie "ziem zabranych" (15 IX 1862). Także Zamojski myśli w kategoriach: "komu zaognienie sytuacji związane z jego wyjazdem może posłużyć".
- 4) "Kapitulacja". Kraszewski wysłuchuje nowin o tymże wydarzeniu i o petersburskich przygodach margrabiego Wielopolskiego opowiadanych przez J. Potem w jego pamięci aktualizuje się obraz z końca powstania listopadowego: kapitulacji Warszawy, opisanej z perspektywy gen. Berga, prowadzącego rokowania. Wydarzenie wyjałowiono z rzeczywistych szczegółów; pozostała atmosfera, sam "duch" upokorzenia Rządu, zmuszonego na życzenie wroga skierować do rozmów Krukowieckiego, świeżo pozbawionego funkcji za zdradę.
- 5) "Przerwa w podróży". Bliżej nie sprecyzowana podróż Wielopolskiego z Petersburga do Warszawy (październik 1862). Otrzymał wiadomość o ustalonym terminie wybuchu powstania. Zastanawia się nad przeciwdziałaniem, oczywiście umyśla brankę. Z ciekawszych momentów: na początku epizodu śni mu się "wróżebnie" Drezno, wspomina przebieg zamachu na siebie z 15 sierpnia.
- 6) "Spowiedź". Do arcybiskupa Felińskiego przybywa z wizytą Kraszewski. Rozmawiają o historii. Potem - audiencja młodego mnicha, ulegającego "niedozwolonej propagandzie". Następnie arcybiskup przypomina sobie opowieść mnicha. Był on spowiednikiem sztyletników skazanych na śmierć za udział w zamachu na Wielopolskiego.
- 7) "Spotkanie" - epizod z prywatnego życia generała J.
- 8) "Na Smolnej". Rozmowa Kirkorowej z nie notowaną w historii przyjaciółką Katarzyną, z której wynika moralna prawość późniejszej opiekunki Traugutta. Relacja z przygotowań do przyjazdu "Michała Czarneckiego".
- 9) "Liść". Obraz wydarzeń, jakie miały miejsce podczas odjazdu Traugutta z Miłkowszczyzny. Odwoziła go Orzeszkowa. Rozmawiają o powinnościach moralnych. Pisarka przygotowuje się do opuszczenia męża dla "dania świadectwa prawdzie". Traugutt, wiedząc, że objęcie dyktatury i dalsza walka ma sens już tylko w historycznej perspektywie, chce "dać świadectwo czynu".
Przegląd nasuwa parę wniosków: przede wszystkim powieść rozpada się na dwie części, wyznaczone pozycją ideową bohaterów. W pierwszych siedmiu epizodach występują ugodowcy różnej maści. Od zdecydowanej kolaboracji, poprzez postawę "niezależności" (arcybiskup Feliński), do niezdecydowanego oporu bez wiary w sensowność walki (Kraszewski). Pierwsza opowieść przedstawia okupanta, siódma - szpicla. Dwie ostatnie - powstańców. Część pierwsza łączy się z następną na zasadzie kontrastu i moralnego komentarza. A zatem Terlecki znowu zestawia dwa punkty widzenia na drogi odzyskania niepodległości. Dalej: prezentowane postacie, dobrze znane każdemu, kto choćby niewiele wie o epoce, muszą ulegać i ulegają schematyzacji wynikającej z przesądzenia ich losów i charakterów przez wiedzę historyczną. Analiza ich mentalności jako jednostek nie interesuje autora, nie dba zupełnie o uniknięcie powyższej prawidłowości. Nie wchodzi także w grę wzbogacanie wiedzy czytelnika o wstydliwych szczegółach historii, bo porównanie przypadków powieściowych z rzeczywistymi wykazuje olbrzymi udział fikcji i niedbałość o rekonstrukcję szczegółu. Na właściwą drogę naprowadzają nas te okoliczności, że bohaterowie pierwszej części myślą w pewnych momentach analogicznymi kategoriami i należą do grupy polityków, ludzi "dobrze poinformowanych", co nie oznacza bynajmniej, jakoby byli takimi rzeczywiście.
Wniosek: jeżeli grupa postaci myśli o faktach w dużej mierze czytelnikowi znanych a niekiedy bardzo podobnie myśli - to uwaga czytającego winna skupić się na istocie podobieństwa. Przypadek ów możemy uznać za wyraźną wskazówkę autora dla czytelnika i jednocześnie - dla wykrycia autorskiego zamyłu.
Podobieństwo uwydatniono już w streszczeniu: chodzi o rozpatrywanie każdego faktu pod kątem czyjegoś interesu, poszukiwanie ukrytych sił sprawczych, tropienie politycznej prowokacji. Przedstawionych ludzi cechuje światopogląd taktyczny, że posłużymy się słowami Michała Komara (wykorzystamy teraz częściowo jego analizę powieści) ***45. Ten rodzaj myślenia charakteryzuje się brakiem wiary w praktyczną doniosłość pryncypiów, szukaniem przyczyn konkretnych, panicznym strachem przed konfrontacją. Wielopolskiemu nie mieści się w głowie, że powstanie może być skutkiem społecznej potrzeby. Dla niego to rosyjska prowokacja, ocenia historię jako domenę politycznych spisków. Terlecki podobnej wizji nie uznaje za swoją i w drugiej części kompromituje wskazując, że jest ona właściwa nie tylko prominentom polityki, lecz także niesympatycznemu hreczkosiejowi, mężowi równie niesympatycznej Katarzyny.
Kolejnym sposobem kompromitacji jest wskazanie na przyczyny i skutki owego myślenia - poprzez postać generała J. Bohater to ważny. Pojawia się w nieomal każdym epizodzie pierwszej części, jest głównym dostarczycielem politycznych nowin, formułuje się na jego temat kontrowersyjne opinie, a to znakomicie skupia na nim uwagę. Najdziwniejsze jednak, że krąży po sferach politycznych Warszawy, pokazując swój młodzieńczy pamiętnik z czasów, gdy walczył w powstaniu listopadowym. W rozmowie z Ludersem, określającym go jako wiernego służbie Polaka, mówi o swojej młodości: warto było przez tamte płomienie przejść, osmalić się w świętym ogniu, aby później [...] w mądry sposób ojczyźnie służyć ***46. Jak wygląda owa mądrość dowiemy się, gdy w "Spotkaniu" okaże się współpracownikiem ochrany. Święty ogień rozetli się znowuż, gdy Kraszewski, wspominając 1830 rok uświadomi sobie, że obecny przy pertraktacjach, poprzedzających kapitulację Warszawy, młody polski oficer to mógł być generał J. Światopogląd taktyczny okazuje się ideologią klęski, a generał J. - mówiąc metaforycznie - Józefem K. ciemnych stron naszej dziewiętnastowiecznej historii. Postać generała zdemaskowano również poprzez ukazanie jego filozofii - charakterystycznej według pisarza - dla kolaborantów, skontrastowanej później z pozytywnymi cechami moralnymi postaci z części drugiej.
Z przedstawionych faktów jak na razie wynika, iż Terlecki dołożył małą cegiełkę do prezentowanego już w "Dwóch głowach ptaka" systemu poglądów i zaznaczył analogicznie własne zdanie. Zauważmy jednak, że znane postacie pierwszej części powieści należą do kategorii twórców historii, o której mówi się tu m. in. tak:
Dawno pragnąłem się dowiedzieć, czy naprawdę poznawanie historii [...] - może dać człowiekowi spokój sumienia? [...]
- Nie wiem ekscelencjo. [...] Nigdy takiego poczucia nie doznałem, choć na badaniach strawiłem całe swoje życie. Historia jest dla mnie tak samo ciemna, jak wtedy, gdy zaczynałem ją dopiero poznawać.
- I nic jej nie rozświetla?
[...]
- Owszem [...] Jest to jednak siła, która nie daje spokoju sumienia. [...].
- Jaka?
- Strach, ekscelencjo.
***47.
Pytającym jest arcybiskup Feliński, odpowiada Kraszewski, który powinien być dla czytelnika wytrawnym ekspertem w tej dziedzinie. To niewątpliwa wskazówka autora. Wizja procesu historycznego obecna w myśleniu postaci z pierwszej części książki jest - określając dosadnie - wizją dziejów, w których rolę Opatrzności przejmuje tajna policja. Z punktu widzenia oddziaływania na czytelnika nie jest istotny fakt ostatecznej kompromitacji podobnego myślenia, lecz samo prezentowanie tej wizji. Może ona wywołać zaniepokojenie, pobudzić odbiorcę do samodzielnego poszukiwania przyczyn każdego, zaistniałego w przeszłości lub współcześnie, historycznego wydarzenia. W "Dwóch głowach ptaka" zasada była następująca: pokazano manipulowanie jednostką, aby czytelnik zastanowił się czy on też nie może ulegać manipulacji. Teraz powiadamia się go na przykład o tym, że powstanie styczniowe zostało sprowokowane przez policję, by wywołać jego refleksję nad tym, czy gdy widzi w historii jakieś niby jednoznaczne wydarzenie - to czy owa jednoznaczność nie jest aby złudzeniem. W sumie wnioski podobne. Różnica tylko ta: o ile poprzednio czytelnik powinien przed ich wysnuciem dokonać wielu intelektualnych operacji, teraz sugerowane są mu bezpośrednio, poprzez umysłowość bohaterów. Podaje się mu je wprost. (Terlecki nie pomijał tego sposobu również w "Dwóch głowach ptaka", ale miał on tam znaczenie pomocnicze.)
Pisarz skompromitował jednak myślenie posługujące się agenturalną wizją biegu dziejów. Czy nie chciał skompromitować jej także w oczach czytelnika? Stwierdzamy tendencję przeciwstawną. Zadbano, by jej dyskredytacja zastała przeprowadzona niezauważalnie, "na własny użytek" autora. Dla potrzeb kompromitacji przedstawia się argumenty z dziedziny moralności, ale jeśli chodzi o fakty i historyczną orientację, prawdziwym ekspertem jest generał J. Innymi słowy: wizje - co wynika z przyjętej perspektywy narracyjnej - nie odznaczają się wiarygodnością. Postać generała J. pozwala na ich pozorne (lecz o tej pozorności można przekonać się dopiero dokładnie zbadawszy powieść) zweryfikowanie.
Jak wiemy, generałowi J. poświęcono ostatni epizod pierwszej części utworu a także zorientowani jesteśmy, że wszyscy uprzednio przedstawieni w powieści polityczni prominenci w gruncie rzeczy bardzo mało wiedzą o warunkach swojego działania. Nie wchodząc w szczegóły, generał J. jest nie tylko tym, który doskonale się w faktach orientuje, potrafi je wytłumaczyć, ale w dodatku "bezinteresownie" ukazuje się czytelnikowi w postaci podmiotu działania i to nie w skali powieści, lecz całego cyklu, opowiadając widzianą "z drugiej strony barykady" i o wiele głębiej - historię Bobrowskiego. Okazuje się, że to właśnie on, współpracownik ochrany, tak pokierował postępowaniem władz w "sprawie Bobrowskiego", by stała się ona zwycięstwem ważniejszym od sukcesów wojskowych. Wiadomo, że powstanie upadnie. To kwestia czasu. Podziały zaś - jakie ono przyniesie, pozostaną na trwałe. ***48. - Tak uzasadniał generał J. swoim przełożonym konieczność nieingerowania w przebieg wypadków.

*

Praca starała się przybliżyć cykl trzech powieści, naszym zdaniem cennych i znamiennych dla swojego czasu oraz stanowiących novum w rozwoju gatunku. Nie mieliśmy na celu poszerzenia wiedzy o pisarzu (nauka nie zajmowała się nim jeszcze), ani rozwiązania konkretnego problemu rysującego się przed badaczem, natomiast zetknęliśmy się z paroma. Pragmatyczny kąt, pod jakim prowadzono analizę, sprzyjał traktowaniu trylogii jako swego rodzaju "wezwania" skierowanego do czytelnika, to zaś wiązało się z wykryciem programu, zamierzeń pisarskich, z których owo "wezwanie" wynikło.
Władysław Terlecki, pisarz wrażliwy na bieg historii i wpływ owego procesu na ludzką świadomość, w swojej współczesnej twórczości przeszedł drogę od bezpośredniej reakcji na załamania, tragedie i niepokoje, będące udziałem Polaka z jego pokolenia (i nieco starszego) aż do określenia i interpretacji ich przyczyn, związanych z charakterystyczną dla okresu wielkich przemian, dezintegracją więzi społecznej. Objawiło się to zainteresowaniem dla anachronizmu ludzkich postaw, które poszerzyło się na zjawiska mimowolnej zdrady, kolaboracji i "światopoglądu taktycznego". Bezpośrednią genmezę "Spisku" i pozostałych części trylogii ***49. wyznaczają: "powrotna fala "popaździernikowego neopozytywizmu ("Spisek" jest wręcz głosem w dyskusji związanej z tą falą) oraz, jak sądzimy, narastanie procesów tworzenia się nowoczesnego państwa (stąd problem manipulacji pojawiający się w "Dwóch głowach ptaka" i "Powrocie z Carskiego Sioła"). Terlecki, historysta o silnym poczuciu społecznej misji postanowił uczyć czytelników takiego krytycyzmu, który zabezpieczałby przed manipulacją i anachronizmem działania. Czynił to najpierw przez zwykłe "odbrązowianie", sprzeczne z istotą współczesnego, wątpiącego i stale niepewnego swoich racji historycznego myślenia, dopiero później stał się historystą naszych czasów. Stąd i sygnalizowana sprzeczność między współczesną formą a staromodnym meritum "Spisku" i późniejsza ich jedność w "Dwóch głowach ptaka", najlepszej części trylogii.
Droga przebyta przez pisarza w w trakcie pisania tych dwóch książek jest równocześnie drogą, którą przechodzą współcześni pisarze historyczni. Stało się tak, że rozwój pisarstwa jednego człowieka odbił w sobie problemy rozwoju gatunku. Doświadczenia Terleckiego wykazały, iż bez zmiany poglądu na historyczną prawdę i w związku z tym strukturę faktu historycznego niemożliwe jest nic innego, niż zamaskowana auktorialność "sceny", a w ślad za tym, rzeczywista odnowa powieści historycznej i pełnoprawność jej bohaterów nie zostaje osiągnięta. 1980, 1982


Przypisy:

***1 Chronologia powstania książek i kształtowanie się zamierzeń na podstawie następujących wypowiedzi Terleckiego: głos w dyskusji "Kłopoty z "czarną literaturą"", "Współczesność" 1959/2; "Tragiczny związek", "Współczesność" 1959/13 (recenzja z: "Zielone oczy" S. Cat-Mackiewicza i "Hubalczycy" M. Wańkowicza); wywiad H. Żurkowny, "Sztandar Młodych" 1960/67; wypowiedź w ankiecie "Pisarz a współczesność", Życie Literackie" 1960/20; "Drugi bok sprawy", "Współczesność" 1960/16 (polemika ze wstępem Wańkowicza do II wydania "Hubalczyków" i odpowiedź krytykom pierwszego artykułu); "Przemówienie do ściany", "Współczesność" 1962/14 (felieton na marginesie pobytu J. P. Sartre'a w Polsce); "Jeszcze wokół 1863", "Współczesność" 1963/4; "O złoty wzorzec współczesnego patriotyzmu", "Współczesność" 1963/22; głos w dyskusji "W samo południe", "Kultura" 1963/7; "Peryferie", "Współczesność 1963/13; "Ankieta", "Współczesność" 1965/7-8 (wypowiedź o bieżącej twórczości); "Wstęp" do: "Spisek", Warszawa 1966; "Baśniotwórstwo i historia", "Współczesność" 1966/13 (wypowiedź w ankiecie "Literatura a historia"); wypowiedź w ankiecie na temat współczesnego malarstwa, "Miesięcznik Literacki" 1967/2; wywiad K. Nepomuckiej, "Chłopska Droga" 1968/80; wypowiedź osobista, "Miesięcznik Literacki" 1969/11; wywiad K. Korotyńskiej z cyklu "Mini-wywiady", "Literatura 1972/19; wypowiedź w dyskusji "Proza nasza powszednia", "Literatura" 1972/16; wywiad anonimowy, "Ekspress Wieczorny" (Warszawa) 1973/36; "Między historią o współczesnością, prawdą a zmyśleniem", "Fakty" 1974/50 (wywiad T. Żółcińskiego); wypowiedź w ankiecie "Pisarz wśród czytelników", "Życie Literackie" 1975/45; "Po nas jest wszystko", "Kultura" 1975/35 (wywiad T. Krzemień); "Rozmowa z Władysławem Terleckim", "Nurt" 1975/10 (wywiad A. Misia); "Wstęp" do: "Spisek", "Czytelnik", Warszawa 1975, wyd. II; "O historii jasnej i ciemnej", "Film 1977/36 (wywiad T. Sobolewskiego); "Umarli są bardziej tolerancyjni", "Polityka" 1977/23 (wywiad K. Nastulanki); "Kontrowersje wokół historii", "Magazyn Kulturalny" 1978/1 (wywiad K. Żółcińskiego). Podano ważniejsze.
***2 Zobacz "Bibliografia literatury polskiej "Nowy Korbut", Słownik współczesnych pisarzy polskich", red. Jadwiga Czachowska, seria 2, t. 2 i 3, Warszawa-Łódź 1978 i 1980.
***3 W. L. Terlecki, wypowiedź w ankiecie "Pisarz a współczesność", "Życie Literackie" 1960/20.
***4 Porównaj: S. Grochowiak, "Karabela zostanie na strychu", "Współczesność" 1959/1 i "Do mentorów najmilejszych", "Współczesność" 1959/6; J. Czajkowski, B. Gołębiowski, E. Kabatc, A. Minkowski, J. Siewierski, "Sztuka wyboru" i W. L. Terlecki, "Licytacja ambicji", "Współczesność" 1959/8; oraz inne artykuły w dalszych numerach czasopisma poświęcone tematowi.
***5 Por. przyp. 2. Zapomnianych dziś niemal zupełnie "Hubalczyków" zanalizował ostatnio Kazimierz Wolny w swojej książce: "Reportaże wojenne Melchiora Wańkowicza (1939-1945)", Kielce 1995. (tu ss. 76-125).
***6 W. L. Terlecki: "Przemówienie do ściany", "Współczesność" 1962/14.
***7 W.L. Terlecki: "Ankieta", "Współczesność" 1065/7-8.
***8 "Umarli są bardziej tolerancyjni", wywiad K. Nastulanki z W. L. Terleckim, "Polityka" 1977/23.
***9 Por. W. L. Terlecki: "Jeszcze wokół 1863" i "O złoty wzorzec współczesnego patriotyzmu" (patrz przyp .2).
***10 "Między historią a współczesnością, między prawdą a zmyśleniem", wywiad T. J. Żółćińskiego z W.L. Terleckim, "Fakty" 1974/50.
***11 "Po nas jest wszystko", wywiad T. Krzemień z W.L. Terleckim, "Kultura" 1975/35.
***12 Na temat autorki i powieści napisał W.L. Terlecki szkice: "Zwycięstwo i klęska", "Współczesność" 1965/14; "Czyściec", "Współczesność" 1966/10; "Pochwała życia i kronika śmierci", "Miesięcznik Literacki" 1967/5.
***13 W.L. Terlecki: "Baśniotwórstwo i historia", "Współczesność" 1966/13.
***14 Ibidem
***15 Por. W. L. Terlecki: "Edynburskie zabawy (Kartki z Anglii II), "Współczesność" 1962/19.
***16 W. L. Terlecki: wypowiedź w dyskusji "Proza nasza powszednia", "Literatura" 1972/16.
***17 "O historii jasnej i ciemnej", wywiad T. Sobolewskiego z W. L. Terleckim, "Film" 1977/37.
***18 Biografia na podstawie: P. Jasienica: "Biały front", Warszawa 1953 i "Dwie drogi. O powstaniu
styczniowym", Warszawa 1963, wyd. II poprawione; S. Kieniewicz: "Powstanie styczniowe", Warszawa 1972. Podajemy fakty prawdopodobnie znane Terleckiemu.
***19 S. Kieniewicz, op. cit. s. 444.
***20 W analizie opieramy się na teoriach F. Stanzela i S. Eilego, używając właściwej im terminologii (por. S. Eile: "Światopogląd powieści", Ossolineum 1973; F. Stanzel: "Sytuacja narracyjna i epicki czas przeszły. Typowe formy powieści" w: "Teoria form narracyjnych w niemieckim kręgu językowym. Antologia", wybór, opracowanie i przekład Ryszard Handke, Kraków 1980).
***21 W. L. Terlecki: "Wstęp", w: W. L. Terlecki: "Spisek", Warszawa 1965, s. 8.
***22 Wyjaśnienie terminów: inwersja czasowa - gdy wydarzenia wcześniejsze od podanych ostatnio w ciągu chronologicznym opisywane są bezpośrednio przez narratora zmieniającego punkt obserwacji (tzn. jej "tu i teraz"); retrospekcja - uteraźniejszenie się obrazu przeszłości w świadomości głównego bohatera, z perspektywy którego prowadzona jest narracja, co zmiany narratorskiego "tu i teraz" za sobą nie pociąga; akcja - ciąg zgrupowanych w poszczególnych epizodach wydarzeń, danych nam bezpośrednio w relacji narratora (tj. z wyłączeniem retrospekcji), czynnikiem organizującym powieściowe wydarzenia jest w interesujących nas książkach czas.
***23 Wszystkie cytaty z analizowanych książek wg. W. L. Terlecki: "Twarze 1863 - Spisek, Powrót z Carskiego Sioła, Dwie głowy ptaka, Rośnie las", Warszawa 1979. Tu: s. 27.
***24 Tu i dalej - por.: K. Bartoszyński: ""Popioły" i kryzys powieści historycznej", "Pamiętnik Literacki" 1965/1; T. Bujnicki: "Z teoretycznych problemów powieści historycznej" - rozdz. 1 pracy "Trylogia Sienkiewicza na tle tradycji polskiej powieści historycznej", Prace Komisji Historycznoliterackiej nr 31, Wrocław 1973; W. Danek: "O małżeństwie powieści z historią", "Ruch Literacki" 1964/1; G. Lukacs: "Klasyczna postać powieści historycznej" (przekład Cz. Przymusiński), w: "Od Goethego do Balzaca. Studia z historii literatury XVIII i XIX wieku", wybór M. Żurowski, Warszawa 1958 oraz "Istoriczeskij Roman i krizis burżuaznogo riealizma", "Litieraturnyj kritik", t 3. i 4., Moskwa 1938; W. Ostrowski: "Powieść historyczna (hasło słownikowe). Zagadnienia rodzajów literackich, 1968/ t. 1, z. 1.
***25 W. L. Terlecki: op. cit. s. 85.
***26 Ibidem.
***27 Zbyt jest ważne, by nie padło. Ale zauważmy inne zdanie: I która droga jest bliższa? - jego [...], Antonowicza, którego miejsce w organizacji zajął w tym czasie. (W. L. Terlecki: op. cit. s. 19). Tylko po przeprowadzeniu dokładnych poszukiwań można się zorientować, że chodzi o Związek Trojnicki. Dodajmy jeszcze, że czytający oczywiście może podczas czytania zdobyć pewną wiedzę, ale nikt mu jej nie podaje. Musi sam przeprowadzać syntezę wielu porozrzucanych w książce faktów. Omawianą przez nas w tym miejscu, swoistą dla całej twórczości historycznej Terleckiego zasadę zauważył już J. Maciejewski - ale dopiero w ostatnich artykułach krytyków Terleckiego powiązano ją z problemem perspektywy narracyjnej (zresztą bez wymienienia terminu i pogłębionej analizy zjawiska). Por. W. Bolecki: "Sadźmy róże...", "Twórczość" 1978/1; J. Maciejewski: ""Nowa powieść" i historia", "Miesięcznik Literacki" 1967/1; tenże: "Władysław Terlecki", "Literatura 1974/17; tenże: "Cień Margrabiego, czyli o powieściach historycznych Władysława Terleckiego", "Odra" 1978/7; T. Walas: "Sposób na historię, "Życie Literackie" 1974/10. Z krytyków pragnących rozszyfrować istotę twórczości historycznej (i innej) pisarza warto jeszcze wymienić: M. Błażejewskiego, M. Boniego, A. Chojnackiego, M. Komara, L. Kurpiewskiego, T. Łubieńskiego, J. Niecikowskiego, J. Niemczuka, M. Orskiego, J. Pawłowskiego, M. Sprusińskiego, J. Wegnera, Z. Ziątka.
***28 W. L. Terlecki: op. cit. s. 112.
***29 Biografia na podstawie: H. Jabłoński: "Aleksander Waszkowski - ostatni naczelnik miasta Warszawy w powstaniu 1863-1864", Warszawa 1963, wyd II powojenne.
***30 S. Kieniewicz: op. cit. s. 736.
***31 H. Jabłoński, op. cit. s. 142.
***32 Ibidem, s. 143.
***33 Ibidem, s. 147.
***34 Ibidem, s. 148.
***35 Cyt. "Po nas jest wszystko", wywiad T. Krzemień z W. Terleckim, "Literatura" 1972/19.
***36 W. L. Terlecki: op. cit. s. 353 (Tuchołko).
***37 Ibidem (oficerek).
***38 Ibidem.
***39 Ibidem, s. 355 (oficerek).
***40 Ibidem, s. 415 (oficerek).
***41 Ibidem, s. 426.
***42 Ibidem, s. 427.
***43 Wywiad z pisarzem, w: "Ekspress Wieczorny" (Warszawa) 1973/28.
***44 Redaktor "Moskiewskich Wiadomości", jeden z polakożerców epoki.
***45 Por, M. Komar: "We własnych oczach, w zwierciadle", "Miesięcznik Literacki" 1974/3.
***46 W. L. Terlecki, op. cit. s. 137.
***47 Ibidem, s. 217.
***48 Ibidem, s. 237.
***49 Szkic niniejszy napisany został kilkanaście lat temu. Od tego czasu W. L. Terlecki wydał jeszcze sporo książek, trylogia - stała się pentatologią, została uzupełniona o zbiór opowiadań "Rośnie las". Warszawa 1977 oraz powieść "Lament", Kraków 1984. Szkic nie został jednak rozszerzony o ich omówienie, ponieważ ustala przede wszystkim zaistnienie pewnego zjawiska teoretycznoliterackiego - tj. przełomu gatunkowego w historycznej powieści.


Uwaga: powyższy tekst ukazał się drukiem w: "Rocznik Komisji Historycznoliterackiej XX", PAN - Oddział w Krakowie, Kraków 1983, Ossolineum, tu: s. 91-119